Max Holloway doskonale pamięta moment, w którym wielu kibiców i ekspertów przekreśliło jego szanse na powrót do ścisłej czołówki UFC. Były mistrz kategorii piórkowej przyznał, że po trzeciej porażce z Alexandrem Volkanovskim słyszał głosy nawołujące do zakończenia kariery. Dziś, przed rewanżem z Conorem McGregorem na UFC 329, przekonuje, że to właśnie wiara w siebie pozwoliła mu wrócić na szczyt.
Już 11 lipca podczas gali UFC 329 Max Holloway po raz drugi w karierze zmierzy się z Conorem McGregorem. Dla Hawajczyka będzie to kolejna okazja, by udowodnić, że mimo licznych przeciwności wciąż należy do światowej czołówki.
Były mistrz kategorii piórkowej wrócił pamięcią do 2022 roku, kiedy po trzeciej porażce z Alexandrem Volkanovskim wiele osób przekonywało go, że jego najlepsze lata dobiegły końca.
„Ludzie mówili, że jestem skończony”
Holloway przyznał, że po przegranej z Australijczykiem nie brakowało głosów sugerujących zakończenie kariery.
Wiara w samego siebie to potężna rzecz. Naprawdę potężna. Po tamtej walce mnóstwo ludzi mówiło mi, że już niczego nie osiągnę, że nie dam rady wrócić na szczyt. Niektórzy twierdzili nawet, że powinienem zakończyć karierę. Wielu ludzi uważało, że jestem skończony jako zawodnik. A ja wiedziałem, w jakim miejscu naprawdę się znajduję. Każdemu może zdarzyć się słabszy dzień. To boli, ale jeśli taki dzień zdarza się tylko raz, to nie ma powodu do paniki. Co innego, gdyby takie występy powtarzały się regularnie. To był po prostu jeden gorszy wieczór.
„Po każdej walce z Volkanovskim mnie skreślali”
Hawajczyk podkreślił, że podobna sytuacja powtarzała się po każdym starciu z Alexandrem Volkanovskim, ale za każdym razem odpowiadał na krytykę w najlepszy możliwy sposób.
Ludzie zawsze będą mówić swoje i nie możesz ich słuchać. Ja wiem, jak dobrym jestem zawodnikiem i na co mnie stać. To właśnie wiara w siebie pozwoliła mi później dokonać wielkich rzeczy. Po każdej walce z Volkanovskim słyszałem, że jestem skończony. Dosłownie po każdej. A ja uwielbiam udowadniać ludziom, że się mylą.
„Po prostu patrzcie”
Były mistrz UFC uważa, że sama pewność siebie nie wystarczy. Kluczowe jest codzienne wykonywanie ciężkiej pracy.
Im częściej ktoś mówi mi, że czegoś nie zrobię, tym głośniej odpowiadam: „Po prostu patrzcie”. Trzeba wierzyć w siebie i ciężko pracować. Wielu zawodników wierzy w swoje możliwości, ale nie wykonuje odpowiedniej pracy. Sama wiara nic nie da. Musisz codziennie trenować i robić wszystko, żeby stawać się lepszym. Jeśli tak postępujesz, efekty w końcu przyjdą.
Po trzeciej porażce z Volkanovskim Holloway wygrał trzy kolejne walki, a jednym z najważniejszych momentów jego kariery był spektakularny nokaut na Justinie Gaethje podczas UFC 300. Teraz Hawajczyk stanie przed kolejnym ogromnym wyzwaniem, mierząc się z wracającym po wieloletniej przerwie Conorem McGregorem.
Zobacz także: Conor McGregor szczerze o powrocie do UFC: „Pogubiłem się, ale zawsze wracasz do tego, co kochasz”
źródło: mma junkie | foto: Getty Images
