Vítězslav Rajnoch zdobył w zeszłą sobotę mistrzowski pas podczas gali MMA Galla Vol. 32, pokonując Simona Seilera. Czech, trenujący na co dzień w DAAS Berserker’s Team Bielsko-Biała pod okiem Damiana Herczyka, miał według założeń przede wszystkim przetrwać niezwykle niebezpieczną pierwszą rundę, a później wykorzystać luki w stylu rywala. Plan zrealizował się niemal perfekcyjnie – choć Seiler kilkukrotnie próbował narzucić swoje warunki w parterze, Rajnoch sam dwukrotnie był bliski poddania, by w trzeciej rundzie zakończyć walkę duszeniem i zabrać mistrzowski pas do Bielska-Białej.

Dla Vítězslava Rajnocha był to jeden z najważniejszych momentów w dotychczasowej karierze. Czech, znany pod pseudonimem „Silesian Eagle”, legitymuje się zawodowym rekordem 12-7 i na co dzień przygotowuje się w DAAS Berserker’s Team Bielsko-Biała pod okiem czołowego polskiego trenera Damiana Herczyka.

Przed walką ze Simonem Seilerem sztab Rajnocha doskonale wiedział jednak, że droga po mistrzowski pas może być wyjątkowo trudna. Rywal miał być niezwykle groźny przede wszystkim na początku pojedynku – mocno rozpoczynać walki, narzucać ogromną presję i konsekwentnie szukać sprowadzeń oraz poddań. Dlatego pierwszy punkt planu był bardzo prosty.

„Założeniem było przetrwać pierwszą rundę”

Trener Damian Herczyk przyznał naszej redakcji, że sztab spodziewał się dokładnie takiego scenariusza, jaki później zobaczyliśmy w klatce. Wiedzieli, że Seiler będzie chciał jak najszybciej przenieść walkę do parteru, gdzie czuje się najgroźniej.

Założeniem naszym było przetrwać pierwszą rundę. Wiedzieliśmy, że przeciwnik mocno zaczyna, że jest mocnym grapplerem, bardzo mocno presjuje, idzie po zapasy i obalenia. Z tego, co kojarzę, ma 100% skuteczności poddań, więc wiedzieliśmy, że nie możemy sobie pozwolić na najmniejszy błąd, szczególnie w pierwszej rundzie.

Rajnoch miał więc przede wszystkim zachować spokój, nie dać się złamać presją i wykorzystywać okazje pojawiające się w defensywie rywala. Sztab chciał utrzymywać walkę w stójce, ale jednocześnie zakładał, że przy stylu Seilera całkowite uniknięcie parteru może okazać się niemożliwe.

To właśnie dlatego tak duży nacisk podczas przygotowań położono nie tylko na obronę przed sprowadzeniami, ale również na zachowanie aktywności po znalezieniu się na macie. I Rajnoch bardzo szybko pokazał, że nawet parter nie musi oznaczać oddania inicjatywy.

Było blisko poddania już w pierwszej rundzie

Seiler niemal od początku realizował swój plan. Szybko udało mu się sprowadzić Rajnocha do parteru i rozpocząć pracę w pozycji, w której miał czuć się zdecydowanie najlepiej. Czech nie zamierzał jednak biernie czekać.

Według relacji Damiana Herczyka Rajnoch bardzo dobrze bronił się na macie, a w pewnym momencie sam znalazł się niezwykle blisko zakończenia pojedynku.

Pierwsza runda – bardzo szybko udało mu się sprowadzić Vitka do parteru. Vitek bardzo dobrze się tam bronił i zapiął w końcu z pleców trójkąt. Był bardzo bliski poddania, tam naprawdę niewiele brakowało. Mogło się to skończyć już w pierwszej rundzie.

To był pierwszy wyraźny sygnał, że strategia Rajnocha i jego sztabu działa. Seiler był w stanie doprowadzać do swoich ulubionych płaszczyzn, ale każda kolejna próba ataku wiązała się również z ryzykiem.

Rajnoch nie tylko przetrwał najbardziej niebezpieczny fragment walki. Zaczął zmuszać rywala do coraz większej ostrożności.

