Dwa dni zmagań, bolesna porażka i rywal, który zamiast walczyć, sprytnie uciekał przed konfrontacją. Mateusz Szczeciński musiał poradzić sobie nie tylko z przeciwnikiem, ale i z własną frustracją. Czy presja walki we własnym kraju w końcu zadziałała na jego korzyść?

Mateusz Szczeciński sięgnął po brązowy medal na gali ADCC 2026 w Krakowie, zapisując się w historii jako pierwszy Polak z medalem w męskich kategoriach tych prestiżowych zawodów grapplingowych. Sukces smakuje jednak gorzko-słodko, bo utytułowany zawodnik przyznał wprost, że liczył na złoto. 

Droga do podium nie była prosta od samego początku. Reprezentant Polski przyznał, że pierwszy dzień zmagań nie wyglądał tak, jak powinien, a swoją pierwszą walkę wygrał przez poddanie, choć sam ocenił to skończenie jako niedopracowane i pozbawione typowej dla siebie precyzji. Zawodnik nie krył, że presja walki przed rodziną, uczniami i tłumem polskich kibiców mogła odbić się na jego dyspozycji w starciach otwierających turniej.

Najtrudniejszym momentem całych zmagań okazał się jednak półfinał przeciwko Magomedowi Dzharbaevowi z Dagestanu. Szczeciński otwarcie przyznał, że rywal przez całe starcie unikał bezpośredniej konfrontacji, świadomie ciągnąc pojedynek w kierunku dogrywki, w której nie obowiązuje wciąganie do gardy.

To było bardzo frustrujące, bo nie dawał mi się w ogóle do siebie zbliżyć przez całą walkę. Dobrze udawał, że ze mną walczy, bo tak naprawdę nie próbował mnie przejść, nie próbował się do mnie zbliżyć, ale udawał na tyle, że nie dostawał pasywności.

opisywał zawodnik, tłumacząc jednocześnie, że jego atutem jest walka z pleców i poszukiwanie poddań, a nie starcia czysto zapaśnicze.

Po bolesnej porażce w półfinale Szczeciński musiał w krótkim czasie zresetować głowę przed walką o brąz z Jacobem Bornemannem. W tym procesie kluczową rolę odegrał współpracujący z nim od dłuższego czasu Rafał Mazur, z którym zawodnik pracuje między innymi metodami hipnozy i wizualizacji, a wsparcia w narożniku udzielił mu Kamil Wilk. Ta praca mentalna pozwoliła mu wyjść na matę już „chłodno” i ostatecznie sięgnąć po historyczny medal dla Polski.

Mimo osiągnięcia bezprecedensowego wyniku, w słowach zawodnika wyraźnie było słychać niedosyt.

Nie ukrywam, że moja ambicja nie daje mi żyć w takich chwilach i liczyłem na złoto. Jestem szczęśliwy, ale jest pewna rysa na szkle, która nie daje mi się tak w 100% cieszyć.

przyznał szczerze tuż po zejściu z maty.

Historyczny brąz Mateusza Szczecińskiego to mimo wszystko przełomowy moment dla polskiego grapplingu! Cały wywiad z zawodnikiem, przeprowadzony chwilę po zejściu z maty, dostępny jest na naszym kanale YouTube.