Navajo Stirling niespodziewanie otrzymał największą szansę w dotychczasowej karierze i już w sobotę zmierzy się z Janem Błachowiczem w co-main evencie UFC Belgrade. Nowozelandczyk wszedł do pojedynku na zastępstwo za Bogdana Guskova, ale przekonuje, że krótki termin nie stanowi dla niego problemu i zamierza wykorzystać starcie z byłym mistrzem do błyskawicznego wejścia do ścisłej czołówki kategorii półciężkiej.
Pierwotnie podczas serbskiej gali miało dojść do rewanżu Jana Błachowicza z Bogdanem Guskovem po ich grudniowym remisie. Plany uległy jednak zmianie, gdy Uzbek został przesunięty do walki wieczoru UFC Abu Dhabi z Magomedem Ankalaevem, zastępując Khalila Rountree Jr. Organizacja musiała więc znaleźć Polakowi nowego przeciwnika.
Telefon odebrał Navajo Stirling, który nie potrzebował wiele czasu do namysłu. Dla reprezentanta City Kickboxing będzie to drugi z rzędu co-main event UFC i zarazem zdecydowanie największy test w zawodowej karierze.
Nowozelandczyk niedawno odniósł kolejne zwycięstwo, a po walce zdążył nawet wybrać się na wakacje. Mimo tego zapewnia, że nigdy całkowicie nie wypada z treningowego rytmu. Właśnie dlatego, gdy pojawiła się możliwość zmierzenia z byłym mistrzem, nie zamierzał jej przepuścić.
Właśnie wróciłem z wakacyjnego trybu. Byłem w Japonii, ale niezależnie od tego, co robię, zawsze trenuję. To moja rutyna. Dopiero co skończyłem naprawdę mocno świętować, wróciłem do treningów i nagle zaproponowano mi walkę. Powiedziałem, że jasne, wchodzę w to. Trenuję każdego dnia, jestem młody i muszę to wykorzystywać. Dopiero co przeszedłem najlepszy obóz przygotowawczy w swoim życiu, więc dlaczego miałbym tego nie wziąć?
Stirling nie obawia się również, że przyjęcie pojedynku z doskoku odbije się na jego kondycji. Jak twierdzi, po kilku dniach mocniejszej pracy wrócił do dyspozycji, którą wypracował przed poprzednim występem.
Mógłbym walczyć nawet pięć rund. Mam doświadczenie i wiem, jak gospodarować siłami. Przed poprzednią walką byłem w najlepszej kondycji w życiu. Trochę zajęło ponowne odpalenie silnika, ale po kilku dniach, kiedy organizm przyzwyczaił się do obciążeń, praktycznie wróciłem do miejsca, w którym byłem wcześniej. Z każdym dniem, im bliżej walki, moja pewność siebie rośnie. To, że zawsze wracam na matę możliwie szybko po każdej walce, w końcu naprawdę się opłaciło.
Nie ma być również problemów ze zbijaniem kilogramów. Stirling podkreśla, że na co dzień pozostaje w dobrej formie, dzięki czemu przygotowanie organizmu do limitu kategorii półciężkiej na krótkim terminie nie stanowi większego wyzwania.
Znacznie większym wyzwaniem będzie natomiast sam Błachowicz. Nowozelandczyk zdaje sobie sprawę ze skali przeskoku, którego dokonuje. Zamiast stopniowego budowania pozycji w rankingu dostaje bowiem możliwość zmierzenia się z byłym mistrzem i jednym z najbardziej doświadczonych zawodników czołówki dywizji.
Stirling z dużym szacunkiem wypowiada się o Polaku, zwracając uwagę przede wszystkim na jego sportową długowieczność.
Stary Jan nadal to ma. To, że w jego wieku wciąż rywalizuje na najwyższym poziomie tego sportu, jest imponujące. To naprawdę szalone, że cały czas znajduje się tak wysoko. Przegrywał, ale przecież nie było tak, że ktoś wychodził i go demolował.
