Neil Magny odniósł kolejne zwycięstwo i po raz trzeci w ostatnich czterech występach zakończył pojedynek przed czasem. Weteran UFC pokonał Ramiza Brahimaja przez TKO w drugiej rundzie, a po walce podkreślał znaczenie cierpliwości oraz pracy wykonanej z trenerami. Amerykanin nie zamierza zwalniać i liczy na jeszcze jeden występ przed końcem 2026 roku.

Dla Neila Magny’ego zwycięstwo nad Ramizem Brahimajem było trzecim triumfem w jego ostatnich czterech pojedynkach. Co szczególnie istotne, wszystkie trzy wygrane w tym okresie zakończyły się przed czasem.

Weteran UFC traktuje obecną serię jako efekt stopniowej odbudowy i konsekwentnej pracy nad elementami, które wraz ze swoim sztabem uznali za wymagające poprawy.

Czuję się świetnie. To daje mi bilans 3-1 w ostatnich czterech walkach. Wszystkie trzy zwycięstwa odniosłem przed czasem, więc czuję, że stawia mnie to w naprawdę dobrej pozycji i, szczerze mówiąc, jestem z tego bardzo zadowolony. To była odbudowa. Cały czas wracaliśmy do rozmów z trenerami, zastanawialiśmy się, co dalej i jak możemy wszystko ze sobą połączyć. Moi trenerzy zauważyli kilka rzeczy, które mogłem zrobić lepiej w poprzedniej walce. Spisali listę i od razu wróciliśmy do pracy.

„Najważniejsza była cierpliwość”

Magny wskazał jeden element, który miał szczególne znaczenie podczas przygotowań do pojedynku z Brahimajem – cierpliwość. Amerykanin przyznał, że w trakcie walki znalazł się w niekorzystnych sytuacjach, ale tym razem nie próbował na siłę przyspieszać wydarzeń ani podejmować niepotrzebnego ryzyka.

Najważniejsza była cierpliwość. Dzisiaj kilka razy znalazłem się w złej pozycji, ale nie dałem się ponieść. Nie próbowałem niczego wymuszać. Po prostu zachowałem cierpliwość, czekałem na swoją okazję i ją wykorzystałem.

W osiągnięciu tego rezultatu duży udział mieli również trenerzy Magny’ego. Zawodnik szczególnie wyróżnił Andrew Sancheza, z którym od dłuższego czasu pracuje nad zapasami.

Choć bardzo chciałbym przypisać sobie całą zasługę, moi trenerzy naprawdę włożyli w to mnóstwo pracy. Andrew Sanchez dosłownie trenował ze mną zapasy przez ostatnie miesiące, a właściwie już lata. Wchodzi ze mną na matę i mówi: ‘Neil, chcę, żebyś zrobił to w ten sposób’. A kiedy nie robię tego dokładnie tak, jak chce, ma swój sposób, żeby wejść ze mną na matę i sprawić, żebym zrobił to właściwie. Naprawdę bardzo go za to doceniam. Cała ta praca, którą ze mną wykonał, była dziś widoczna.

„Nigdy nie jestem gościem, który kogoś wyzywa”

Magny nie ukrywa, że chce szybko wrócić do oktagonu. Amerykanin nie wskazywał wcześniej konkretnego rywala, ale po zwycięstwie nad Brahimajem postanowił rzucić jedno nazwisko.

Padło na byłego mistrza UFC Leona Edwardsa.

Nigdy nie jestem jednym z tych gości, którzy wyzywają kogoś do walki. Pewnie prędzej czy później powinienem zacząć. Skoro już rzucamy nazwiskami, to rzućmy Leona Edwardsa. Chcę po prostu dostać szansę, żeby znowu wyjść do klatki i dalej udowadniać swoją wartość.

Magny nie zamierza jednak podejmować pochopnych decyzji dotyczących kolejnego występu. Weteran UFC chciałby przede wszystkim otrzymać odpowiednio długi obóz przygotowawczy, a następnie jeszcze raz pojawić się w oktagonie przed końcem roku.

Idealnie byłoby mieć sześć do ośmiu tygodni obozu, wyjść tam i zaliczyć jeszcze jedną walkę, zanim rok się skończy.

Zwycięstwo nad Brahimajem jest dla Magny’ego kolejnym krokiem w odbudowywaniu pozycji w kategorii półśredniej. Trzy wygrane przed czasem w czterech ostatnich występach pokazują, że doświadczony Amerykanin nadal potrafi być bardzo groźnym zawodnikiem, a jego kolejnym celem pozostaje utrzymanie aktywności i dalsze wspinanie się w rankingu.

Zobacz także: Absurd przed UFC 330. Chidi Njokuani zaatakował komisję po problemach z wagą

źródło: X / UFC News