Mateusz Rębecki ma za sobą trudniejszy okres kariery, w którym przegrał trzy walki z rzędu i musiał zmierzyć się z obawą o swoją przyszłość w UFC. Polski zawodnik przyznał, że w tamtym momencie pracował z psychologiem sportowym nad tym, by przestać utożsamiać swoją wartość wyłącznie ze statusem zawodnika największej organizacji MMA na świecie. Jak podkreślił, dziś patrzy na swoją karierę inaczej i wciąż wierzy, że może dotrzeć do ścisłej czołówki kategorii lekkiej.
Kariera Mateusza Rębeckiego w UFC w pewnym momencie znalazła się na bardzo trudnym zakręcie. Polak przegrał trzy kolejne pojedynki – z Chrisem Duncanem, Ľudovítem Kleinem oraz Grantem Dawsonem. Szczególnie seria porażek w największej organizacji świata sprawiła, że zawodnik musiał zmierzyć się nie tylko ze sportowymi konsekwencjami, ale również z ogromną presją psychiczną.
W rozmowie z podcastem Mój Świat Rębecki został zapytany wprost, czy po trzech przegranych walkach obawiał się zwolnienia z UFC. Zawodnik nie ukrywał, że taka myśl rzeczywiście się pojawiła.
Tak. Ciężkie to było. Z właśnie z Beatą Drewienkowską pracowaliśmy nad tym, żeby opanować to, żeby nie wracać właśnie do takiej myśli, żeby w ogóle ją nie przyjmować do wiadomości, żeby to wyrzucić i pogodzić się z tym, że ja jestem bardzo dobrym sportowcem, a nie zawodnikiem UFC, żebyśmy rozróżnili to.
To właśnie rozdzielenie tych dwóch pojęć stało się jednym z najważniejszych elementów pracy nad jego mentalnością. Rębecki zauważył bowiem, że przez długi czas status zawodnika UFC zaczął definiować jego własne postrzeganie siebie.
„A co, jak już nie będę?”
Polak przyznał, że problem nie ograniczał się wyłącznie do strachu przed utratą kontraktu. Znacznie poważniejsze było pytanie, które pojawiało się w jego głowie, gdy zaczynał zastanawiać się nad tym, kim będzie po zakończeniu kariery.
Rębecki współpracuje obecnie z psychologiem sportowym Beatą Drewienkowską, która pomaga mu zmienić sposób myślenia o własnej karierze i osiągnięciach.
To mnie właśnie bardzo mocno blokowało – ta myśl, że UFC, że ja będąc w UFC, to jest to najważniejsze, że ludzie mnie z tym utożsamiają i chcę, żeby tak było. I w pewnym momencie myślisz sobie: ‘Okej, a co jak już nie będę? No to jakby wszystko ucieka i co? I kim jesteś?’. Nie, że to jest twoje jestestwo i zapominasz o wszystkim innym.
Zawodnik podkreślił, że chce nauczyć się patrzeć na siebie przede wszystkim przez pryzmat tego, co osiągnął i jakich umiejętności nabrał przez lata treningów, a nie przez samą organizację, w której aktualnie występuje.
Twoje umiejętności cię definiują, a nie to, gdzie ty jesteś. Więc nad tym mocno pracuję i to wydaje mi się, że jeśli opanuję, no to ułoży moją głowę.
Rębecki nie zamierzał szukać ratunku poza UFC
Pomimo trudnego okresu „Chińczyk” nie zakładał, że w przypadku rozstania z UFC natychmiast będzie musiał szukać dla siebie nowego miejsca na rynku. Jak zaznaczył, uważa, że jego wartość sportowa pozostaje wystarczająco wysoka, by zainteresować inne organizacje.
Rębecki zwrócił uwagę między innymi na swoje występy oraz wysokie miejsca w rocznych zestawieniach najlepszych walk UFC. Jego zdaniem nawet ewentualne zwolnienie nie oznaczałoby końca jego kariery na najwyższym poziomie.
Nie patrzę tymi kategoriami. Ja dalej byłbym zawodnikiem, którym cały świat by chciał, żebym się bił u nich. Jakby to jest akurat sportowo – się bronię, nie ma co mówić. Dawałem najlepsze walki. Bardzo były wysoko w rankingu UFC, nie w jakimś tam fanowskim, tylko jak było roczne zestawienie, to byłem raz chyba piąty, a raz chyba szósty, rok po roku w sensie moja walka, więc to jest naprawdę wysoko.
Jednocześnie Polak zdaje sobie sprawę, że ewentualne odejście z UFC oznaczałoby prawdopodobnie również zmianę poziomu zarobków.
Podejrzewam, że każda inna organizacja na świecie by się po prostu do mnie odezwała. To kwestia z tego, ile bym tego zarobił, nie? Pewnie mniej, znając życie.