Szczególnie istotnym materiałem do analizy okazała się dla Stirlinga walka Błachowicza z jego klubowym kolegą, Carlosem Ulbergiem. Nowozelandczyk już podczas tamtego pojedynku dostrzegał elementy, które jego zdaniem sprawiają, że były polski mistrz jest dla niego bardzo interesującym zestawieniem stylistycznym.
Miał bardzo bliską walkę z Carlosem, który jest moim kolegą z teamu. Wyciągnąłem z niej kilka rzeczy, które Carlos robił, i zobaczyłem miejsca, w których sam mógłbym wykorzystać pewne sytuacje jeszcze lepiej. Kiedy oglądam Jana, rozumiem, co próbuje robić w klatce i z czym ma problemy, kiedy chce korzystać ze swojego arsenału. Pamiętam, że oglądałem jego walkę z Carlosem i pomyślałem wtedy: jeśli znajdę się z nim w takich sytuacjach, mogę wykonać tam naprawdę dobrą robotę. Czułem, że stylistycznie byłby dla mnie świetnym zestawieniem.
Co ciekawe, Stirling wcześniej w ogóle nie zakładał, że ich drogi mogą przeciąć się w oktagonie. Różnica wieku, doświadczenia oraz pozycji w hierarchii UFC sprawiała, że uważał taki pojedynek za mało realny.
Nigdy nie sądziłem, że będę z nim walczył. Myślałem, że dzieli nas zbyt duża różnica wieku i miejsca w rankingu, więc ta walka po prostu nigdy się nie wydarzy. A jednak jesteśmy tutaj. Dlatego tak bardzo się nakręciłem, gdy dostałem tę propozycję. Wziąłem ją tak szybko, jak tylko mogłem.
W przygotowaniach Nowozelandczyk może korzystać również z doświadczeń ludzi, którzy sami mierzyli się z Błachowiczem. Poza Ulbergiem do tego grona należy Israel Adesanya, który w 2021 roku próbował odebrać Polakowi mistrzostwo kategorii półciężkiej.
Stirling nie zamierza jednak kopiować pomysłów swoich klubowych kolegów. Podkreśla, że Błachowicz zmienił się od czasu starcia z Adesanyą, a on sam prezentuje zupełnie inny styl.
Chłopaki są po prostu podekscytowani moją walką. Wiedzą, że jestem własnym zawodnikiem, więc nie potrzebuję pytać ich o każdą rzecz, którą Jan robi. Pomiędzy walkami Israela i Carlosa z nim minęło około pięciu lat, a Jan wygląda dziś inaczej niż wtedy, gdy mierzył się z Izzym. Ja również mam zupełnie inną grę niż oni. Chłopaki są po prostu podekscytowani. Wiedzą, że wygram i że wszyscy zaraz się dowiedzą.
Jednym z największych atutów Błachowicza pozostaje doświadczenie. Polak przez lata mierzył się ze ścisłą światową czołówką i niezwykle trudno zakończyć jego walkę przed czasem. Stirling mimo wszystko zapowiada, że będzie szukał trzeciego kolejnego skończenia.
Jednocześnie nie zamierza rzucać się na rywala bez przygotowania. Zwrócił uwagę, że Błachowicz potrafi przetrwać trudniejsze momenty, odzyskać kontrolę nad pojedynkiem i wykorzystać błędy przeciwnika.
