Wygrał pewnie, kontrolował walkę przez pięć rund, ale zamiast pełnej satysfakcji – niedosyt. Michał Materla po triumfie nad Christianem Jungwirthem na OKTAGON 86 nie ukrywa, że oczekiwał od siebie więcej.
Main event w Szczecinie zakończył się jednogłośną decyzją sędziów na korzyść Michała Materli, jednak sam zawodnik nie był w pełni zadowolony ze swojego występu. Polak od początku narzucał presję, ale nie był w stanie zamknąć walki przed czasem.
„Chciałem to mocniej zaakcentować”
Materla wprost przyznał, że wygrana to dla niego za mało – liczył na wyraźniejsze zakończenie.
Cieszę się, że wygrałem, ale troszkę ambicja mnie zżera. Chciałem to mocno zaakcentować, jak to mam w zwyczaju.
Doświadczony zawodnik podkreślił, że przebieg walki był w dużej mierze efektem taktyki rywala.
Walka się potoczyła tak, jak pozwolił mi przeciwnik. Miał dobrą taktykę i ciężko było mi się wstrzelić mocnym ciosem.
Presja była, ale zabrakło kropki nad „i”
Materla zaznaczył, że przez całe starcie starał się narzucać tempo i iść do przodu, jednak Jungwirth wybrał bardzo zachowawcze podejście.
Cały czas wywierałem presję. Po pierwszej wymianie poczuł siłę ciosu i zmienił taktykę. Starałem się gonić przez pięć rund, ale zabrakło czegoś.
„Mogłem walczyć kolejne rundy”
Mimo intensywnego tempa i pięciu rund w formule stójkowej, Polak nie miał problemów z kondycją.
Czułem się naprawdę dobrze. Gdyby była potrzeba walczyć kolejne pięć rund, nie byłoby z tym problemu.
To pokazuje, że przygotowanie fizyczne było na najwyższym poziomie – tym większy niedosyt pozostaje po braku skończenia.
Samokrytyka mimo zwycięstwa
Najmocniejszy przekaz po walce? Materla nie zamierza spoczywać na laurach.
Jestem bardzo samokrytyczny. Będę analizował tę walkę i poprawiał błędy. Nie wiem, czy starczy mi kariery, żeby poprawić wszystko, ale taki mam charakter.
Zobacz także: Artur Szpilka poruszony po zwycięstwie Materli: „To ktoś więcej niż sportowiec”
