Mateusz Gamrot ma jasno określony cel na dalszą część swojej kariery – zdobycie mistrzostwa UFC. W rozmowie z OSHEE SPEAK UP były podwójny mistrz KSW opowiedział o swojej drodze od zapasów w Kudowie-Zdroju, trudnych początkach, porażkach, które do dziś go bolą, oraz o tym, dlaczego mimo 36 lat wciąż podporządkowuje życie jednemu wielkiemu marzeniu.

Mateusz Gamrot od lat należy do ścisłej czołówki polskiego MMA. Zanim jednak rozpoczął profesjonalną karierę w mieszanych sztukach walki, jego sportowa droga rozpoczęła się od zapasów.

Pierwszy trening zaliczył w wieku 11 lat w rodzinnej Kudowie-Zdroju. Jak wspomina, bardzo szybko złapał sportowego bakcyla, a treningi zaczęły wyznaczać rytm jego codziennego życia.

Pochodzę z małej miejscowości Kudowa-Zdrój, gdzie mieliśmy tylko jednostkę lekkiej atletyki i później jednostkę zapaśniczą. Trafiłem właśnie na salę zapaśniczą. Poszedłem za chłopakami z podwórka. Miałem 11 lat i od tamtej pory zacząłem chodzić i w sumie nie odpuściłem praktycznie żadnych treningów. Od razu złapałem bakcyla.

Zapasy szybko przestały być dla niego wyłącznie zajęciem po szkole. Stały się sposobem na uporządkowanie codzienności, ale również miejscem, w którym mógł radzić sobie z emocjami i niepowodzeniami.

Cała otoczka, klimat, klub, koledzy z podwórka plus właśnie ta zajawka sportowa zaczęły tworzyć mi rytm, ten cel dnia codziennego. Przychodziłem ze szkoły, musiałem zjeść obiad, odżywić się, pójść na trening. Później po treningu byłem zmęczony, więc te wszystkie frustracje, złe emocje czy jakieś niepowodzenia w szkole potrafiłem wyrzucić z siebie na sali.

W wieku 14 lat opuścił dom

Ważnym momentem na drodze Gamrota była przeprowadzka do internatu. Kiedy miał około 14-15 lat, otrzymał propozycję przejścia do Bizonu Milicz, który w tamtym okresie był jednym z najlepszych klubów zapaśniczych na Dolnym Śląsku.

Młody zawodnik musiał więc bardzo wcześnie opuścić rodzinny dom.

Skłamałbym, jakbym powiedział, że było lekko i było fajnie, bo początki zawsze są ciężkie, tym bardziej jak jesteś tak młody i zmieniasz całe środowisko. Pamiętam, że początki były bardzo ciężkie. Płakałem, chciałem wracać, ale pamiętam, mama mi mówiła: „Wytrzymaj synu, jeszcze chwilę, zobaczysz, że będzie lepiej”.

Z czasem sytuacja zaczęła się jednak zmieniać. Gamrot zaczął odnosić sukcesy na kolejnych zawodach, a zwycięstwa utwierdzały go w przekonaniu, że znalazł się we właściwym miejscu.

„Żadna wygrana walka nie nauczyła mnie tyle, co przegrana”

Dziś Gamrot jest zawodnikiem z ogromnym doświadczeniem, ale nadal uważa, że nauka w sporcie nigdy się nie kończy. Jego zdaniem największym błędem jest przekonanie, że osiągnęło się już wszystko, co było możliwe.

Rozwój, nauka nigdy się nie kończy. Myślę, że przegranymi osobami są te osoby, które mówią, że wszystko wiedzą albo już czegoś się nauczyły. W sporcie, jak i w życiu, dążymy do perfekcji, ale dobrze wiemy, że jej nie osiągniemy.

Były podwójny mistrz KSW szczególnie mocno podkreśla znaczenie porażek. Sam ma ich na koncie kilka i przyznaje, że niektóre do dziś pozostają dla niego bolesnymi wspomnieniami.

Wygrane walki mnie napędzają, ale żadna walka wygrana nie nauczyła mnie tyle, co ta przegrana. Po prostu ona jest ciężka, bo niektóre te moje przegrane walki do tej pory mnie bolą i sobie o nich myślę.

Gamrot nie uważa jednak, że należy od takich emocji uciekać. Wręcz przeciwnie – jego zdaniem trzeba pozwolić sobie przeżyć porażkę, a następnie wykorzystać ją jako motywację do dalszej pracy.