„Top 15 to wszyscy są praktycznie na równym poziomie”
Mimo trudnego momentu Rębecki nie zamierza rezygnować z ambitnych celów. W rozmowie jasno określił kolejne etapy, które chciałby pokonać w UFC – najpierw wejście do TOP 15, następnie TOP 10, a docelowo walka o mistrzowski pas.
Polak uważa, że droga na szczyt może w jego przypadku być stosunkowo krótka.
Na razie jest sobie podstawiony pierwszy cel. Wiadomo, chcę być mistrzem, a przynajmniej tak trzeba założyć. A na początku TOP 15, później TOP 10, no i pas. Tak by było w idealnym świecie.
Rębecki szacuje, że potrzebowałby około czterech lub pięciu zwycięstw, aby realnie znaleźć się w pozycji umożliwiającej walkę o tytuł. W jego ocenie nie jest to scenariusz oderwany od rzeczywistości.
Wydaje mi się, że jestem dosyć nisko w rankingach UFC, ale przez to, jakie daję walki, jest dużo niewiadomych, ale może to szybko iść do góry. Więc cztery walki, może pięć do pasa. Jakby to jest pięć walk, to masz trzy lata. Niecałe trzy lata. No to też bym miał wtedy 36, 37 lat. No to jeszcze to, tak jak wcześniej wspominałem, nasz wiek, kariera lekko się przesunęła do przodu, więc jestem w stanie być jeszcze w tym piku formy i bić się na najwyższym poziomie.
Zmiana klubu ma być kolejnym krokiem
Jednym z najważniejszych elementów obecnego etapu kariery Rębeckiego jest również zmiana klubu. Zawodnik przez kilka miesięcy trenował w Łodzi i uważa, że ta decyzja pozwoliła mu ponownie zrobić wyraźny krok do przodu.
Co ważne, Polak przyznał, że wcześniejszy pobyt w American Top Team nie przyniósł mu wyłącznie korzyści sportowych. Jego zdaniem jednym z problemów był brak odpowiedniej opieki nad nim jako zawodnikiem.
Jako zawodnik wydaje mi się, że załapałem regres, ale tylko i wyłącznie przez moje winy, ponieważ ja tam byłem sam dla siebie, konsultowałem to wszystko z trenerami z Polski i to nie wyglądało dobrze. To było takie szacowanie – jak się czuję, czy powinienem iść na sparingi. Chodziłem na sparingi i prawda jest taka, że jeśli cię nikt nie dogląda, to ty łapiesz błędne, złe nawyki, popełniasz błędy i tego ci nikt nie wyplewi.
Po powrocie do Polski zawodnik zauważa natomiast wyraźną poprawę nie tylko pod względem sportowym, ale również mentalnym.
Teraz przez te cztery, pięć miesięcy, które właśnie jestem w Łodzi, bardzo fajny rozwój załapałem. Czuję tę zmianę. Kilka rzeczy dorzuciłem do swojego warsztatu. Jest super. Jestem, co też istotne, dużo bardziej spokojny, szczęśliwszy i idąc na taką salę, w takim uczuciu chłoniesz tę wiedzę.
„Chyba to jest ten moment, w którym jestem najlepszą wersją siebie”
Rębecki uważa, że obecnie znajduje się w jednym z najlepszych momentów swojej kariery pod względem sportowym. Jednocześnie nie chce sam wystawiać sobie ostatecznej oceny – tę ma zweryfikować dopiero jego kolejna walka.
Chyba tak. Chyba to jest ten moment, w którym jestem najlepszą wersją siebie. Chyba tak, ciężko o tym mówić. Ja chyba wychodzę z założenia, że lepiej, żeby to walka odzwierciedliła. No bo jest za dużo czynników.
Dla Rębeckiego kluczowe pozostaje również właściwe podejście mentalne. Jak sam zauważył, nawet najwyższe umiejętności mogą nie wystarczyć, jeśli zawodnik nie potrafi odpowiednio poukładać sobie głowy.
W dzisiejszych czasach, jeśli nie ułożysz głowy, no to twoje umiejętności nie pójdą za tobą. Więc tak naprawdę jesteś słaby na tej zasadzie, przynajmniej w UFC, tak? Bo tam liczą się takie niuanse.
Po ostatnich doświadczeniach Rębecki chce więc nie tylko wrócić na zwycięską ścieżkę, ale również zbudować mentalność, która pozwoli mu nie uzależniać własnej wartości od pojedynczego wyniku. Jego ambicje pozostają jednak niezmiennie wysokie – celem jest dalszy marsz w górę rankingu UFC, a w perspektywie kilku lat walka o mistrzostwo kategorii lekkiej.
Zobacz także: Paddy Pimblett ostro o Armanie Tsarukyanie: „Nie mam do niego żadnego szacunku”
źródło: podcast Mój Świat na YouTube – rozmowa z Mateuszem Rębeckim
