Raul Rosas Jr. odniósł w minioną sobotę ogromne zwycięstwo w walce wieczoru gali UFC Vegas 121, ale jego pojedynek z Raonim Barcelosem zakończył się sceną, która na długo pozostanie w pamięci kibiców. Brazylijczyk po obaleniu w piątej rundzie stracił przytomność i został wyniesiony z oktagonu na noszach, a następnie trafił do szpitala. „El Niño Problema” w rozmowie z The Ariel Helwani Show opowiedział o swoich emocjach w tamtym momencie i zdradził, co jego zdaniem mogło doprowadzić do utraty przytomności przez rywala.

Raul Rosas Jr. wszedł do oktagonu z jasnym celem – potrzebował zwycięstwa nad doświadczonym Raonim Barcelosem, aby pozostać na ścieżce prowadzącej go w stronę walki o mistrzowski pas UFC. Pojedynek nie układał się jednak po jego myśli. Brazylijczyk prowadził na kartach punktowych przed rozpoczęciem piątej rundy, dlatego Rosas wiedział, że musi szukać skończenia przed końcową syreną.

W ostatniej odsłonie Meksykanin ruszył po obalenie. Po sprowadzeniu Barcelosa na matę szybko okazało się jednak, że z Brazylijczykiem dzieje się coś niepokojącego. Barcelos stracił przytomność, a pojedynek został przerwany. Zawodnik został następnie wyniesiony z oktagonu na noszach i przewieziony do szpitala.

Rosas po walce nie był w stanie w pełni cieszyć się ze zwycięstwa. W rozmowie z Arielem Helwanim przyznał, że przez chwilę obawiał się nawet najgorszego.

„Przez chwilę myślałem, że umarł”

21-latek po zwycięstwie przede wszystkim chciał dowiedzieć się, czy z jego przeciwnikiem wszystko w porządku. Rosas podkreślił, że niezależnie od tego, co wydarzyło się w oktagonie, Barcelos ma rodzinę i bliskich, którzy czekali na jego powrót.

Dobrze się czuję. Jestem szczęśliwy. Jestem przede wszystkim szczęśliwy, wiedząc, że Raoni Barcelos znowu jest na nogach i oddycha, bo ostatecznie wszyscy mamy rodziny, do których musimy wrócić. Nie wiem, czy ma dzieci, ale niezależnie od tego ma wielu ludzi, którzy go kochają. To naprawdę dobry człowiek. Dlatego cieszę się, że wszystko z nim w porządku.

Rosas przyznał, że moment, w którym zobaczył nieprzytomnego rywala, był dla niego wyjątkowo trudny. Zawodnik zaczął obserwować jego ciało, próbując upewnić się, czy Brazylijczyk oddycha.

Przez chwilę, szczerze mówiąc, nie wiedziałem, czy on umarł. Ale później trochę się uspokoiłem i patrzyłem na niego. Sprawdziłem, czy oddycha, i zobaczyłem, że jego ciało się porusza, że oddycha. Pomyślałem więc: okej, na pewno nie umarł. To trochę mnie uspokoiło, ale nadal po prostu siedziałem i się modliłem. Pomodliłem się szybko i miałem nadzieję, że się obudzi i wróci do swojej rodziny.

Nie wiedział, co doprowadziło do utraty przytomności

Po walce pojawiły się pytania dotyczące tego, co dokładnie doprowadziło do utraty przytomności przez Barcelosa. Jedną z rozważanych możliwości było uderzenie głową lub innym elementem podczas próby obalenia. Rosas zaznaczył jednak, że z jego perspektywy nie trafił rywala głową.

Jednocześnie Meksykanin nie był w stanie jednoznacznie wskazać przyczyny zdarzenia. Zwrócił uwagę na ogromne zmęczenie Barcelosa po czterech rundach walki.

