Muslim Tulshaev już w najbliższą sobotę zmierzy się z Kacprem Koziorzębskim na gali XTB KSW 121 w Libercu. Reprezentant Czeczenii nie przejmuje się przedwalkowymi kursami bukmacherskimi, które stawiają go w roli zdecydowanego faworyta, i podkreśla, że w MMA każdy pojedynek może potoczyć się zupełnie inaczej. W rozmowie z naszą redakcją podczas Media Day przed galą Tulshaev opowiedział także o swoim wymagającym okresie po walce z Adrianem Bartosińskim, powodach wyboru Koziorzębskiego oraz swojej relacji z młodymi podopiecznymi, dla których stał się sportowym wzorem.
Przed pojedynkiem z Kacprem Koziorzębskim – bukmacherzy wyraźnie wskazują Muslima Tulshaeva jako faworyta. Sam zawodnik podchodzi jednak do takich przewidywań z dużym dystansem. Jego zdaniem kursy nie oddają rzeczywistych umiejętności najbliższego rywala, który jest wysoko notowany i posiada szeroki wachlarz narzędzi.
Ja widzę to bardzo wyrównanie. Chłop dobrze się rusza na nogach, dobrze bije, dobrą, ładną technikę ma, wszystko dobrze rozpracowuje, przygotowuje. Fight IQ bardzo wysokie, umie myśleć w ciężkich sytuacjach i to też coś tam robić. Także ten, kto robił ten kurs, to pewnie zobaczył tylko po ludziach, po splitach. No to dobra, nie ma szans, bo ten wcześniej kończy, wiesz. Jakby trochę się znali na MMA, to tak by trochę może raczej do tego podeszli.
Tulshaev nie zamierza jednak budować swojej mentalności na tym, czy przed pojedynkiem jest faworytem, czy underdogiem. Jak podkreśla, w przeszłości również spotykał się z bardzo zdecydowanymi przewidywaniami dotyczącymi swoich walk.
Ja się nauczyłem nie zwracać na to uwagi, bo zawodnik zawodnikowi nierówny. To jest MMA i to wszystko może się wydarzyć. Kiedyś pamiętam, kiedy walczyłem z Danielem Skibińskim, pozdrawiamy mordę, też byłem takim faworytem i ludzie nawet do mnie pisali: ty go rozjedziesz. Ja nie zwracałem na to uwagi, bo ja mam swój plan, game plan i muszę zrobić to, zrobić coś, żeby jak najszybciej, jak najładniej, jak najmądrzej ten plan wykonać.
Tulshaev chciał Koziorzębskiego od razu
Pojedynek z Koziorzębskim nie jest dla Tulshaeva przypadkowym zestawieniem. Zawodnik zdradził, że chciał tego starcia już po poprzedniej walce swojego rywala. Miał nawet przygotowane materiały, które miały pomóc w promocji potencjalnego pojedynku.
Ostatecznie między zawodnikami doszło do medialnych przepychanek, między innymi podczas występu w Kanale Sportowym. Jedna z wypowiedzi Koziorzębskiego mocno jednak dotknęła Tulshaeva i sprawiła, że ten stracił ochotę na dalsze podgrzewanie atmosfery.
Jak poprosiłem o Kacpra od razu po ich ostatniej walce, już miałem gotowy materiał, już miałem memy, wszystko. Mamy też wspólnego kolegę, mojego dietetyka, więc tak z szacunku do niego trochę nie wypadało. No a później ostatecznie wylądowaliśmy na Kanale Sportowym. On powiedział, że ma cztery wygrane, a ty co masz do zaoferowania. Ja tak sobie pomyślałem, nawet jakby teraz powiedział, że nam da kogoś jednego, to bym wziął kogoś innego, bo po prostu odechciało mi się. Bo myślę, że to mnie dotknęło. Powiedziałem: dobra, nie będę robił gościowi reklamy, nie będę próbował sprzedać tej walki, bo to on musi, bo to on handluje o nowy kontrakt. Zauważyłem, że to on chce na pierwsze miejsce. No to niech chłop robi. Tak sobie stwierdziłem i odpuściłem.
Tulshaev zdradził jednak, że przygotowane wcześniej materiały wciąż gdzieś zostały.
Ale memy były.
Ostatnie przygotowania pokazały mu, że potrzebował odpoczynku
Jednym z najważniejszych tematów rozmowy była forma Tulshaeva i jego poprzedni obóz przygotowawczy. Zawodnik przyznał, że przed starciem z Bartosińskim mocno przeciążył organizm. Po tamtej walce doszło natomiast do poważnych problemów zdrowotnych, które zmusiły go do dłuższej przerwy.
