Muslim Tulshaev nie był w stanie kontynuować walki z Kacprem Koziorzębskim na XTB KSW 121 po nieintencjonalnym faulu w końcówce pierwszej rundy. Obrotowe kopnięcie Polaka trafiło w krocze, a po przerwie i konsultacji z lekarzem zawodnik nie został dopuszczony do dalszej rywalizacji. Tulshaev przyznał, że najbardziej boli go nie sam uraz, lecz sposób, w jaki zakończył się pojedynek, do którego przygotowywał się przez trzy miesiące.
Pojedynek Kacpra Koziorzębskiego z Muslimem Tulshaevem zapowiadał się na jedno z ciekawszych zestawień XTB KSW 121. Zawodnicy mieli za sobą niespełna pełną pierwszą rundę, w której obaj mieli swoje dobre momenty, jednak na kilka sekund przed jej końcem Polak wyprowadził obrotowe kopnięcie, które zamiast w korpus trafiło w krocze rywala.
Tulshaev przez dłuższą chwilę nie był w stanie się wyprostować. Ostatecznie, mimo prób sprawdzenia, czy jest zdolny do dalszej rywalizacji, lekarz zdecydował o zakończeniu pojedynku. Zawodnik podkreślił jednak, że sam chciał wrócić do walki.
Ja chciałem, ja chciałem tę walkę kontynuować. Lekarz, jak lekarz do mnie przyszedł, ja powiedziałem: Zobacz, jak tutaj na czworaka leżę, to jest dobrze, a jak podnoszę głowę, to już mnie wyrywa. I on mówi: Dobra, masz czas, leż, poczekaj, odpocznij. Odpoczywałem i za każdym razem podnosiłem głowę, spróbowałem, podnosiłem głowę, próbowałem. No i na koniec podniosłem tę głowę, wstałem i on mówi: Jak jest teraz? Ja mówię: No wyrywa mnie jeszcze, mam wrażenie. A ja zjadłem o 14:00 i byłem bardzo głodny, wiesz? Teraz nawet ten głód mi przepadł, a widziałem, że nie mam nic w gardle, w żołądku, żeby wyrwać i już zaczęło mnie wychodzić takie, wiesz, no parzyło mnie w gardle od tej próby, że muszę wymiotować. No i lekarz powiedział: Nie ma sensu, żebyś teraz to kontynuował.
Tulshaev przyznał, że w momencie przerwania pojedynku liczył jeszcze na możliwość powrotu do klatki. Ostateczna decyzja należała jednak do lekarza.
„Załamany jestem, że to się tak skończyło”
Zawodnik podkreślił, że jeszcze przed faulem czuł się bardzo dobrze w pojedynku. Jego zdaniem realizował założenia przygotowane podczas obozu treningowego i bardzo dobrze odczytywał poczynania Koziorzębskiego.
Dlatego tym większym ciosem było dla niego zakończenie walki właśnie w takim momencie.
No teraz zdrowie, nie wiem co powiedzieć. Wiesz, załamany jestem, że to się tak skończyło, po tym jak czułem, jak dobrze wchodzę w tę walkę, jak to wszystko czuję, opanowałem, widziałem wszystko. Naprawdę współpracuję z takim dobrym trenerem Arkiem Wieczorkiem, że po prostu byłem na każdy jego ruch przygotowywany, a tu tak się stało. W klatce było tak, że jak tylko podnosiłem głowę, to miałem przeczucie, że mi, no, wyrywa, że bardzo źle się czułem. A tu teraz mam takie przeczucie, ale nie wyrywa mnie to z tego. Także więc, sorry trener, naprawdę.
Tulshaev nie ukrywał również emocji związanych z samym przygotowaniem. Trzy miesiące podporządkowania życia pod walkę, treningi i czas spędzony poza rodziną miały doprowadzić go do ważnego występu. Zamiast pełnych piętnastu minut i możliwości pokazania przygotowanej formy pozostało poczucie niedosytu.
A tutaj przyszedłem do lekarza i lekarz mówi: A trafił ci w wątrobę? Ja mówię: No dobra, jakby mnie trafił w wątrobę i znokautował, to ja bym to przyjął. Umiem przegrywać, nie mam z tym problemu uznać, że ktoś jest lepszy. Ale mnie przeszkadza to, że ten czas, wiesz, trzy miesiące zaniedbałem rodzinę, przygotowania, pieniądze, to pieniądze to wiesz, nie aż takie, ale ten czas, który poświęciliśmy z trenerem i w jakiej dobrej formie byłem i jak to się skończyło, właśnie to mnie bardzo załamało. No i tak bym chciał, żeby to się skończyło.
