Rozstanie Mauricio Ruffy’ego z ekipą Fighting Nerds wywołało sporo spekulacji w świecie MMA. Wielu kibiców zastanawiało się, czy za kulisami doszło do konfliktu z jednym z najgorętszych klubów ostatnich lat.
Na kilka dni przed największą walką w swojej karierze Brazylijczyk postanowił rozwiać wszelkie wątpliwości. Jak podkreśla, nie było żadnej wojny, a jego decyzja wynikała wyłącznie z chęci stworzenia środowiska treningowego skupionego w stu procentach na własnym rozwoju.
Już 14 czerwca podczas gali UFC Freedom 250 Mauricio Ruffy zmierzy się z Michaelem Chandlerem. Dla wielu ekspertów będzie to test, który pokaże, czy Brazylijczyk jest gotowy na wejście do ścisłej czołówki kategorii lekkiej.
W ostatnich miesiącach więcej niż o jego kolejnych występach mówiło się jednak o odejściu z Fighting Nerds – klubu, z którym był związany podczas swojego marszu do UFC.
„Nie przejmuję się tym, co ludzie piszą”
Ruffy przyznał, że po rozstaniu z zespołem pojawiło się sporo komentarzy i spekulacji w mediach społecznościowych. Jak twierdzi, nie przywiązuje jednak do nich większej wagi.
Widziałem trochę zaczepnych komentarzy i różnych teorii w mediach społecznościowych, ale szczerze mówiąc, nie obchodzą mnie takie rzeczy. Zawsze mogę pojechać do Fighting Nerds, spotkać się z moimi przyjaciółmi i porozmawiać z nimi. Dla mnie to coś całkowicie normalnego.
Brazylijczyk podkreślił również, że kibice dobrze zrozumieli jego decyzję.
Nadal mam swoich fanów. Nie straciłem ich przez tę zmianę, bo ludzie wiedzą, że robię to, co uważam za najlepsze dla siebie. Jestem z tym całkowicie pogodzony.
„Potrzebowałem miejsca stworzonego tylko dla mnie”
Zdaniem Ruffy’ego kluczowym powodem opuszczenia Fighting Nerds była chęć stworzenia własnego ośrodka treningowego.
Jak sam przyznaje, od dawna marzył o miejscu, w którym cała uwaga sztabu będzie skupiona wyłącznie na nim.
Mieszkam w Sao Paulo i stworzyłem przestrzeń, która jest w stu procentach skoncentrowana na mnie. Sprowadzam zawodników i trenerów, którzy pracują wyłącznie pod moje potrzeby. Kocham Fighting Nerds. Nic się pod tym względem nie zmieniło. Nadal mam świetne relacje ze wszystkimi. Z Pablo Sucupirą jesteśmy cały czas w kontakcie i pozostajemy bardzo dobrymi przyjaciółmi.
Ruffy zaznacza, że mimo zmiany otoczenia nadal identyfikuje się z filozofią zespołu, który pomógł mu dotrzeć do największej organizacji MMA na świecie.
Zawsze będę jednym z Fighting Nerds. Nadal studiuję walkę, nadal analizuję ten sport i to na zawsze pozostanie częścią mnie. Teraz jestem jednak w pełni skupiony na sobie i mam zespół, który koncentruje się wyłącznie na moim rozwoju. Czułem, że tego właśnie potrzebuję. To było moje marzenie od dłuższego czasu i wreszcie mogłem je zrealizować.
Przed Ruffym najważniejszy sprawdzian w dotychczasowej karierze. Zwycięstwo nad Michaelem Chandlerem na historycznej gali UFC Freedom 250 mogłoby otworzyć Brazylijczykowi drzwi do największych nazwisk w kategorii lekkiej.
Zobacz także: Michael Chandler odpowiada krytykom: „Pokażę wszystkim, że wciąż jestem w swoim prime”
źródło: MMA Junkie Radio | foto: Louis Grasse/PxImages
