Radosław Paczuski już 19 września powróci do klatki KSW po ponad roku przerwy. Były pretendent do mistrzowskiego pasa zmierzy się na XTB KSW 121 w Libercu z Michałem Michalskim, a przed pojedynkiem opowiedział nam o powodach tak długiej nieobecności, wnioskach wyciągniętych z porażki z Piotrem Kuberskim oraz zmianach, jakie wprowadził w swoich przygotowaniach. Zawodnik przyznał również, że jego zdaniem starcie z Michalskim ma spore szanse zakończyć się przed czasem.

Po raz ostatni Radosław Paczuski pojawił się w klatce w sierpniu 2025 roku, kiedy na gali XTB KSW 109 zmierzył się z tymczasowym mistrzem wagi średniej, Piotrem Kuberskim. Pojedynek zakończył się w trzeciej rundzie, gdy Kuberski trafił rywala wysokim kopnięciem i odniósł zwycięstwo przez KO.

Od tamtej pory, Paczuski nie stoczył żadnej walki. Długa przerwa nie oznaczała jednak całkowitego rozbratu ze sportem. Zawodnik początkowo skupił się przede wszystkim na treningach siłowych, a następnie stopniowo odzyskiwał motywację do ponownego wejścia do klatki.

„Potrzebowałem złapać głód”

Paczuski przyznał w wywiadzie dla naszej redakcji, że po porażce z Kuberskim potrzebował czasu, aby odpocząć zarówno fizycznie, jak i mentalnie. Nie chciał jednak na siłę przyspieszać swojego powrotu. Kiedy ponownie poczuł odpowiednią motywację, szybko zgłosił gotowość do KSW.

Byłem cały czas tutaj na miejscu. Dużo wyjazdów nie miałem, jakieś wakacyjne wyjazdy też były oczywiście po drodze, ale generalnie byłem na miejscu. Trenowałem, chociaż na początku to tak naprawdę były głównie treningi siłowe po walce z Piotrkiem Kuberskim. Potrzebowałem trochę czasu, żeby sobie odpocząć od MMA, od sportów walki, żeby złapać takiego głodu. Ten głód przyszedł, przyszła taka chęć, żeby znowu wrócić do klatki. Wiedziałem, że to przyjdzie, nie wiedziałem kiedy. Jak tylko ten głód się pojawił, zgłosiłem od razu gotowość do KSW.

Niedługo później do Paczuskiego trafiła propozycja walki z Michałem Michalskim. Dla zawodnika był to szczególnie interesujący scenariusz, ponieważ zestawienie ma również znaczenie dla układu sił w kategorii średniej.

Paczuski nie ukrywa, że właśnie takiego pojedynku potrzebował po powrocie.

Okazało się, że w niedługim czasie wyszła propozycja walki z Michałem Michalskim. Bardzo fajny pojedynek rankingowy i cieszę się, że taką szansę dostałem.

Porażka z Kuberskim dała mu ważną lekcję

Paczuski przed pojedynkiem z Kuberskim był niepokonany w trzech kolejnych walkach MMA. Ostatecznie to jednak rywal okazał się skuteczniejszy w stójkowej wymianie, kończąc pojedynek wysokim kopnięciem.

Dla Paczuskiego była to szczególnie bolesna porażka, ponieważ doszło do niej w jego najmocniejszej płaszczyźnie. Sam zawodnik zwraca jednak uwagę, że właśnie takie przegrane mogą być najbardziej wartościowe, jeśli wyciągnie się z nich odpowiednie wnioski.

Wiadomo, że gdzieś tam liczyłem, że to ja Piotrka znokautuję, ale ja zostałem trafiony. Ładnie, czysto trafił. Też widać było, że przepracowali taktykę, że gdzieś tam moje walki oglądali, analizowali. To Piotrek zresztą mówił. No i fajnie weszło. Taki to jest sport. Często jeden cios już w naszej wadze, w momencie kiedy wchodzimy do klatki, każdy z nas waży na pewno ponad 90 kilogramów, Piotrek nawet chyba ponad 100 kilo nieraz. Jesteśmy już taką wagą, że jak trafiasz, to często nie trzeba poprawiać, tylko jest ten nokaut.