Tulshaev chwali przygotowanie i zdradza, co widział w klatce
Po opuszczeniu klatki zawodnik stopniowo wracał do normalnego samopoczucia. Jak sam przyznał, jeszcze przez pewien czas odczuwał nieprzyjemne dolegliwości, ale z czasem był w stanie normalnie się wyprostować.
No leżałem jeszcze w tej samej pozycji w szatni. Już powoli doszedłem do siebie. Już tak prosto się wyprostowałem. Tak, już mam jeszcze to uczucie, takie obrzydzenie, że chce mi się wymiotować, ale nie ciągnie… Też zobaczyłem, co tam mam, to wiedziałem, że trafił idealnie.
Sam przebieg pierwszej rundy Tulshaev oceniał pozytywnie ze swojej perspektywy. Jego zdaniem przygotowania z Arkadiuszem Wieczorkiem pozwoliły mu bardzo dobrze odczytywać ruchy Koziorzębskiego. Zawodnik nie wskazał elementu, którym Polak szczególnie go zaskoczył.
Zaskoczył? Poczekałby te sześć sekund do końca tej rundy. Kurde, no nie. Teraz jeszcze bardziej mnie to boli, bo ty powiedziałeś sześć sekund do końca, bo z Bartosem były trzy sekundy. Wiesz, to co na początku powiedziałem, współpracuję z takimi trenerami. Arbi, Arkadiusz Wieczorek jest taki dobry, że no niczym mnie nie zaskoczył. Wszystko, co Arkadio przez te trzy miesiące pykaliśmy, wszystko to robił, wszystko to czułem, wiedziałem. Miałem wrażenie, że jestem szybszy, że wszystko widzę, że na krok czy półtora jestem z przodu. Były fajne momenty, ale no niestety to się tak stało. Załamany jestem, nie chciałbym, żeby to tak się skończyło.
Rewanż z Koziorzębskim? Tulshaev wskazuje termin
Po walce zarówno Koziorzębski, jak i Tulshaev wyrazili zainteresowanie dokończeniem pojedynku. „Urus” początkowo nie chciał deklarować szybkiego powrotu do klatki, jednak w dalszej części rozmowy wskazał, że najlepszym rozwiązaniem może być styczeń.
Zawodnik przyznał, że po ostatnich doświadczeniach wie już, iż zbyt szybki powrót może nie być dobrym rozwiązaniem dla jego organizmu.
No ostatnio sprawdziłem swój organizm, także więc trochę przesadziłem z tym grudniem. Co trzy miesiące to wiem, że mój organizm tego nie wynosi. Styczeń może.
Tulshaev również uważa, że pojedynek nie pokazał jeszcze wszystkiego, co obaj zawodnicy przygotowali na ten wieczór. Szczególnie dla niego zakończenie walki kilka sekund przed końcem pierwszej rundy pozostawiło ogromny niedosyt.
No ja też się rozkręcałem, dobrze dochodziłem, też bym chciał to do końca dowieźć, zobaczyć. Nie wszystko pokazaliśmy w tej walce. Nie wszystko, co było zagrywane, przygotowywane, także więc było jeszcze co robić. Mieliśmy jeszcze co pokazywać, ale no niestety nie udało się. Wiem, że dużo osób z Polski, ze świata MMA na tę walkę czekało, że chcieli tę walkę zobaczyć. Przepraszam, zawiodłem, ale też jestem człowiekiem, też mnie boli, też krwawię, także więc jestem z krwi i kości. Przykro mi. Ja bym chciał inaczej to zakończyć.
„Wrócę silniejszy”
Pojedynek zakończył się więc jako no contest i nie zmienił oficjalnych rekordów obu zawodników. Dla Tulshaeva pozostaje jednak przede wszystkim poczucie, że nie miał okazji zaprezentować pełni swoich możliwości.
Na zakończenie rozmowy zawodnik skierował słowa zarówno do organizacji, jak i kibiców, przepraszając za sposób zakończenia pojedynku i zapowiadając powrót do klatki.
Dziękuję bardzo. Dziękuję wszystkim. Dziękuję KSW. Przepraszam też KSW i fanów. Wrócę silniejszy, mam nadzieję.
Zobacz także: Kacper Koziorzębski po przerwanym starciu z Tulshaevem: „Serce mi pęka”
foto: materiały prasowe KSW

![Who’s next In The Cage [#8] – Co dalej dla Soldicia po zwycięstwie na UFC 332?](https://inthecage.pl/wp-content/uploads/2026/10/Arena-MMA_-Kto-Nastepny_-8-218x150.png)

![Who’s next In The Cage [#7] – Kto następny dla Roberta Bryczka po porażce z Vieirą?](https://inthecage.pl/wp-content/uploads/2026/09/Obraz-ChatGPT-29-wrz-2026-o-12_42_34-218x150.png)




















