Michał Michalski nie zamierza rozpamiętywać porażki z Piotrem Kuberskim. Były pretendent do tymczasowego pasa mistrzowskiego wagi średniej przyznał w wywiadzie dla naszej redakcji, że w starciu z „QBearem” wyraźnie odczuł jego siłę, ale nie szuka usprawiedliwień dla szybkiego zakończenia walki. Polak już 19 września wróci do klatki podczas XTB KSW 121 w Libercu, gdzie zmierzy się z Radosławem Paczuskim.

16 maja podczas XTB KSW 118 Michał Michalski stanął przed największą szansą w swojej dotychczasowej karierze. W walce wieczoru gali we Wrocławiu zmierzył się z Piotrem Kuberskim, a stawką pojedynku był tymczasowy pas mistrzowski kategorii średniej.

Starcie zakończyło się jednak zdecydowanie szybciej, niż ktokolwiek z obozu Michalskiego mógł zakładać. „QBear” znokautował wrocławianina już po 2 minutach i 9 sekundach pierwszej rundy, odbierając mu szansę na zdobycie mistrzowskiego trofeum.

Michalski w rozmowie z naszą redakcją nie ukrywał, że rywal sprawił mu sporo problemów, ale jednocześnie nie zamierza budować narracji o porażce opartej na wymówkach.

Nie, nie myślę, że nie. Przetrawiłem to, jakoś nie zajęło mi to dużo czasu, żeby to przeboleć. Stało się, jak się stało. Ja zawsze chciałem dojść do tej walki o pas mistrzowski. Wiadomo, że cel był inny i inaczej to sobie wyobrażałem, ale jest jak jest. Jestem wojownikiem, jestem sportowcem, fajterem, więc najgorsze, co by mogło być, to jakbym został w tej porażce i nie zrobił z tym nic.

Dla zawodnika ważne było przede wszystkim to, aby jak najszybciej wrócić do pracy. Michalski przyznał, że jeszcze kilka lat temu po przegranej potrzebował znacznie więcej czasu na odpoczynek. Tym razem było zupełnie inaczej – już w poniedziałek po sobotniej walce pojawił się na treningu.

W poniedziałek już byłem na treningu. Trenowałem już na tyle, ile oczywiście mogłem. Nie wiem, jakoś na stare lata mi się tak to wszystko pozmieniało. Kiedyś po walce było tak, że ja szedłem, nie było mnie na sali, potrafiłem nie być z miesiąc czasu. Tak odpoczywałem, jadłem, robiłem wszelakie różne inne rzeczy, tylko nie zajmowałem się tym, co powinienem. A teraz jakoś na starość mi to tak przyszło, że naprawdę toczę walkę, nie rozkładam się jakoś mega. Od razu w poniedziałek, jak jestem zdrowy, idę na salę. Nie ma żadnych imprez ani niczego. Jakoś dojrzałem, inaczej do tego wszystkiego podchodzę.

„Odbiłem się od Piotrka”

Michalski nie zamierza również udawać, że porażka z Kuberskim była wyłącznie wynikiem przypadku. Wprost wskazał element, który zrobił na nim największe wrażenie podczas walki.

Według zawodnika problemem była przede wszystkim fizyczność i siła ciosów Kuberskiego. Michalski przyznał, że nie potrafił odpowiednio wyczuć dystansu, a po raz pierwszy od dawna miał wrażenie, że jego rywal po prostu fizycznie go zdominował.

Odbiłem się troszkę od Piotrka, tak szczerze mówię. Naprawdę od mocy tych ciosów i kopnięć, także gdzieś tam trochę mnie to w samej walce tak, no czułem przewagę fizyczną po prostu zwyczajnie w ciosach. Nie mogłem wyczuć dystansu. Też trochę zacząłem agresywnie. No tak, chciałem zacząć, ale nie miałem dawno tak, żebym się tak od kogoś po prostu odbił.

Co ciekawe, Michalski i Kuberski mieli już okazję wspólnie trenować, dlatego siła „QBeara” nie była dla niego kompletnym zaskoczeniem. Sam zawodnik zwrócił jednak uwagę na ogromną różnicę pomiędzy sparingiem a oficjalną walką.

Ciężko mi to powiedzieć, bo walka to jest walka. Na treningu dajemy z siebie 100% i w ciosach, i w sile, ale fokus jest inny i agresja jest inna niż na treningu. Na treningach mi inaczej szło na pewno niż na walce. Kurczę, czy jakaś różnica była? No mówię, inaczej to było całkiem. Nie ma ochraniaczy, jest 100% w każdy cios wkładany, więc inaczej to było.

Michalski zdradził również, że miał konkretny plan na pojedynek. Chciał od początku narzucić Kuberskiemu presję, a następnie szukać sprowadzeń przy siatce. Ostatecznie nie zdążył jednak rozwinąć swojej strategii.