Druga runda i kolejna szansa na skończenie walki

W drugim starciu sytuacja częściowo się powtórzyła. Po fragmentach walki w stójce, Seiler ponownie zdecydował się szukać parteru, ale Rajnoch po raz kolejny wykorzystał okazję. Tym razem Czech zapiął gilotynę.

Jak zdradził Herczyk, technika była dopięta na tyle mocno, że sam Seiler miał później przyznać, iż był bardzo blisko odklepania.

W drugiej rundzie ponownie trochę walki w stójce, znowu poszedł po parter. Tam Vitek złapał gilotynę, też mocno było już dopięte. Nawet sam przeciwnik mówił, że był bardzo bliski już klepania.

Sztab Rajnocha od początku przygotowań zwracał uwagę na konkretne błędy rywala. Jednym z nich było pozostawianie głowy w sytuacjach, w których próbował przechodzić do kolejnych ofensywnych akcji. Pierwsze dwie rundy pokazały, że Czech potrafił te błędy zauważyć i wykorzystać. Trójkąt, później gilotyna – za każdym razem Seiler zdołał się jeszcze uratować, ale kolejne ostrzeżenia nie mogły pozostać bez znaczenia. W trzeciej rundzie Rajnoch dostał kolejną okazję, którą wykorzystał do skończenia mistrzowskiego pojedynku.

Trzecia próba sprowadzenia, trzecia runda i koniec

Seiler ponownie ruszył po sprowadzenie. Tym razem Rajnoch najpierw dobrze wybronił próbę, a następnie natychmiast zaatakował szyję przeciwnika.

Czech wskoczył do gardy i dopiął duszenie, kończąc walkę przed czasem.

W trzeciej rundzie już po kolejnej próbie sprowadzenia Vitek dobrze wybronił i od razu złapał mu głowę, wskoczył w gardę i tam go udusił. W przygotowaniach dużo robiliśmy, wiedzieliśmy, że przebieg walki będzie taki, jaki był, ale też widzieliśmy te luki i błędy, które popełniał, że często zostawia głowę. No i na to też polowaliśmy.

To właśnie ten moment najlepiej podsumowuje całą walkę. Rajnoch i jego sztab nie liczyli na to, że uda się całkowicie odebrać Seilerowi możliwość walki w parterze. Zakładali, że do sprowadzeń będzie dochodziło.

Kluczowe było więc to, aby Rajnoch potrafił przetrwać najtrudniejsze momenty, bronić najgroźniejszych technik, a jednocześnie sam stwarzać zagrożenie.

Mistrzowski pas jedzie do Bielska-Białej

Choć Seiler wielokrotnie próbował realizować swój plan, Rajnoch bardzo dobrze odnajdywał się również w defensywie. Według Herczyka – Czech skutecznie bronił się przed poddaniami, pracował łokciami i nie pozwalał rywalowi na pełne wykorzystanie pozycji za plecami.

Planowaliśmy utrzymać walkę w stójce, ale też mieliśmy z tyłu głowy to, że przy jego stylu finalnie i tak będzie mu się udawać sprowadzać do parteru. Ale tam Vitek bardzo fajnie pracował, bił łokciami, rozbijał, unikał poddań. Przede wszystkim bardzo ładnie się bronił, kiedy przeciwnik był już za plecami, nie dał mu wpiąć technik.

Po trzech rundach pełnych zagrożeń, walki o pozycję i kolejnych prób poddań to właśnie Rajnoch znalazł sposób na zakończenie pojedynku. „Silesian Eagle” wykorzystał błąd rywala, zrealizował przygotowany wcześniej scenariusz i sięgnął po mistrzowski pas MMA Galla.

A dla DAAS Berserker’s Team Bielsko-Biała zakończenie tej historii jest wyjątkowo satysfakcjonujące.

No i co, no i pas jedzie do Bielska-Białej.

I tym razem nie była to tylko metafora. Po mistrzowskim zwycięstwie Vítězslava Rajnocha nad Simonem Seilerem trofeum rzeczywiście trafiło do klubu, w którym Czech przygotowywał się do jednego z najważniejszych pojedynków swojej kariery.

Zobacz także:Wielka Brytania i Irlandia znów na celowniku OKTAGON MMA! Szef organizacji zdradza plany

źródło: relacja trenera Damiana Herczyka dla naszej redakcji | foto: X / Damian Herczyk