Reinier de Ridder udanie zadebiutował w wadze półciężkiej podczas gali UFC Sacramento, kończąc Romana Dolidze ciosami w parterze już w pierwszej rundzie. Holender po zwycięstwie przyznał, że przejście do wyższej kategorii znacząco poprawiło jego przygotowania i samą walkę, choć wciąż musiał zmierzyć się z trudami redukcji do limitu 205 funtów. Teraz „RDR” chce kolejnego wyzwania – najlepiej z zawodnikiem z pierwszej dziesiątki.

Reinier de Ridder przed galą UFC Sacramento po raz pierwszy w swojej karierze w organizacji UFC miał wystąpić w kategorii półciężkiej. Była to dla niego szansa na rozpoczęcie nowego rozdziału po wcześniejszych doświadczeniach w wadze średniej.

Rywalem Holendra został Roman Dolidze, zawodnik znany z bardzo mocnego grapplingu i fizyczności. Gruzin potrafił w przeszłości sprawiać problemy wielu rywalom, szczególnie w parterze, dlatego pojedynek z nim miał być dla De Riddera poważnym testem.

Tymczasem „RDR” nie potrzebował nawet pełnych pięciu minut, aby udowodnić swoją przewagę. Holender sprowadził walkę do parteru, a następnie zasypał Dolidze ciosami, zmuszając sędziego do przerwania pojedynku w pierwszej rundzie.

Po walce w rozmowie z UFC News De Ridder zwrócił uwagę na jeden z elementów, którego spodziewał się po swoim rywalu.

De Ridder doskonale wiedział, czego spodziewać się po Dolidze

Dolidze od lat chętnie korzysta z prób atakowania nóg rywali. Gruzin również tym razem próbował doprowadzić do sytuacji, w której mógłby zaatakować nogę Holendra, jednak De Ridder był na to przygotowany.

Holender podkreślił, że przez ponad dekadę pracował nad obroną przed tego typu technikami i znał kolejne etapy ataku swojego przeciwnika.

Tak, wiedziałem, że będzie chciał to zrobić. Robi to w każdej walce. Chce złapać nogę i zaatakować ją dźwignią, ale bronię się przed takimi technikami od ponad dziesięciu lat. Wiem, co nadchodzi. Znam każdy kolejny krok, który zamierza wykonać. Byłem więc na to gotowy i chciałem go zranić w momencie, gdy po to sięgnie. Udało mi się to zrobić, więc byłem z tego bardzo zadowolony.

Właśnie w tym momencie walka zaczęła układać się po myśli De Riddera. Holender nie tylko zneutralizował jedną z najgroźniejszych broni Dolidze, ale następnie sam wykorzystał parter, aby zakończyć pojedynek.

Wyższa kategoria zrobiła różnicę

Jednym z najważniejszych tematów po walce było to, jak De Ridder czuł się w nowej kategorii wagowej. Holender nie ukrywał, że zarówno obóz przygotowawczy, jak i sam tydzień walki przebiegły znacznie lepiej niż wcześniej.

Nie oznacza to jednak, że zbijanie do limitu 205 funtów było dla niego całkowicie bezproblemowe.

Wszystko było lepsze. Obóz był lepszy. Tydzień walki był o wiele lepszy. Nadal jednak zbijanie wagi nie było łatwe. Wciąż wymagało trochę pracy, żeby zejść do 205 funtów. Ale jest o wiele przyjemniej, o wiele lepiej. Naprawdę powinniśmy coś zrobić z tym całym zbijaniem wagi.

To właśnie kwestia limitów wagowych może być jednym z elementów, które w przyszłości będą miały znaczenie dla decyzji Holendra dotyczących kategorii, w której chce kontynuować karierę.

Na ten moment De Ridder nie ma jednak powodów, aby myśleć o powrocie do średniej. W debiucie w półciężkiej zaprezentował się bardzo dobrze i zakończył pojedynek przed czasem.

„Chcę zawodnika z pierwszej dziesiątki”

Po efektownym zwycięstwie Holender nie zamierza długo czekać na kolejne wyzwanie. De Ridder od razu wskazał, jaki powinien być następny krok w jego karierze.

Jego zdaniem najbardziej logicznym rozwiązaniem byłoby zestawienie go z jednym z zawodników znajdujących się obecnie w pierwszej dziesiątce rankingu wagi półciężkiej.

Znalezienie kolejnego zawodnika z pierwszej dziesiątki jest tym, co wydaje mi się najbardziej logiczne. I ktokolwiek. Tak, tak. Mam na myśli wielu gości. Paulo, Jiri, jest tak wiele świetnych walk. Jedziemy.

Holender wymienił więc między innymi Paulo Costę oraz Jiříego Procházkę. Obaj stanowiliby dla niego znacznie poważniejszy test niż Dolidze, a potencjalne zwycięstwo nad którymkolwiek z nich mogłoby bardzo szybko wynieść De Riddera do ścisłej czołówki kategorii półciężkiej.

Teraz czas na świętowanie i powrót do domu

Po zwycięstwie De Ridder nie zamierzał od razu rozpoczynać kolejnego obozu. Holender chciał przede wszystkim nacieszyć się sukcesem, spędzić czas z przyjaciółmi i wrócić do swoich najbliższych.

W jego słowach było jednak widać, jak dużym kosztem wiążą się długie przygotowania do walk.

To najlepsza rzecz do zrobienia i jednocześnie najgorsza, ponieważ muszę wyjechać, całkowicie skupić się na walce i naprawdę wejść w odpowiedni tryb, żeby zaprezentować się tak, jak wiem, że potrafię. Ale jednocześnie każdego dnia boli mnie to, że nie mogę przytulić swoich dzieci i ich nie widzę. To nie jest łatwe.

Po wszystkim przyszedł jednak moment na odrobinę luzu.

Wypiję kilka piw, wyjdę z moimi Turkami, Amerykanami i przyjaciółmi, zjem coś dobrego, wypiję jeszcze kilka piw, a jutro rano wsiądę do samolotu z lekkim kacem i jak najszybciej wrócę do domu.

Dla De Riddera był to więc nie tylko udany debiut w nowej kategorii, ale także ważny sygnał przed dalszą częścią kariery. Holender pokonał zawodnika, który zwykle potrafi postawić rywalom trudne warunki, a teraz chce od razu sprawdzić się na tle jednego z najwyżej sklasyfikowanych półciężkich UFC.

Zobacz także: Ujawniono wypłaty zawodników po UFC Sacramento. Wiemy, kto zarobił najwięcej

źródło: wywiad dla UFC News / X | foto: Chris Unger/Zuffa LLC