Gable Steveson nie ukrywa swoich ogromnych ambicji w UFC. Mistrz olimpijski w zapasach chce w przyszłości sięgnąć po pas kategorii ciężkiej, choć jednocześnie zaznacza, że najpierw zamierza zdobyć odpowiednie doświadczenie w oktagonie.

26-letni Steveson od dawna uznawany jest za jeden z największych talentów, jakie w ostatnich latach trafiły do MMA. Po próbach swoich sił w futbolu amerykańskim oraz wrestlingu zawodowym w 2025 roku zdecydował się rozpocząć karierę w mieszanych sztukach walki.

W tym roku zadebiutował w UFC, pokonując Elishę Ellisona przez TKO już w pierwszej rundzie podczas UFC 329. Steveson przyznaje, że chciałby jak najszybciej znaleźć się w walce o mistrzowski pas, ale nie zamierza pomijać kolejnych etapów rozwoju.

Chciałbym powiedzieć, że tak szybko, jak to możliwe, ale chcę najpierw zdobyć doświadczenie i upewnić się, że ludzie wiedzą, że zapracowałem na szacunek i swój czas w oktagonie. Kiedy nadejdzie odpowiedni moment, na pewno będę gotowy.

W przygotowaniach Amerykanina pomaga między innymi Jon Jones. Zdaniem Stevesona współpraca z byłym mistrzem UFC sprawiła, że jego rozwój przebiega szybciej, niż początkowo zakładano.

Myślę, że mój rozwój przebiega świetnie. Dzięki Jonowi i wielu osobom w moim narożniku wszystko idzie szybciej, niż się spodziewaliśmy. W ostatniej walce pokazałem kopnięcia, tym razem wprowadziłem kolana. W następnej pokażę coś kolejnego i będę dalej na tym budował.

Steveson nie określa konkretnej liczby pojedynków, których potrzebuje przed otrzymaniem mistrzowskiej szansy. Najważniejsze jest dla niego zdobywanie doświadczenia i udowodnienie swojej wartości.

Nieważne, czy zajmie to osiem walk, pięć, cztery czy sześć. Wychodzę tam, żeby rywalizować. Moim celem jest teraz zdobycie szacunku kibiców, ludzi z UFC i własnego szacunku. Teraz zdobywam doświadczenie. Kiedy nadejdzie moment, żeby zrobić ten skok – a nastąpi to bardzo szybko – zrobię go.

Najbliższa okazja do wykonania kolejnego kroku pojawi się już podczas UFC 331, gdzie Steveson zmierzy się z Seanem Sharafem. Amerykanin sam zabiegał o szybki powrót i liczy, że jeszcze przed końcem roku stoczy kolejną walkę, tym razem w Madison Square Garden.

To ja zdecydowałem, że chcę ponownie walczyć tak szybko. Mogłem poczekać na MSG, ale chciałem rywalizować, walczyć, a później zrobić to ponownie. Sean Sharaf to duży gość, który nie jest zbyt mobilny, nie potrafi dobrze bronić obaleń i chce wychodzić tam, żeby się bić i przyjmować dużo ciosów. Spodziewam się jego najlepszej wersji, ale mam wrażenie, że nie ma żadnej płaszczyzny, w której może ze mną rywalizować.

Steveson zamierza więc pozostać bardzo aktywny i stopniowo zwiększać poziom rywali. Jeśli kolejne występy będą równie przekonujące jak jego debiut, mistrz olimpijski może stosunkowo szybko znaleźć się w gronie zawodników liczących się w walce o najwyższe cele w wadze ciężkiej UFC.

Zobacz także: Josh Hokit chce walki o pas UFC. Domaga się pozbawienia Aspinalla tytułu

Źródło: MMA Fighting | fot: MMA Junkie