Site icon InTheCage.pl

Pamiętnik „Longera”. Rozdział 2

Pamiętnik „Longera”. Rozdział 2

(Grafika: Marek Romanowski/inthecage.pl)

Kolejny tydzień za nami, KSW coraz bliżej. Dzień jak co dzień, rano śniadanie, Zabor przyjeżdża po mnie około godziny 9 i ruszamy razem do Inowrocławia zacząć kolejne przygotowania. Rano zazwyczaj skupiamy się na treningu fizycznym. Głównie opieramy się na Cross Ficie, dostosowując go do warunków jakie panują w walce. Jednego dnia skupiamy się na ćwiczeniach statycznych, budujących siłę, innego robimy typowo tlenowe, a czasem łączymy te dwie rzeczy na raz. Zazwyczaj taki trening trwa od godziny do półtorej. Zabor narzuca bardzo dużą intensywność przez co zazwyczaj kończymy dopiero gdy opadniemy kompletnie z sił. Są podejrzenia o skłonności sadystyczne u trenera, ale za dużo by pisać żeby to chociaż streścić. Po takim treningu mam trochę czasu żeby coś zjeść, uzupełnić wszystkie braki jakie spowodowane treningiem i odpocząć do następnego. Świetne u nas w klubie jest to że jest miejsce w którym mogę poczekać na kolejny trening, przez co nie muszę jeździć dwa razy do miasta. W naszej kanciapie zazwyczaj zabija się czas grając na konsoli, oglądając filmy albo po prostu drzemiąc do kolejnego treningu . Wieczorem skupiamy się na założeniach taktycznych, technice oraz zadaniówkach. Nie będę zdradzał szczegółów z wiadomych względów. Tak wyglądają moje przygotowania od poniedziałku do środy. Natomiast czwartek to dzień fizyki na siłowni. Bieżnia ,ciężary etc. Jest to najcięższy dzień w tygodniu. Niby tylko jedna sesja ale odczuwam ją przez kilka dni. Piątek natomiast to dzień sparingów, póki co sparuje głównie z kolegami z klubu, od marca zostaną wprowadzone pewne zmiany ale to dopiero w marcu. Tak wygląda mniej więcej mój tydzień treningowy. Sobota i niedziela to czas odpoczynku, dopuszczane jest tylko jakieś bieganko dla relaksu.

(Foto: Criminal 13 Fighting Division)

W ten weekend pojechaliśmy ekipą do Kraśnika, gdzie mój klubowy kolega Daniel Rajca walczył w swoim debiucie zawodowym na gali Thunderstrike. Cała gala odbyła się całkiem sprawnie, kibice dopisali ale nie mogę być zadowolony z wyjazdu. Walka Daniela nie przebiegła tak jakbyśmy sobie tego życzyli,  już na początku walki przeciwnik po przyjęciu lewego prostego zasygnalizował że został mu wsadzony palec w oko. Jak się później okazało zawodnik był niezdolny do walki. Tym samym pojedynek zakończył się werdyktem „no contest”. No cóż, takie sytuacje budzą zawsze kontrowersje ale w tym przypadku najbardziej szkoda mi Daniela. Ciężko pracował do tej walki i wszyscy liczyliśmy ze zaliczy bardzo dobry występ. Wyszło jak wyszło, mam nadzieje że Daniel niedługo pokaże na co go na prawde stać. Takie wyjazdy zawsze są męczące, 5oo km drogi, oczekiwanie na walkę no i w końcu emocje związane z samą walką. W niedziele powrót do domu, wieczorem godzina biegu i od poniedziałku zaczynamy nowy ciężki tydzień. A oto dowód na to że nie tylko zawodnik odczuwa zmęczenie po takiej podróży. Nasz klubowy kolega Adam jak zawsze zmordowany wszystkim co go otacza :D

(Foto oraz palec: Michał Andryszak)

W następnym tygodniu opowiem o diecie, nadchodzących sparingach oraz tym co ciekawego się wydarzy. Pozdrawiam Wszystkich!

Poprzednia część pamiętnika:
„Rozdział 1 „

 

Exit mobile version