Z mojej strony nie uderzyłem go głową. Możecie zobaczyć to na nagraniu, ja też je oglądałem. Szczerze mówiąc, chciałbym zobaczyć, czy on pamięta, co się wydarzyło. Chciałbym usłyszeć, co Raoni może powiedzieć na ten temat, ponieważ to on wie najlepiej, jeśli w ogóle będzie pamiętał. Nie będę jednak kłamał – w czwartej rundzie trochę złapałem oddech. Odpoczywałem, a on był za moimi plecami i bardzo mocno próbował mnie skończyć. Cały czas ściskał i wykonywał ogrom pracy.

Rosas uważa, że różnica w zmęczeniu obu zawodników mogła mieć znaczenie w końcówce pojedynku.

Kiedy oglądałem czwartą rundę, widziałem, że był za moimi plecami i próbował mnie skończyć. W piątej rundzie wróciłem do narzucania tempa. Myślę, że jego ciało mogło po prostu się wyłączyć ze zmęczenia. Mogłem też trafić go krótkim ciosem tuż przed obaleniem. Nie wiem, czy to mogło mieć wpływ, ale kiedy ruszyłem po sprowadzenie, bo mój narożnik powiedział mi: „Obal go, spróbujmy to zrobić i skończyć na ziemi”, złapałem go i poczułem, że był niesamowicie słaby. Jego ciało było jakby całkowicie wyczerpane.

„Poczułem, że już wygrałem”

Rosas zdradził również, że już w momencie złapania Barcelosa poczuł, że sytuacja zaczyna przechylać się na jego korzyść. Meksykanin uważał, że rywal był już bardzo mocno zmęczony, a on sam zyskał dodatkową energię.

Kiedy wszedłem po jego nogi, poczułem jeszcze więcej energii. Miałem ogromne poczucie, że już wygrałem. Jeszcze zanim go sprowadziłem, w mojej głowie pojawiło się: „Mam go. To moja runda. Skończę go”. To było dla mnie bardzo mocne odczucie. Niestety, kiedy upadł, był już nieprzytomny. Myślę, że mógł być nieprzytomny jeszcze wcześniej, ponieważ czułem, że był bardzo słaby ze zmęczenia. Teraz, kiedy widzę, że stracił przytomność, myślę sobie: cholera, może właśnie dlatego, kiedy go złapałem, był taki słaby – bo już był nieprzytomny.

Po walce Rosas próbował skontaktować się z Barcelosem. Brazylijczyk nie odpowiedział jednak na jego wiadomość. Meksykanin otrzymał natomiast informacje od UFC dotyczące jego stanu.

Wysłałem mu wiadomość, żeby sprawdzić, czy wszystko z nim w porządku, ale jeszcze nie odpowiedział. Prawdopodobnie na jakiś czas odciął się od mediów społecznościowych. Dowiedziałem się jednak od UFC, że wszystko z nim w porządku.

Rosas również trafił do szpitala

Po walce pomocy medycznej potrzebował również sam Rosas. Zawodnik zdradził, że UFC zdecydowało o przeprowadzeniu dodatkowych badań, w tym tomografii i skanów głowy, aby upewnić się, że po pięciu rundach nie doznał poważnego urazu.

21-latek walczył również z kontuzją dłoni. Jak przyznał, uraz pojawił się już w drugiej rundzie, a później musiał dostosować sposób zadawania ciosów, aby rywal nie zorientował się, że jego ręka nie jest w pełni sprawna.

UFC chciało, żebym zrobił tomografię i skany głowy, tak dla bezpieczeństwa, bo poszliśmy na prawdziwą wojnę. Ale tak, załatwiłem też swoją rękę. W drugiej rundzie ją uszkodziłem. W pierwszej trochę ją poczułem, w drugiej znowu trafiłem i pomyślałem, że tym razem go posadzę. Nie upadł, a moja ręka zaczęła naprawdę mocno boleć. Pomyślałem: cholera, już po mojej ręce. Musiałem się dostosować.

Rosas nie zamierzał jednak rezygnować z próby zakończenia pojedynku przed czasem.

