Trzy porażki z rzędu, presja i rosnący rywal po drugiej stronie klatki. Marlon Vera wie, że w Meksyku nie może pozwolić sobie na wolny start. Przed starciem z Davidem Martinezem zapowiada zmianę nastawienia – od pierwszej sekundy.
Gala UFC Mexico w Mexico City może być dla Ekwadorczyka momentem przełomowym. Były pretendent do pasa wagi koguciej przyznaje, że zbyt często oddawał inicjatywę w pierwszych rundach. Teraz ma być inaczej. „Chito” nie chce w najbliższym pojedynku być slowstarterem.
Marlon Vera nie zamierza kalkulować.
Mam nadzieję, że tym razem ruszę od razu. Czasem zbyt łatwo jest usiąść z tyłu, polegać na defensywie i refleksie. Ale muszę znaleźć w głowie ten stan: ‘Pieprzyć to, po prostu ruszaj’. Mam siłę ciosu, mam refleks, mam instynkt. W tym tygodniu chcę to po prostu uwolnić. Chcę znowu być wolny.
Najdłuższa seria porażek w karierze
Vera wciąż szuka pierwszego zwycięstwa od sierpnia 2023 roku. Najpierw przegrał walkę o pas z Seanem O’Malleyem, później uległ Deivesonowi Figueiredo, a w październiku zeszłego roku sędziowie wskazali Aiemanna Zahabiego. Ekwadorczyk do dziś uważa, że tamten werdykt był niesprawiedliwy. Teraz jednak nie chce zostawiać niczego w rękach arbitrów.
Krótkie przygotowania, szybka decyzja
Propozycja walki z Davidem Martinezem pojawiła się stosunkowo późno. Vera przebywał wtedy z rodziną we Włoszech, ale długo się nie zastanawiał.
Dostałem telefon i powiedziałem: ‘Tak, robimy to’. Trener powiedział: ‘Wiem, że nie pijesz, nie palisz, nie imprezujesz. Przylecisz w niedzielę, w poniedziałek zrobisz trzy rundy sparingów i jeśli będziesz wyglądał dobrze – podpisujemy’.
Po pierwszym sparingu wszystko było jasne.
Wysiadłem z samolotu i poszedłem na normalne sparingi. Pomyślałem: ‘Kurde, nie straciłem formy’. A trener na to: ‘Nie wypadasz z formy, jeśli robisz właściwe rzeczy’.
Młody wilk po drugiej stronie
Martinez ma za sobą dopiero dwie walki w UFC, ale zdążył już znokautować rywala w debiucie i pokonać Roba Fonta. Vera wie, że czeka go szybki i głodny zawodnik.
Wiem, jakie to wyzwanie – szybki, dobrze się porusza, głodny sukcesu. Ale ja też taki jestem.
Zmiany w dywizji – w tym zdobycie pasa przez Petra Yana – dodatkowo podkręcają stawkę. „Chito” chce znów włączyć się do gry o najwyższe cele.
To jak przejęcie kierownicy i jazda dalej. Muszę przypomnieć dywizji, że wciąż tu jestem. UFC daje mi dobre szanse, więc muszę to wykorzystać.
Na koniec zapowiada jedno – w Mexico City nie będzie szachów.
To Meksyk, więc musimy wejść w prawdziwą bijatykę.
Zobacz także: UFC Mexico City – karta walk. Gdzie i jak oglądać?
źródło: wywiad dla MMA Fighting | foto: Josh Hedges/Zuffa LLC
