Robert Bryczek wróci do oktagonu UFC już 26 września podczas gali UFC Vegas 121, gdzie zmierzy się z jednym z najgroźniejszych grapplerów w całej kategorii średniej – pięciokrotnym mistrzem świata brazylijskiego jiu-jitsu Rodolfo Vieirą. Polak nie ukrywa, że przygotowania do tego pojedynku są wyjątkowo wymagające, a znaczną część obozu spędza w płaszczyznach, które nie należą do jego największych atutów. Po porażce z Camem Rowstonem Bryczek wyciągnął konkretne wnioski i wprowadził zmiany, które mają pomóc mu w najważniejszym wyzwaniu od czasu podpisania kontraktu z UFC.

Dla Roberta Bryczka będzie to czwarty występ w największej organizacji MMA na świecie. Polak ma obecnie rekord 1-2 w UFC – po nieudanym debiucie z Ihorem Potierią odniósł efektowne zwycięstwo przez nokaut nad Bradem Tavaresem, a w ostatnim pojedynku musiał uznać wyższość Cama Rowstona.

26 września czeka go jednak zupełnie inne wyzwanie. Po drugiej stronie oktagonu stanie Rodolfo Vieira, pięciokrotny mistrz świata brazylijskiego jiu-jitsu i zawodnik, którego największym atutem od lat pozostaje walka w parterze.

Bryczek doskonale zdaje sobie sprawę, czego może spodziewać się po Brazylijczyku. I właśnie dlatego jego obecny obóz przygotowawczy znacząco różni się od poprzednich.

„Wnioski są wyciągnięte. Wiemy, co poprawić”

Ostatnia walka Bryczka odbyła się 2 maja w Perth. Polak przegrał wówczas jednogłośną decyzją z Camem Rowstonem, który od początku pojedynku postawił na zapasy i mocno utrudnił Bryczkowi narzucenie własnego stylu.

Sam zawodnik nie chce dziś szukać wymówek ani umniejszać swojemu przeciwnikowi. Przyznaje jednak, że przed tamtą walką pojawiły się problemy, które jego team dobrze rozumie, choć nie zamierza ich publicznie szczegółowo omawiać.

Przyczyny mi i mojemu teamowi są doskonale znane. Na ile mogliśmy, to myślę, że wykonaliśmy plan podczas obozu w stu procentach, ale jak zawsze czasami są pewne kłody pod nogami. Nie chcę tutaj tego tematu jakoś bardzo mocno rozwlekać, bo nie chciałbym też umniejszać mojemu przeciwnikowi, szukać jakichś wymówek. Co by się nie działo, to te walki bierze się. Oczywiście mogłem z walki zrezygnować, ale moim zdaniem przyczyny nie były na tyle poważne, żeby tej walki nie brać. Myślę, że duży aspekt odegrała też aklimatyzacja i sam fakt, że walka była między ścianami gospodarza, którym był mój rywal. Tego dnia po prostu był lepszy. Wnioski wyciągnięte, wiemy, co poprawić i działam.

Bryczek przyznaje, że szczególnie mocno odczuł początek pojedynku. Choć pierwsze próby obaleń udało mu się skutecznie odeprzeć, kosztowało go to znacznie więcej energii, niż się spodziewał.

Nie wszedłem w tę walkę tak, jakbym chciał. Bardzo mocno odczułem ciało. Spodziewaliśmy się, że rywal może zmienić taktykę i pójść w parter. Nie sądziliśmy, że tak szybko, ale to, co mnie zaskoczyło, to na pewno to, ile energii odebrały mi te próby obaleń i obron na samym początku. O ile te dwie pierwsze obroniłem i wstałem do góry, to naprawdę czułem, że moje ciało bardzo mocno to odczuło. Bardzo mocno się zakwasiłem i później zgubiłem już tempo walki.

To właśnie doświadczenie z Perth stało się jednym z najważniejszych punktów wyjścia do zmian w obecnym obozie.

Zmiany w przygotowaniach przed UFC Vegas 121

Bryczek nie zdecydował się na rewolucję w swoim narożniku. Team pozostaje ten sam, ale Polak wraz ze sztabem znacznie dokładniej przyjrzał się aspektom wydolnościowym i motorycznym.

Zawodnik przeszedł bardziej szczegółowe i kompleksowe testy, które miały pomóc dokładnie określić elementy wymagające poprawy. Efektem jest obóz skonstruowany pod konkretny profil najbliższego przeciwnika. A ten profil jest wyjątkowo jasny.

Vieira od lat jest jednym z najbardziej utytułowanych specjalistów od BJJ, a Bryczek nie ma wątpliwości, że Brazylijczyk będzie dążył do przeniesienia walki na ziemię.

Ten obóz jest bardzo ciężki, szczególnie ze względu na to, że tutaj akurat nie mamy wątpliwości, że rywal na pewno będzie dążył do parteru. Całą początkową i tę decydującą część obozu spędzam mnóstwo czasu w strefach dla mnie niekomfortowych, dlatego obóz jest wyjątkowo ciężki.

Polak obecnie przygotowuje się między innymi w Gdyni, gdzie korzysta z doświadczenia specjalistów od grapplingu.

