Site icon InTheCage.pl

Michael Chandler zabrał głos po bolesnej porażce: „Nie da się mnie zniszczyć”

Michael Chandler zabrał głos po bolesnej porażce: „Nie da się mnie zniszczyć”

Michael Chandler po raz kolejny znalazł się na sportowym zakręcie. Były mistrz Bellatora został brutalnie znokautowany przez Mauricio Ruffy’ego podczas historycznej gali UFC Freedom 250, ale nie zamierza rozważać zakończenia kariery. W pierwszym oświadczeniu po walce Amerykanin zapewnił, że wróci silniejszy.

Pojedynek z Mauricio Ruffym zakończył się dla Michaela Chandlera już w pierwszej rundzie. Brazylijczyk od początku narzucił wysokie tempo i ostatecznie posłał byłego pretendenta do pasa UFC na deski. Dla „Irona” była to już czwarta porażka z rzędu w oktagonie.

Mimo tego 39-latek nie traci optymizmu.

„Jestem niemożliwy do pokonania”

W opublikowanym w mediach społecznościowych nagraniu Chandler przyznał, że wynik walki mocno go rozczarował, ale jednocześnie podkreślił, że nie zamierza się poddawać.

Oczywiście walka nie potoczyła się po mojej myśli, ale jestem w dobrym nastroju. Jestem szczęśliwy. Jestem zdrowy. Trudno mnie zniszczyć. W zasadzie jestem niemożliwy do zniszczenia. Jestem niemożliwy do pokonania, bo zostałem naprawdę pobłogosławiony.

Fizycznie wszystko jest w porządku. Jestem trochę poobijany. Dostałem mocny cios w ucho i zostało ono rozerwane. Szacunek dla Mauricio Ruffy’ego. To był bardzo trudny rywal do rozgryzienia. Jest długi, szybki, niezwykle precyzyjny i świetnie uderza. Trafił ciosami, które zakończyły walkę. Taka jest rzeczywistość. Ale powtarzam – jesteśmy szczęśliwi, jesteśmy zdrowi i bardzo trudno nas złamać.

„Przygotowałem się najlepiej jak potrafiłem”

Chandler nie szuka wymówek po porażce. Przyznał, że jego sztab wykonał ogromną pracę, a on sam nie ma sobie nic do zarzucenia pod względem przygotowań.

Są takie momenty w życiu, kiedy wszyscy patrzą na to, jak zareagujesz. Obiecuję, że tak jak zawsze, zareaguję jak mistrz. To boli, bo wiem, jak ciężko pracowałem. Naprawdę przygotowałem się najlepiej, jak tylko mogłem. Nie zostawiłem żadnego kamienia nieodwróconego. Mogę spokojnie spojrzeć w lustro i powiedzieć, że zrobiłem wszystko, co było możliwe podczas tego obozu. Moi trenerzy wykonali fantastyczną pracę. Byliśmy gotowi. Po prostu tym razem okazaliśmy się gorsi. Czasami trzeba nazwać rzeczy po imieniu. Przegraliśmy. W życiu każdy ponosi porażki. Ważne jest jednak nie to, że przegrywasz, ale to, jak reagujesz po przegranej.

„Najlepsze dopiero przede mną”

Choć bilans Chandlera w UFC wynosi obecnie 2-6, Amerykanin nie wspomniał ani słowem o emeryturze. Wręcz przeciwnie – zapowiedział, że zamierza wrócić do rywalizacji.

Każdą porażkę można potraktować jako niewykorzystaną szansę i okazję do ponownego rozpędzenia się. Możesz wrócić lepszy. Możesz wrócić mądrzejszy. Możesz wrócić z większym doświadczeniem. Właśnie dlatego nadal tu jestem. Czas wrócić do pracy. Czas ponownie wsiąść na konia i ruszyć naprzód. Tak wygląda moje życie. W obliczu przeciwności idziemy naprzód. W obliczu rozczarowań idziemy naprzód. Kiedy coś nie idzie po naszej myśli, nadal idziemy naprzód. Kocham was wszystkich. Dziękuję za wsparcie. Najlepsze dopiero przede mną. Naprawdę. Jeszcze to zobaczycie.

Porażka z Ruffym była dla Chandlera czwartą z rzędu po wcześniejszych przegranych z Dustinem Poirierem, Charlesem Oliveirą i Paddym Pimblettem. Wszystko wskazuje jednak na to, że były mistrz Bellatora nie zamierza jeszcze kończyć swojej przygody z MMA.

Zobacz takżeConor McGregor szczerze o najtrudniejszym okresie życia: „Dotknąłem dna”

źródło: Michael Chandler / Instagram

Exit mobile version