Szukam trzeciego skończenia z rzędu. Jan jest oczywiście bardzo doświadczony, wie, jak wracać do walki. Potrafi też skontrować cię właśnie wtedy, gdy wydaje ci się, że już go masz. Dlatego od pierwszej rundy muszę być zdyscyplinowany. Muszę cały czas go trafiać, wywierać presję w odpowiednich momentach i wtedy uważam, że mogę to zrobić. Nie mogę jednak za wcześnie się podpalić, zacząć desperacko szukać skończenia i opróżnić baku, bo on wie, jak się regenerować. Dzięki doświadczeniu potrafi przetrwać ciosy, a później ponownie zacząć wywierać presję, jeśli popełnisz błąd. Muszę więc pracować inteligentnie. To będzie partia szachów, ale muszę też eksplodować w odpowiednich momentach i wykorzystać swoją młodość. Myślę, że mogę go skończyć.
Ewentualne zwycięstwo może całkowicie odmienić sytuację Stirlinga w UFC. Zamiast mozolnego wspinania się po kolejnych szczeblach rankingu 27-latek ma okazję jednym występem wkroczyć w okolice ścisłej czołówki kategorii półciężkiej.
Nowozelandczyk uważa jednak, że jest na to gotowy. Jego zdaniem wcześniejsze walki w UFC dały mu doświadczenie, którego potrzebował, zanim przyszło zmierzyć się z nazwiskiem kalibru Błachowicza.
Jestem gotowy w stu procentach. W pierwszych walkach w UFC znalazłem się w różnych sytuacjach. Mogłem wejść i każdego znokautować w pierwszej rundzie, ale wtedy niczego bym z tego nie wyniósł. Kiedy jesteś młodym, niepokonanym zawodnikiem z pięcioma walkami i nagle ktoś cię obala, masz problemy w stójce, jesteś spychany do tyłu albo sam nacierasz i musisz wracać po obaleniu, to właśnie takie sytuacje rozwijają. Ja przez nie wszystkie przeszedłem i teraz wszystko zaczyna się ze sobą łączyć. Wszystkie tryby zaczynają pracować.
Stirling idzie jeszcze dalej. Jest przekonany, że po sobotnim pojedynku dyskusje o tym, czy jest gotowy na najlepszych półciężkich świata, przestaną mieć znaczenie.
Nie muszę się już wahać. Mogę być w klatce całkowicie swobodny i zacząć pokazywać cały swój arsenał. Jestem gotowy. Po tej walce, patrząc na mój spokój i na to, co pokażę, ludzie będą patrzeć na mnie, jakbym przez całą karierę był zawodnikiem Top 5. Cały sukces zawdzięczam trudnym momentom z wcześniejszej części kariery, przejściu przez nie, poprawianiu się i temu, że w końcu mogę pokazać te postępy.
Jeżeli rzeczywiście pokona Błachowicza, nie zamierza długo czekać na następne wyzwanie. W rozmowie padły nazwiska Khalila Rountree Jr. oraz Paulo Costy, a Stirling jasno zaznaczył, że interesuje go przede wszystkim regularne startowanie.
Ktokolwiek będzie dostępny. Szczerze mówiąc, kompletnie mnie to nie obchodzi. Jest dla mnie mnóstwo świetnych walk. Jedyną rzeczą, której obawiałem się przy wejściu do rankingu, było to, że zawodnicy z Top 5 siedzą i czekają. To zawsze mnie denerwowało. Ja jestem tutaj, żeby walczyć. Jestem młody i jestem głodny.
Najpierw jednak Stirling musi wykonać zdecydowanie najtrudniejsze zadanie w swojej dotychczasowej karierze. W sobotę podczas UFC Belgrade stanie naprzeciwko byłego mistrza kategorii półciężkiej, który ma za sobą pojedynki z najlepszymi zawodnikami dywizji ostatnich lat.
Nowozelandczyk nie zamierza ukrywać pewności siebie. Na zakończenie rozmowy z Home of Fight wystosował krótką wiadomość do swoich kibiców.
Stawiajcie na mnie wszystko. Idę po to zwycięstwo.
Zobacz także: Jan Błachowicz o zamieszaniu przed UFC Belgrade: „O walce Guskova dowiedziałem się z internetu”
źródło: Home of Fight | foto: UFC Fight Pass