Tulshaev szczegółowo opowiedział o tym, jak wyglądał okres po jego wcześniejszym pojedynku. Po walce zmagał się między innymi ze stanem zapalnym kolana i ostatecznie trafił do szpitala.
Trzy miesiące, bo ja zawalczyłem 19 września z Andrzejem, wróciłem do domu, pojechałem w góry, do Zakopanego. Codziennie chodziłem po górach, czyli znowu sport, cały czas wysiłek. Później stamtąd pojechałem do Dubaju. Później tam trenowaliśmy, później wróciłem i w Dubaju już była ta walka klepnięta. Jak już wróciłem do domu, od razu na trening, tak już jak do domu wróciłem na dietę, to już ciało pokazywało… Później, nie wiem czy zauważyliście, była taka infekcja na palcu, później stany zapalne, później znowu tydzień trenowałem, tydzień musiałem odpuścić, bo antybiotyk. No i po walce już tak mocno mnie to dojechało. Po walce, jak załączyliśmy to, mi opuchło całe kolano. Już wiedziałem, że jest coś nie tak.
Sytuacja była na tyle poważna, że zawodnik musiał udać się do szpitala, gdzie spędził tydzień.
Trzymałem, trzymałem, bo miałem wykupione wakacje, bo chciałem lecieć do Maroka. Tylko później w środę to było, w środę w nocy o 2:00 się obudziłem. Mówię, już dreszcze, już wszystko boli, opuchnięte całe. Poszedłem do lekarza, na ostry dyżur. Mówią: zakażenie bakteryjne, coś tam jest nie tak, stany zapalne są bardzo wysokie. A ja mówię: a ja mam o 16:00 wylot do Maroka. Ja mówię: nie można tu teraz kroplówkę i ja polecę na antybiotykach? Mówią: można, ale w Maroku mamy teraz taką temperaturę, że przyśpieszysz to wszystko i będzie jeszcze gorzej. A jak to do krwi trafi, to już masz w ogóle przerąbane. No to tydzień po walce od razu tydzień w szpitalu leżałem, jeszcze ładowali mnie różnymi antybiotykami.
Po wyjściu ze szpitala Tulshaev nie chciał od razu wracać do treningów.
Później tydzień na antybiotykach, później 10 dni w domu jeszcze. No i tak miesiąc odpuściłem, bo nie chciałem po takich mocnych antybiotykach wrócić na matę. No i tak później przyszedł Ramadan i tak trochę powoli dochodziłem do siebie. Też zaczynałem patrzeć, jak serce reaguje po takich antybiotykach, bo codziennie miałem kroplówki, takie coś mocnego to było na zakażenie bakteryjne. Żeby lepiej po tym nie trenować.
„Teraz czuję, jaki jestem”
Tulshaev uważa, że obecny okres przygotowawczy pokazał mu, jak duże znaczenie miała wcześniejsza regeneracja. Zawodnik zwrócił uwagę między innymi na znacznie łatwiejsze robienie wagi.
Na tych całych przygotowaniach teraz poczułem, jaki jestem i co potrafię znowu, porównując to wszystko też na sparingach, na treningach, jak waga leci. Wiem, że w ostatnich walkach słabo było. Byłem przetrenowany. Teraz to pójdę sobie spać. Mogę teraz łososia zjeść, pozwolić sobie, pójdę sobie spać, o 6:00 stanę i będę robił tę wagę dalej. A przy walce z Bartosem miałem sześć kilo po wywiadzie z wami do robienia. Także widać, że ciało odpoczęło, że tego trzeba było.
Tulshaev przyznał nawet, że podczas wizyty na Torwarze, gdzie oglądał wcześniejsze wydarzenie, czuł jeszcze niechęć do ponownego wejścia w cały cykl przygotowań.
Byłem nawet na walce na Torwarze i oglądałem walkę Mameda i jeszcze nawet tak czułem: kurde, nie chciałbym tu być teraz. Jeszcze za wcześnie. Te wywiady, te uwagi, to wszystko, ludzie chcą zdjęcia, to trochę męczy. I czułem, że jestem zmęczony i że jeszcze muszę odpocząć.
Tulshaev nie chce już „udowadniać”, tylko pokazać swoją formę
Obecnie sytuacja wygląda według niego zupełnie inaczej. Tulshaev podkreśla, że nie chodzi mu o udowadnianie czegoś konkretnemu rywalowi. Ważniejsze jest dla niego to, że podczas przygotowań ponownie poczuł własne możliwości.
Do walki z Koziorzębskim chciał doprowadzić również dlatego, że postrzega ją jako większe wyzwanie niż inne dostępne zestawienia.
