Damian Mieczkowski odniósł jedno z najważniejszych zwycięstw w swojej karierze. Na gali XTB KSW 116 w Gorzowie Wielkopolskim znokautował w drugiej rundzie Maksymiliana Kowalskiego po niezwykle twardej i wyniszczającej walce. Po pojedynku nie ukrywał, że był moment, w którym znalazł się w poważnych tarapatach.
Pojedynek Mieczkowskiego z Kowalskim otwierał galę i od pierwszych minut dostarczył kibicom ogromnych emocji. Obaj zawodnicy wdali się w mocną wymianę w stójce, a walka była kilkukrotnie przerywana przez sędziego po nieprzepisowych kopnięciach.
Sam Damian Mieczkowski przyznał po walce, że starcie było prawdziwą wojną.
To była twarda jatka. Biliśmy sobie nawet brawa po rundach i zbijaliśmy piątki, bo to był naprawdę bezpardonowy pojedynek. Za takie walki ludzie płacą.
Nowy etap i nowe miejsce do treningu
Zawodnik zdradził również, że w ostatnich miesiącach zaszły duże zmiany w jego przygotowaniach. Mieczkowski spędził czas na treningach w klubie WCA, gdzie pracował z czołowymi zawodnikami.
Każdy musi znaleźć swoje miejsce. Ja jeździłem po wielu klubach, ale zakochałem się w WCA. To miejsce, w którym czuję dobry vibe i w którym się rozwijam.
Podczas przygotowań miał okazję trenować między innymi z Janem Błachowiczem, Romanem Dolidze oraz Denisem Labrygą, który – jak podkreślił – był jednym z najtrudniejszych sparingpartnerów.
Denis Labryga naprawdę mnie dociskał. To nie jest żaden freak fighter, tylko pełnoprawny zawodowiec i bardzo mocny gość.
„Pływałem, ale nie chciałem tego pokazać”
Najtrudniejszy moment walki nastąpił w drugiej rundzie, gdy Kowalski trafił Mieczkowskiego mocnymi ciosami. Sam zawodnik przyznał, że był wtedy w poważnych tarapatach.
Pływałem. Nie byłem odcięty, ale musiałem szybko wrócić do siebie. Nie chciałem tego pokazać, bo gdybym pokazał, że jestem naruszony, on by mnie skończył.
Właśnie wtedy – jak mówi – podjął decyzję, że nie może się poddać.
Albo mnie ubije, albo ja się nie poddam. Nie ma innej opcji.
Kondycja i presja przesądziły o wyniku
W trzeciej rundzie role zaczęły się odwracać. Mieczkowski narzucił presję i dociskał rywala do siatki, stopniowo odbierając mu energię.
Czułem, jak ciężko zaczyna oddychać. Mówiłem sobie: dociskaj go do końca, wysysaj z niego energię. Ja byłem świeży i przygotowany na pełne 15 minut walki.
W końcu presja i zmęczenie Kowalskiego przyniosły efekt – Mieczkowski przejął inicjatywę i zakończył pojedynek nokautem.
Wyzwanie rzucone po walce
Po zwycięstwie zawodnik wskazał także rywala, z którym chciałby zmierzyć się w kolejnym pojedynku.
Dajcie mi Alaina. Jeżeli ktoś uderza w moich przyjaciół czy rodzinę, to chcę się z nim zmierzyć. Może jestem niżej w rankingu, ale przysięgam – charakterem, ambicją i determinacją tę walkę wygram.
Mieczkowski dodał również, że zwycięstwo było dla niego szczególnie ważne ze względu na obietnicę złożoną córce przed wyjazdem na galę.
Powiedziałem córce przed wyjazdem: obiecuję ci, że tata wygra tę walkę.
Zobacz także: XTB KSW 116 – wyniki. „Bartos” nadal mistrzem!
foto: materiały prasowe KSW