W przypadku Kuberskiego szczególne znaczenie miały również warunki fizyczne rywala. Paczuski przyznał, że wydawało mu się, iż odchylił się wystarczająco daleko, aby uniknąć kopnięcia. Ostatecznie o wszystkim zdecydowały dosłownie centymetry.

Piotrek ma wyjątkowo dobre warunki fizyczne, bo ma bardzo długie nogi, bardzo długie ręce, więc ten zasięg zarówno z uderzeń, jak i kopnięć jest bardzo, bardzo długi. Szczerze wydawało mi się, że jestem poza dystansem, że odchyliłem się na tyle, że ta noga już mnie nie sięgnie, a później na zdjęciu oglądałem, że po prostu końcem stopy zostałem trafiony. Gdzieś tam dosłownie centymetry i być może bym się odchylił, wtedy byłoby wszystko jeszcze centymetr dalej i może byłoby wszystko okej.

Paczuski pracuje nad automatyzmami

Jednym z elementów, nad którymi Paczuski pracował po ostatniej porażce, są jego reakcje i automatyzmy. Zawodnik zdaje sobie sprawę, że pewne nawyki wypracowywane przez wiele lat są trudne do całkowitego wyeliminowania, ale uważa, że można je odpowiednio modyfikować.

Szczególną uwagę poświęca zachowaniu w pobliżu siatki, gdzie rywale mogą próbować wykorzystać jego charakterystyczne reakcje.

Pewne rzeczy są już automatyczne, ale myślę, że można nad nimi pracować. Teraz w tych przygotowaniach też staram się już pewne rzeczy wyeliminować, zwłaszcza jak jesteś blisko siatki, trochę inaczej się zachowywać. Wiadomo, pracujemy, pewne nawyki, naleciałości są z wielu lat. Każdy z nas je ma.

Paczuski podkreślił jednocześnie, że na tym poziomie przygotowania do walki są pracą całego zespołu. Nie chodzi wyłącznie o analizowanie przeciwnika, ale również o znalezienie własnych mocnych stron i stworzenie warunków, w których będzie można je wykorzystać.

„Teraz podchodzę do tego trochę mądrzej”

Długa przerwa pozwoliła Paczuskiemu również inaczej spojrzeć na sposób przygotowywania się do walk. Zawodnik przyznał, że w przeszłości miał tendencję do przesadzania z liczbą jednostek treningowych, co ostatecznie odbijało się na jego zdrowiu.

Tym razem zamierza unikać podobnego błędu.

Ja staram się przede wszystkim myśleć o swoim campie, o swoich przygotowaniach, o tym, żebym ja był jak najlepiej przygotowany, żeby to była forma szczytowa. Teraz też, żeby się nie przetrenować, bo miałem zawsze taką tendencję do tego, żeby za dużo treningów robić, za dużo jednostek i wychodziło mi to później albo poprzez kontuzje, albo poprzez jakieś choroby w trakcie przygotowań. Teraz staram się nie przesadzić. Już tak trochę mądrzej do tego podchodzę. Wydaje mi się, że z dobrym efektem.

Efekty Paczuski ocenia przede wszystkim na podstawie sparingów. Jak przekonuje, obecnie czuje się pod tym względem nawet lepiej niż przed ostatnim pojedynkiem.

Zawsze najbardziej rzutuje na obraz mojej aktualnej formy fizycznej to, co dzieje się na sparingach. I widzę, że na sparingach teraz jest dużo lepiej niż przed moją ostatnią walką. Czy ta rdza jest? Chyba nie. Chyba jest lepiej. Bardziej komfortowo się czuję i lepsze wyniki robię na tych sparingach. Tlenowo lepiej i w wielu aspektach jest lepiej. Także myślę, że raczej na plus.

Mocni sparingpartnerzy przed walką z Michalskim

W przygotowaniach do pojedynku z Michalskim Paczuski korzysta między innymi z pomocy Roberta Bryczka, Tymoteusza Łopaczyka oraz Damiana Piwowarczyka. Zawodnik zaznacza, że obecnie ma na miejscu wystarczająco dużo wartościowych partnerów, aby odpowiednio przygotować się do różnych scenariuszy.

Sparuję z Robertem Bryczkiem, z Tymkiem Łopaczykiem, z Damianem Piwowarczykiem, no i jeszcze tutaj z chłopakami na sali cały czas sparujemy naprawdę solidnymi. Jest z kim robić. Być może jeszcze będziemy korzystać z pomocy zawodników z jakiegoś innego klubu, ale na ten moment czuję, że jest to wystarczające.