W czerwcu miał być Andrzej, miałem z nim zawalczyć. Też tak sobie nie chciałem z nim walczyć. Byłem w dobrej formie, bo pomagałem Mamedowi w sparingach. Robiliśmy sparingi, było wszystko dobrze. Dalej nie chciałem. Chciałem Kacpra. Większe wyzwanie. Myślę, że dla siebie.
Historia Adama Masaeva. „Wiedziałem o wszystkim”
W rozmowie pojawił się również temat Adama Masaeva, który musiał wycofać się z walki z Adrianem Bartosińskim z powodu kontuzji ręki. Tulshaev zdradził, że wiedział o urazie praktycznie od momentu, gdy jego kolega pojawił się na miejscu.
Zawodnik opowiedział również, jak wyglądała sytuacja podczas wizyty w klinice, gdy lekarz jednoznacznie wskazał na konieczność operacji.
Jak już wiedziałem przy tym, jak przyleciał, już byliśmy w kontakcie, wiedziałem o wszystkim, że jest złamanie. Widziałem, że też ludzie pytają się, jak do tego doszło. Robił sparingi po prostu i uderzył overhanda, a ten mu skrócił dystans w tym momencie i uderzył go w głowę tą ręką. W tym miejscu, czyli obok nadgarstka, ten kciuk, kość się złamała z przemieszczeniem i był nacisk na ścięgno. Tego dnia byliśmy właśnie w MD Clinic. Była podana zastrzyk blokady, na co Adam bardzo naciskał, a lekarz też mówił: nie, operacja. A on mówił: nie, ja chcę zobaczyć po gali. To było po blokadzie. Już widzieliśmy w 100%, co tam jest. On miał też te rentgeny, wszystko z Francji ze sobą. Lekarz powiedział, że trzeba operować, że nic się nie da zrobić. I to już właśnie wtedy siedzieliśmy, on sobie zamówił sernik, bo już wiedział, że już nic z tego nie będzie. Tam był też sernik, a ja na diecie.
Tulshaev wspominał również, że Masaev bardzo długo nie chciał pogodzić się z koniecznością wycofania z walki. Według jego relacji próbowano nawet zabezpieczyć kontuzjowaną rękę, jednak ostatecznie trenerzy musieli stanowczo zareagować.
Arbi, Anzor może potwierdzić, że chłop chciał walczyć nawet z tą ręką. Nawet on naciskał na blokadę, tam podali mu blokadę, później czekaliśmy, może jutro, on już tak to wyciągnął do trzech dni, że czekać, że będzie lepiej, ale nie było lepiej. Później poszedł oklejać tę rękę. Mówi: okleimy, zobaczymy co. W ogóle nie chciało mu się z tej walki wycofać. Jak poszliśmy okleić i fizjoterapeuta to zobaczył, to się śmiał, zawołał kolegę z obok pokoju: zobacz, co oni chcą zrobić. I ten kolega tak patrzy na rentgen i tak na niego i mówi: co ty myślisz, czy my tutaj kleimy? Później okleili mu to, też nic to nie dało. Później Arbi powiedział, że jako trener on nie idzie, nie bierze tego. No i odwołali walkę.
„Nie chcę już Mameda w klatce”
Tulshaev został również zapytany o przyszłość Mameda Khalidova. Zawodnik przyznał, że z jego perspektywy legenda KSW nie musi już niczego nikomu udowadniać.
Ja w ogóle nie chciałbym go zobaczyć, bo już nic nie musi.
Tulshaev porównał sytuację Khalidova do własnych odczuć po jednym z wcześniejszych okresów startowych. Zwrócił uwagę, że sam potrzebował odpoczynku, a Mamed wciąż podejmuje bardzo wymagające wyzwania.
On ma tak, że bierze jakiegoś kozaka, nie walczy z kim popadnie. Pawlak, no kto? Jakby mi go zaoferowali, to ja bym powiedział: a ktoś inny? A on kogoś, kto idzie, bierze takie wyzwanie. Jakby on chciał zostać dalej walczyć.
Tulshaev docenia jednak właśnie tę cechę Khalidova. Jednocześnie uważa, że kolejne ryzykowne zestawienia mogą kosztować go zdrowie.
My go kochamy, nam to się wszystko podoba. Było ładne widowisko, no ale zdrowia nie kupi, nie? A to kosztuje zdrowie. Mamy przeciwnika Materlę na przykład. Co się stało, wiemy wszyscy. Nie ryzykujmy. Ze swoimi rówieśnikami, też z takimi legendami jak on, mógłby zawalczyć, a nie w topie tam. Niech zostawi to jeszcze dla nas.
