Lepszego debiutu w okrągłej klatce trudno było sobie wymarzyć. Piotr Chudzik podczas XTB KSW 119 w Radomiu nie tylko pokonał Predraga Božovicia przez duszenie zza pleców, ale zrobił to przed własną publicznością. Po walce nie krył ogromnych emocji i przyznał, że był to jeden z najważniejszych momentów w jego życiu.
Radomianin od początku imponował siłą fizyczną i skutecznością w klinczu oraz zapasach. Ostatecznie w drugiej rundzie zmusił rywala do odklepania, a po wszystkim nie był w stanie ukryć wzruszenia.
„To było moje marzenie”
Piotr Chudzik przyznał, że zwycięstwo odniesione przed własnymi kibicami ma dla niego wyjątkowe znaczenie.
Dziękuję bardzo. Euforia jest niesamowita. Walczyć na swoim podwórku, w moim pięknym Radomiu… Popłakałem się w oktagonie. To było moje marzenie. Naprawdę marzyłem o tym, żeby tutaj się bić. Wiem, ile serca i pracy włożyliśmy w to razem z trenerami. Dzisiaj jestem najszczęśliwszą osobą na świecie. Kocham swoje życie.
„Największym przeciwnikiem jestem ja sam”
Zapytany o dominację w klinczu i efektowne rzuty, Chudzik nie mówił o technice czy przygotowaniu fizycznym. Według niego kluczowe zwycięstwo odniosło się dużo wcześniej – we własnej głowie.
Mogę powiedzieć jedno. Wygrałem wojnę w swojej głowie. Jeżeli wygrasz wojnę sam ze sobą, to możesz wygrać wszystko. Największym przeciwnikiem jest osoba, którą widzę codziennie rano w lustrze. To jestem ja. Kiedy pokonałem samego siebie, zrozumiałem, że każde drzwi mogą się przede mną otworzyć, jeśli naprawdę tego chcę.
„Mam ogromny szacunek do rywala”
Mimo jednostronnego przebiegu walki reprezentant Radomia nie zapomniał o przeciwniku.
Wielki szacunek dla niego. Wiem, ile pracy każdy zawodnik wkłada w ten sport. Dziękuję mu za tę walkę i za to, że ją przyjął. Życzę mu samych zwycięstw. Kto wie, może jeszcze kiedyś nasze drogi się przetną. Może nawet będziemy razem trenować. Zawsze podam mu rękę.
„Chciałem go złamać psychicznie”
Chudzik zdradził również, że w trakcie pojedynku czuł się wyjątkowo pewnie. Dopingująca go publiczność sprawiła, że praktycznie nie odczuwał ataków rywala.
Kiedy wychodziłem do klatki, byłem maksymalnie skupiony. Chciałem go najpierw wybadać. Nie chciałem od razu rzucać się do przodu, bo w MMA jeden błąd może kosztować bardzo dużo. On kilka razy mnie kopnął, ale szczerze? Nie czułem tego. Byłem w takiej euforii, że nic mnie nie ruszało. Miałem twardą głowę i wiedziałem, że dam radę.
Później dodał jeszcze bardziej obrazowo:
Mówiłem sobie: dawaj, kop jeszcze. Naprawdę czułem taką euforię. Chciałem go trochę zniszczyć psychicznie, pokazać mu, że to na mnie nie działa. Ostatecznie udało się jednak zrobić to w parterze, a nie w głowie.
„Patryk zostawi ten pas w Radomiu”
Po zwycięstwie Chudzik nie ukrywał również, komu najmocniej kibicował podczas walki wieczoru.
Bardzo cieszy mnie też wygrana Piotrka Kacprzaka. Ale przede wszystkim czekam na walkę mojego przyjaciela Patryka Kaczmarczyka. Wiem, że zostawi ten pas tutaj, w Radomiu. Będę darł mordę najmocniej jak potrafię. To mój przyjaciel i będę przeżywał tę walkę razem z nim.
Kiedy powrót?
Jak się okazuje, debiutant nie zamierza długo odpoczywać.
Tydzień będę się objadał z ukochaną jak świnka. Potem wracam do pracy. Cztery, pięć dni luzu i wracam na dobre tory z moimi przyjaciółmi z Familia Chimera Team. To jest nasz wspólny sukces. Dziękuję wszystkim, którzy byli częścią tej drogi.
Debiut Piotra Chudzika w KSW okazał się jednym z najmocniejszych akcentów otwierających galę XTB KSW 119. Radomianin nie tylko odniósł zwycięstwo przed własną publicznością, ale również pokazał, że może być jednym z ciekawszych nowych zawodników w kategorii półśredniej.
Zobacz także: OKTAGON 90: Mateusz Legierski przetrwał nokdaun i rozstrzelał Aksu w parterze! [WIDEO]