Paczuski zwraca również uwagę na progres w pracy zapaśniczej i parterowej. Jego zdaniem właśnie wszechstronność może mieć znaczenie w pojedynku z Michalskim.

Fajnie, że przerabiamy różne schematy, zarówno w grze zapaśniczej, jak i parterowej. Duży progres czuję, także myślę, że wszystko idzie w dobrym kierunku.

Liberec zamiast Polski. „Mniejszy bagaż psychiczny”

Pojedynek z Michalskim odbędzie się 19 września w Libercu. Początkowo Paczuski chciał walczyć w Polsce, jednak ostatecznie zaakceptował propozycję KSW dotyczącą występu w Czechach.

Jak sam przyznaje, walka poza Polską może mieć również swoje zalety. Mniejsza liczba kibiców na miejscu oznacza bowiem mniejszą presję, którą zawodnik odczuwa podczas występów przed własną publicznością.

Pierwszym wyborem byłoby, żeby to była Polska, gdziekolwiek, jakiekolwiek miasto. Myślę, że więcej kibiców mogłoby pojechać i obejrzeć taki pojedynek. Ale też w Czechach są jakieś plusy. Jak jest mniej kibiców, to trochę mniejsza presja. Walcząc wyjazdowo zawsze czułem się luźniejszy, jakby jeszcze lepiej mi się czasami walczyło pod tym względem, że mniejszy był ten bagaż psychiczny. Po prostu jedziesz, walczysz i na tym się skupiasz.

W Warszawie Paczuski czuje natomiast dodatkową odpowiedzialność za kibiców, którzy przychodzą na wydarzenie właśnie po to, aby go wspierać.

Gdzieś tam tutaj w Warszawie te walki zawsze są takie, że nie chcesz zawieść tych kibiców. Wiesz, że ich tam dużo jest, że oni przychodzą specjalnie dla ciebie, żeby cię wspierać, dopingować, więc bardzo ci zależy na tym, żeby zrobić jak najlepszy wynik, po prostu żeby oni wszyscy wyszli zadowoleni. To jest fajna motywacja, ale też czasami nakładamy sobie za dużą presję z tym związaną.

Paczuski nie wskazuje faworyta walki Kuberski – Pawlak

W rozmowie nie zabrakło również pytania o potencjalnie bardzo ważne dla kategorii średniej starcie Piotra Kuberskiego z Pawłem Pawlakiem. Paczuski nie zamierzał jednak wskazywać zwycięzcy.

Obaj zawodnicy mają argumenty, które mogą przechylić szalę zwycięstwa na ich korzyść, dlatego reprezentant KSW postawił na wariant 50-50.

Ciężko coś powiedzieć. Ja bym nie stawiał takiej walki nigdy, bo można przegrać pieniądze. Tutaj dawałbym 50 na 50, bo naprawdę jeden i drugi ma atuty. Jeden i drugi pokazywał, że naprawdę… no, dwa troszeczkę inne style, zupełnie inne style. Czekamy na ten pojedynek. Myślę, że dla wszystkich może to być taka walka roku.

„Nie spodziewam się walki trzyrundowej”

Na zakończenie Paczuski został zapytany o przewidywania dotyczące jego własnego pojedynku z Michalskim. 38-latek nie ukrywa, że spodziewa się bardzo konkretnego przebiegu starcia.

Obaj zawodnicy dysponują mocnymi argumentami w stójce, a Paczuski uważa, że ich style mogą doprowadzić do szybkiego rozstrzygnięcia.

Ja też się nie spodziewam walki trzyrundowej. Raczej bym się nie spodziewał walki trzyrundowej, tylko wydaje mi się, że z takimi stylami jak ja mam i Michał, może to się skończyć przed czasem.

Pojedynek Radosława Paczuskiego z Michałem Michalskim odbędzie się 19 września podczas XTB KSW 121 w Libercu. Dla Paczuskiego będzie to pierwszy występ od czasu porażki z Piotrem Kuberskim i jednocześnie powrót do klatki po ponad rocznej przerwie.

Zobacz także: „Jeśli wszystko pójdzie fatalnie, to koniec” – Alexander Volkanovski zdradził, kiedy może zakończyć karierę