Pomyślałem wtedy, że muszę się dostosować. Nadal musiałem dawać z siebie wszystko, ale nie mogłem uderzać z taką samą siłą, bo nie chciałem, żeby wiedział, że zostałem praktycznie bez jednej ręki. Po prostu dalej ją wystawiałem i robiłem swoje. Pomyślałem: cholera, wszystko albo nic. Niech ta ręka sobie odpadnie. Mam to gdzieś.

Według Rosasa uraz nie jest jednak złamaniem, a jedynie pęknięciem kości. Zawodnik czeka obecnie, aż opuchlizna zejdzie, aby dokładniej ocenić sytuację.

„Jeśli nie mogłem go pokonać, nie mogłem zostać mistrzem”

Mimo dramatycznej końcówki Rosas bardzo wysoko ocenił swojego przeciwnika. Meksykanin uważa, że Barcelos był jednym z najtrudniejszych rywali, z jakimi przyszło mu się mierzyć, i nadal widzi w nim zawodnika mogącego rywalizować z czołówką kategorii koguciej.

Jest zdecydowanie bardzo niewygodnym zawodnikiem. Jest naprawdę wszechstronny, ale wiedziałem, w co się pakuję. Jego podcięcia były niesamowicie płynne. Nadal uważam, że może pokonać wielu zawodników w tej dywizji, również wielu zawodników z czołówki. Gdyby pokonał mnie w sobotę, z pewnością miałby również bardzo dużą szansę na walkę o pas. Jest po prostu bardzo dobry.

Rosas przyznał, że właśnie dlatego chciał zmierzyć się z Barcelosem. Dla młodego zawodnika tak wymagający pojedynek miał być sprawdzianem jego możliwości na najwyższym poziomie.

Właśnie dlatego cieszyłem się, że przyjąłem tę walkę. Pomyślałem: jeśli nie potrafię go pokonać, to nie mogę zostać mistrzem. Potrzebuję właśnie takiego wyzwania. To było dokładnie to, czego potrzebowałem, żeby udowodnić sobie, że należę do tego miejsca. Wiedziałem, że wyciągnie ze mnie nową wersję zawodnika, ponieważ ma dobre zapasy, dobrze bije, jest wszechstronny, a jego doświadczenie jest ogromne.

„Wiedziałem, że muszę go skończyć”

Przed rozpoczęciem piątej rundy Rosas zdawał sobie sprawę, że sytuacja na kartach punktowych jest dla niego niekorzystna. Sędziowie punktowali trzy rundy na korzyść Barcelosa, dlatego Meksykanin nie chciał pozostawić wyniku w ich rękach.

Szczerze mówiąc, wiedziałem, że przegrywam. Oczywiście w trakcie walki nie patrzę na karty punktowe, bo jestem w środku pojedynku i inaczej to wszystko odbieram. Uważałem, że wygrałem pierwszą rundę, druga mogła pójść w obie strony, a wiedziałem, że trzecia i czwarta należały do niego. Pomyślałem więc, że możemy mieć 2-2, ale jeśli walka pójdzie na pełen dystans, prawdopodobnie on wygra, bo czwarta runda była zdecydowanie jego.

Dlatego przed ostatnią rundą Rosas postawił wszystko na jedną kartę.

Właśnie dlatego pomyślałem: muszę go skończyć. Nie chciałem mieć później wątpliwości, czy wygrałem, czy przegrałem. Wiedziałem, że w piątej rundzie muszę szukać skończenia. To był mój plan.

Ostatecznie Rosas dopiął swego i zwyciężył przez techniczny nokaut w piątej rundzie. W tym przypadku triumf miał jednak zupełnie inny ciężar ze względu na stan Barcelosa po zakończeniu pojedynku.

Meksykanin podkreślał, że cieszy się ze swojego występu, ale jednocześnie najważniejsze było dla niego to, że jego rywal wrócił do zdrowia.

Zobacz także: Raoni Barcelos zabrał głos po dramatycznych scenach na UFC Vegas 121

źródło: The Ariel Helwani Show | foto: Jeff Bottari/Zuffa LLC