Od pedagoga do sportowego wzoru dla dzieci
Jednym z najbardziej osobistych fragmentów rozmowy była historia zawodnika związana z pracą pedagoga. Tulshaev przez siedem lat pracował w domu dziecka, pomagając dzieciom z trudną przeszłością. Choć wraz z rozwojem kariery musiał poświęcić się zawodowo MMA, kontakt z młodzieżą wciąż pozostał ważną częścią jego życia.
Pracowałem jako pedagog w domu dziecka do KSW, tak powiem. Siedem lat w tym zawodzie pracowałem z dziećmi, z taką ciężką przeszłością, którzy z różnych powodów nie chcą albo nie mogą, nie mają gdzie się znajdować w domu. Później moja kariera tak się potoczyła, że musiałem poświęcić się w 100% tej pracy, co zrobiłem, trenowaniu. Odstawiłem tę pracę na później i teraz mam tak cały czas, że gdzieś tam ludzie patrzą u nas na mieście, też dzieciaki.
Zawodnik opowiedział również o zaproszeniach ze szkół oraz placówki dla młodzieży, gdzie rozmawia z dziećmi i prowadzi z nimi treningi.
Mam młodszą siostrę, ona teraz poszła do gimnazjum. Jak była rok temu w podstawówce, to nauczyciel, dyrektor napisał do mnie, czy nie mógłbym przyjść z dzieciakami porozmawiać, bo oglądają walki i też powtarzają za mną na przerwie. Chodziłem, rozmawiałem, trenowałem z nimi. Dostałem także wiadomość od pani z zakładu karnego dla młodzieży. Piszą, chodzę, motywuję, rozmawiam z dzieciakami. Zostawiłem tę pracę, ale ona mnie nie zostawia.
Tulshaev przyznał, że szczególnie mocno zapadła mu w pamięć wiadomość od nauczyciela, który pomagał mu w przeszłości. Tuż przed walką z Andrzejem Grzebykiem uświadomił mu, jak dużą popularnością cieszy się wśród młodzieży.
Ostatni taki moment był, że gdzie mnie to tak trafiło, jak robiłem swój zawód pedagoga. Miałem takiego korepetytora, wziąłem sobie, który mi pomagał, uczył mnie. On jest nauczycielem w szkole gimnazjalnej, trochę takiej wyższej. To było przed walką z Andrzejem, jak już przed odjazdem na salę, napisał do mnie, że nie mam pojęcia, nie wyobrażam sobie, jakim dużym tematem jestem na szkolnych korytarzach u dzieci. Jak oglądają, wspierają, naśladują, chcą i to było takie, wiesz, takie wow, motywujące.
Tulshaev nie ukrywa, że sytuacja dzieci i młodzieży w jego mieście jest dla niego ważnym tematem. Szczególnie mocno martwi go brak alternatyw dla młodych ludzi.
Mamy niestety takie miasto, gdzie władze patrzą gdzie indziej, a te dzieciaki, jak ja przyjeżdżam po treningu i widzę na skateboardzie, jak oni się tam nudzą, jak spędzają czas i czym się tam rzucają, no to trochę mnie boli, że miasto nie oferuje niczego innego niż ulica. Ulica tym dzieciom aktualnie oferuje więcej niż miasto. Także więc to jest takie przykre.
Jednocześnie zawodnik zdaje sobie sprawę, że jego postawa w klatce może być dla młodych ludzi trudna do zrozumienia. Przytoczył rozmowę z jednym z dzieci, któremu tłumaczył różnicę między sportową rywalizacją a przemocą poza salą treningową.
Miałem taką rozmowę z takim dzieckiem, że po prostu prowadziłem go, no i pobił się w szkole. To później wytłumacz takiemu, a on przecież sam robisz. No to ja tak tłumaczyłem: zobacz, w klatce jest sędzia, on wie o tym, ja wiem o tym i to wszystko. A ty wziąłeś chłopaka i po prostu słabszego. A tam jest waga, zasady, wiesz, tak się nie robi. Ciężka praca.
Już w sobotę Tulshaev będzie miał jednak przed sobą zupełnie inne zadanie. W Libercu zmierzy się z Koziorzębskim, a zwycięstwo może przybliżyć go do kolejnych dużych walk w KSW.
Zobacz także: Kacper Koziorzębski uderzył w słabą promocję gal KSW

![Who’s next In The Cage [#8] – Co dalej dla Soldicia po zwycięstwie na UFC 332?](https://inthecage.pl/wp-content/uploads/2026/10/Arena-MMA_-Kto-Nastepny_-8-218x150.png)

![Who’s next In The Cage [#7] – Kto następny dla Roberta Bryczka po porażce z Vieirą?](https://inthecage.pl/wp-content/uploads/2026/09/Obraz-ChatGPT-29-wrz-2026-o-12_42_34-218x150.png)




