Chciałem agresywnie od początku pójść z Piotrkiem, żebym to ja go przełamywał, a nie mnie. Poszukać obalenia gdzieś przy ścianie, jakby była taka ewentualność, możliwość. Ogólnie całe MMA ta walka miała wyglądać podobnie jak z Homburgerem, żebym agresywnie atakował w stójce i szukał sprowadzeń przy siatce. No ale niestety do tego nie doszło. Nie rozpędziłem się za bardzo. Zacząłem tylko agresywnie w stójce. Szkoda, że tak szybko się skończyło.

Nie chciał wracać aż do stycznia. Ostatecznie zobaczymy go już we wrześniu

Początkowo Michalski wcale nie planował tak szybkiego powrotu do klatki. Po porażce rozważał nawet przerwę do początku 2027 roku. Ostatecznie rozmowa z menadżerem Arturem Gwoździem sprawiła, że zmienił podejście.

Okazało się, że wrześniowy termin jest możliwy, a następnie pojawiła się propozycja walki z Radosławem Paczuskim. „Cukier” nie zastanawiał się długo.

Spotkałem się z Arturem, moim menadżerem. No i on się mnie zapytał, kiedy chcę wrócić. Ja powiedziałem, że raczej po nowym roku, może w styczniu bym chciał wrócić, bo tak naprawdę teraz coś mi nie sprzyja. Mówię, kurczę, tam mam jakieś problemy prywatne, walka ta nie poszła teraz. Mówię, może od przyszłego roku spróbujemy na nowo. A on mi mówi, żebym trochę inaczej do tego poszedł, że to jest moja praca i żeby się z tym przespał, zastanowił, może coś wymyślimy w miarę szybciej. No racja, nie? No i mówię do Artura: na kiedy? On mówi, że już na wrzesień by chciał. Ja mówię: o kurde, aż tak blisko? Nie myślałem. No i mówię: dobra, to dawaj, robimy to.

19 września podczas XTB KSW 121 w Libercu Michalski zmierzy się więc z Paczuskim. Co ciekawe, dla obu zawodników będzie to powrót do klatki po porażkach z Kuberskim.

Radosław Paczuski ostatni pojedynek stoczył bowiem również przeciwko „QBearowi”. Michalski uważa, że zestawienie dwóch mocno bijących zawodników może przynieść bardzo efektowne starcie, choć sam nie zakłada z góry, że walka zakończy się przed czasem.

Liczę się ze wszystkim, co może być, bo ja już przerabiałem w swoim życiu tyle ewentualności. Walki czasami wychodziły zupełnie inaczej. Wiadomo, wybuchowe dwa style, mocno bijące, więc może być tak, że skończy się ta walka przed czasem, ale też nie jest tak, że się nastawiłem, że ona się skończy przed czasem. Nastawiam się, że to może być decyzja. Wszystkie ewentualności biorę pod uwagę, bo już parę razy miałem tak, że wychodziłem, nastawiałem się pewnie na nokaut, pierwszą rundę, a były trzy rundy takiej mordęgi, że tak naprawdę nigdzie się tego nie spodziewałem.

Michalski zamierza więc podejść do pojedynku z Paczuskim bez konkretnego scenariusza dotyczącego sposobu zakończenia walki. Najważniejsze będzie dla niego wykonanie swojej pracy i zwycięstwo.

Nie nastawiam się już na nic. Po prostu co będzie, to będzie. Nastawiam się na ciężkie trzy rundy z Radkiem. A jak wyjdzie coś wcześniej, że uda się wygrać przed czasem, no to super.

Michalski stawia na Kuberskiego w walce z Pawlakiem

W rozmowie pojawił się również temat kolejnego ważnego starcia w kategorii średniej. Michalskiego zapytano o jego typ na pojedynek Piotr Kuberski – Paweł Pawlak.

Były pretendent nie miał większych problemów ze wskazaniem faworyta. Choć docenia styl Pawlaka i spodziewa się bardzo ciekawego zestawienia dwóch zupełnie różnych zawodników, jego osobiste doświadczenia z Kuberskim sprawiają, że skłania się w stronę mistrza.

Biłem się z Kuberskim Piotrkiem, więc znam jego uderzenia i tak dalej. Z Pawlakiem się nie biłem. Paweł jest bardziej taktyczny. Moim zdaniem Piotrek wyczeka, wypoluje go tak jak Radka. Polował trzy rundy i wypolował. I tak uważam, że tutaj Paweł też jest ciężki. Jestem tak ciekawy tej walki ogólnie, bo to są tak dwa różne, przeróżne style, że jestem ciekawy bardzo, ale z racji tego, że biję się z Piotrkiem i z nim przegrałem, no to będę stawiał na niego.

Dla Michalskiego pojedynek z Paczuskim będzie więc pierwszą okazją do sportowej odpowiedzi po nieudanym podejściu do mistrzowskiego pasa. Zamiast rozpamiętywać wydarzenia z 16 maja, zawodnik zdecydował się wrócić do klatki już po czterech miesiącach. Tym razem jego celem będzie zwycięstwo nad jednym z najbardziej doświadczonych stójkowiczów w polskim MMA i rozpoczęcie kolejnego marszu w kierunku czołówki dywizji średniej.

Zobacz także: Iwo Baraniewski wypadł z rankingu UFC! „Rudy” stracił miejsce po gali w Sacramento