Po przegranych walkach zdarzyło mi się płakać w kącie pokoju, w którym byłem, w zaciszu domowym. Ale te łzy, ten płacz były spowodowane moją ambicją i moją miłością do tego, co wykonuję i że tak bardzo mi zależało. Te łzy były spowodowane takim zawodem chwilowym, że mi nie wyszło.

„Mężczyźni nie płaczą” – Gamrot o emocjach

36-latek otwarcie przyznał, że musiał nauczyć się akceptować własne emocje. Jego zdaniem przekonanie, że mężczyzna powinien zawsze być twardy i nie może płakać, prowadzi do niepotrzebnego tłumienia emocji.

Myślę, że musiałem się tego nauczyć, bo nas uczono z kolei, że nie powinniśmy płakać, że jesteśmy twardzi, że mężczyźni nie płaczą, a wcale to nie jest prawda. Jeżeli nie będziemy płakać, a będziemy tłumić w sobie emocje, to będzie jeszcze gorzej. Znajdą ujście gdzie indziej.

Gamrot uważa, że sport nauczył go nie tylko walczyć, ale również lepiej rozumieć samego siebie.

Telefon odkłada na bok przed walką

Zawodnik UFC opowiedział również o sposobie, w jaki przygotowuje się mentalnie do walk. W tygodniu poprzedzającym pojedynek stara się maksymalnie ograniczyć liczbę bodźców docierających do niego z zewnątrz.

Jednym z najważniejszych elementów jest ograniczenie korzystania z telefonu i mediów społecznościowych.

Mocno jestem odizolowany od social mediów, od telefonu. Telefon to oczywiście jest takie naturalne nasze biuro. Powinniśmy zrobić, co mamy tam do zrobienia, i odłożyć ten telefon, skupić się na sobie. Więc ja staram się to robić.

Gamrot wykorzystuje również ćwiczenia psychomotoryczne, między innymi pisanie niedominującą ręką czy żonglowanie. Wszystko po to, aby poprawić koncentrację i nauczyć się pozostawać „tu i teraz”.

Co ciekawe, nie uważa, że frustracja pojawiająca się podczas takich ćwiczeń jest czymś złym.

To ma frustrować. Bo frustracja, denerwowanie się, że nam nie wychodzi, to jest proces. To jest właśnie ten moment, w którym my się uczymy.

Cel pozostał niezmienny: mistrzostwo UFC

Mimo 36 lat i niedawnej porażki z Quillanem Salkilldem, Gamrot nie zamierza zmieniać swoich ambicji. Kiedy został zapytany o najważniejszy cel zawodowy, odpowiedział bez wahania:

Mistrz świata.

Zawodnik UFC podkreślił, że to marzenie narodziło się u niego wiele lat temu i mimo upływu czasu nadal robi wszystko, aby je spełnić.

Mam 36 lat i cały czas dążę do tego celu. Jestem żywym przykładem swoich dzieci i młodego pokolenia, że w młodym wieku, jak byłem taki, zrodziło mi się to marzenie, że chcę być najlepszy i widzisz, po dziś dzień dążę do tego marzenia i robię wszystko, żeby tak się stało.

Gamrot zwraca jednak uwagę, że droga do celu nie zawsze musi wyglądać tak samo u każdego człowieka. Jego zdaniem najważniejsze jest znalezienie własnego celu i konsekwentne podążanie w jego kierunku.

Jeżeli faktycznie coś sobie założymy i będziemy wytrwali w tym, co robimy, to praktycznie zawsze jest tak, że to osiągniemy, tylko w zależności w jakim czasie. Jednym przychodzi to w przeciągu kilku lat, innym przychodzi to w przeciągu dużo dłuższych lat. Ale bycie wytrwałym, cierpliwym prowadzi praktycznie zawsze do sukcesu.

Gamrot nie ukrywa przy tym, że podporządkował swoje życie sportowemu celowi. Jednocześnie podkreśla, że sama droga daje mu ogromną satysfakcję.

Żeby zapalić kogoś, sam musisz płonąć. Ja, dążąc do tego mistrzostwa świata, zapalam młode pokolenie, młodą generację młodych zawodników dookoła mnie.

I właśnie to jest obecnie jeden z najważniejszych elementów jego podejścia do kariery. Gamrot chce nie tylko samemu osiągnąć sukces, ale również być przykładem dla młodszych zawodników, którzy dopiero rozpoczynają swoją sportową drogę.

Zobacz także: Marian Ziółkowski radzi Janowi Błachowiczowi: „Wyjść ze strefy komfortu, zostawić wszystko i jeszcze raz postawić na karierę”

źródło: rozmowa Mateusza Gamrota w OSHEE SPEAK UP / YouTube – OSHEE World