Michał Oleksiejczuk po raz pierwszy szerzej odniósł się do porażki z Abusem Magomedovem na UFC Baku. „Husarz” przyznał, że przegrana przez poddanie była dla niego ogromnym ciosem, szczególnie że przed walką miał za sobą najdłuższy i jeden z najcięższych okresów przygotowawczych w karierze.

27 czerwca na gali UFC Baku Michał Oleksiejczuk przystępował do walki z Abusem Magomedovem po trzech kolejnych zwycięstwach. Polak liczył, że wygrana z wysoko notowanym rywalem przybliży go wreszcie do miejsca w rankingu kategorii średniej, jednak pojedynek zakończył się już w pierwszej rundzie, gdy Niemiec poddał go duszeniem gilotynowym.

Bezpośrednio po walce „Husarz” opublikował w mediach społecznościowych krótkie i niezwykle szczere słowa: „Zostałem dziś zdeklasowany”. Dwa miesiące później w rozmowie z naszą redakcją przyznał, że tamten wieczór był dla niego prawdziwym szokiem.

„Nie wierzyłem w to, co się stało”

Oleksiejczuk nie wycofuje się ze swojej reakcji bezpośrednio po porażce. Jak podkreśla, emocje były wówczas ogromne, ponieważ rezultat kompletnie go zaskoczył.

To był dla mnie naprawdę szok. Ja po walce myślałem, że to jest jakiś sen. Nie wierzyłem naprawdę w to, co się stało. Ja trzy miesiące miałem camp, to był mój najdłuższy camp w karierze, gdzie trenowałem naprawdę bardzo ciężko. Może zbyt mocno, może przesadziłem z tym – nie chcę tego teraz rozpatrywać, ale nie żałuję niczego. Uważam, że to nie byłem ja w tej walce. Wiadomo, miałem bardzo dobrego przeciwnika. On wykorzystał po prostu moment, ja popełniłem błąd, on wygrał, więc zawsze mam do rywala ogromny szacunek. Tutaj nie ma żadnych wymówek. Po prostu skoryguję to, co uważam, że zrobiłem źle, i tyle.

Słowa Oleksiejczuka dobrze pokazują, jak mocno przeżył nie tylko sam sposób porażki, ale przede wszystkim moment, w którym do niej doszło. Polak był bowiem przekonany, że znalazł się bardzo blisko realizacji jednego z najważniejszych celów swojej kariery w UFC – wejścia do rankingu kategorii średniej.

Ranking był na wyciągnięcie ręki

„Husarz” przyznał, że właśnie perspektywa znalezienia się wśród najlepszych zawodników dywizji sprawiła, iż przegrana z Magomedovem uderzyła w niego szczególnie mocno.

Żadnej porażki tak nie przeżyłem, bo czułem już ten ranking, że jedną nogą w nim jestem. Całe życie do tego dążyłem, bo już kilkakrotnie się o ten ranking ocierałem. Muszę przyznać, że mocno mnie to dobiło. Teraz już jest okej, ale przeżyłem to dosyć mocno. Ta walka mnie mocno dotknęła. Ale to mnie tylko wzmocni i idę dalej. Tak jak zawsze – nie poddaję się i nigdy tego nie zrobię.

To właśnie kontekst poprzednich występów sprawiał, że starcie z Magomedovem było dla Oleksiejczuka tak istotne. Polak po serii trzech zwycięstw otrzymał przeciwnika, którego pokonanie mogło otworzyć mu drogę do zestawień z zawodnikami znajdującymi się już w ścisłej czołówce kategorii średniej.

Zamiast tego przyszła błyskawiczna porażka przez duszenie gilotynowe – i konieczność ponownego budowania swojej pozycji.

„Gdybym dostał go za miesiąc? Jasne, że bym wziął”

Mimo że porażka mocno odbiła się na jego emocjach, Oleksiejczuk nie potrzebował długiego czasu, aby odpowiedzieć na pytanie o ewentualny rewanż. Gdy zapytaliśmy go, czy przyjąłby dziś ponownie walkę z Magomedovem w identycznych okolicznościach, odpowiedź była natychmiastowa.

No jasne, że bym wziął. Ja już w ogóle miałem propozycję walki – wiadomo, że nie z Abusem – ale jasne, że bym wziął. Ja muszę się w końcu przebić do tego rankingu. Muszę wygrać właśnie z kimś wysoko notowanym i tyle.

Ta wypowiedź najlepiej pokazuje nastawienie Oleksiejczuka po porażce w Baku. Polak nie próbuje odbierać Magomedovowi zasług ani szukać jednoznacznych wymówek dla swojego występu. Z jednej strony przyznaje, że rywal wykorzystał okazję i zasłużenie wygrał, z drugiej natomiast uważa, że jego własny występ nie oddawał poziomu, który jest w stanie zaprezentować.

Dla „Husarza” przegrana z Magomedovem była więc nie tylko sportową porażką, ale również utratą szansy, na którą – jak sam przyznaje – pracował przez całą swoją dotychczasową karierę w UFC. Jednocześnie po dwóch miesiącach od tamtej walki jedno pozostaje niezmienne: Oleksiejczuk wciąż zamierza polować na wysoko notowanych rywali i drogę do rankingu.

Zobacz także: „Tylko wielkie pojedynki” – Dustin Poirier wskazał idealną walkę dla Maxa Hollowaya

foto: UFC.com