Jest dużo takich elementów. Akurat jestem w Gdyni i to też nie jest miejsce przypadkowe. Jeżeli chodzi o grappling, to tutaj jest znane miejsce – Piranha Gdynia i Zybi Tyszka. Myślę, że lepszej osoby, jeżeli chodzi o aspekty parterowe, nie mogę dobrać.

„To jest pięciokrotny mistrz świata. Nie będę udowadniał, że jestem od niego lepszy”

Bryczek nie zamierza jednak poświęcać całego obozu na próbę dorównania Vieirze w jego największej specjalności.

Polak doskonale rozumie skalę sportowych osiągnięć Brazylijczyka i otwarcie przyznaje, że walka w oktagonie nie będzie pojedynkiem, w którym będzie próbował udowodnić wyższość w brazylijskim jiu-jitsu.

Oczywiście nie chodzi o to, żeby teraz zamienić się w zawodnika jiu-jitsu i starać się udowadniać w walce z Vieirą, że moje jiu-jitsu jest na podobnym poziomie, bo trzeba odpowiedzieć sobie wprost, że nie jest. To jest pięciokrotny mistrz świata, więc taktyka na tę walkę będzie prosta. Wiadomo, chcemy zapobiegać pewnym sytuacjom.

To niezwykle istotne zdanie w kontekście całego zestawienia. Bryczek nie chce bowiem grać według zasad, które najbardziej odpowiadają Brazylijczykowi. Jego zadaniem będzie przede wszystkim ograniczenie okazji do wykorzystania przez Vieirę grapplingu, przetrwanie najgroźniejszych momentów i narzucenie walki tam, gdzie Polak czuje się najlepiej.

Sam zawodnik otwarcie mówi, że kluczowe może być już pierwsze pięć minut.

Myślę, że pierwsza runda też będzie decydująca, jeżeli chodzi o jej przebieg. Może być tak, że skończy się to już oczywiście w tej pierwszej rundzie, a może być tak, że pojedynek wyjdzie poza pierwszą i pewne czynniki będą odgrywać decydującą rolę.

Bryczek chce narzucić swój styl

Starcie z Vieirą będzie klasycznym zestawieniem dwóch zupełnie różnych specjalizacji. Brazylijczyk od lat budował swoją markę na wybitnym parterze, natomiast Bryczek największe sukcesy odnosił dzięki stójce i sile uderzeń.

Polak nie ukrywa, że właśnie tam chce rozstrzygnąć pojedynek.

Myślę, że to nie jest tajemnicą. Większość moich walk tak wygląda. Walka rozegra się tutaj o to, kto narzuci swój styl walki. To jest pięciokrotny mistrz świata w jiu-jitsu, więc ja tutaj nie będę starał się udowodnić, że jestem w tej płaszczyźnie od niego lepszy, ale to jest MMA, to nie jest jiu-jitsu.

Bryczek zwraca również uwagę na fakt, że nawet zawodnik o tak imponujących osiągnięciach grapplerskich jak Vieira w przeszłości przegrywał pojedynki w UFC z rywalami, którzy potrafili przetrwać jego najgroźniejsze momenty.

To właśnie w tym Polak widzi jeden z kluczy do zwycięstwa.

Jak wiemy, Rodolfo przegrywał też swoje walki w UFC z zawodnikami, którzy wcale nie byli wybitni w tej płaszczyźnie, w której on jest, a znajdowali się w niej i potrafili wyjść z opresji. Także i w jego grze są pewne rzeczy.

„Nie robię sobie dodatkowej presji”

Rekord 1-2 w UFC sprawia, że wokół kolejnej walki Bryczka naturalnie pojawiają się pytania dotyczące jego sytuacji w organizacji. Sam zawodnik zdecydowanie odcina się jednak od narracji o pojedynku „o wszystko”.

Nie chce dokładać sobie presji związanej z kontraktem i podkreśla, że jego podejście pozostaje przede wszystkim sportowe.

Media lubią to robić i praktycznie wychodzi na to, że każda następna walka jest walką o wszystko. Ja tak do tego nie podchodzę. Mamy mnóstwo przykładów z bliższego czy dalszego otoczenia sportowego, że naprawdę nie ma reguły. Można mieć serię zwycięstw, ale wygrywać brzydko i stracić kontrakt, a można mieć serię porażek, ale zawalczysz w takim stylu, że organizacja chce z tobą przedłużyć kontrakt.

Bryczek podkreśla, że niezależnie od spekulacji dotyczących jego przyszłości nie zamierza zmieniać swojego nastawienia.

Nie przejmujemy się tym. Ja sobie nie robię jakiejś dodatkowej presji i podchodzę do tego stricte sportowo. Wiem, że fajnie się sprzedaje takie tło emocjonalne, że to walka o być albo nie być, ale ja jestem zawodnikiem ze starej szkoły i dla mnie przede wszystkim liczy się wyzwanie sportowe.

Szybki powrót po porażce i wyjątkowo ciężki obóz

Po przegranej z Rowstonem Bryczek zrobił sobie około dwóch tygodni przerwy. Nie zamierzał jednak długo pozostawać poza salą treningową. Wrócił stopniowo, bez natychmiastowego wchodzenia w najmocniejsze sparingi, ale z jasnym celem – poprawić elementy, które zawiodły w ostatnim występie. Teraz znajduje się już w końcowej fazie przygotowań. Polak zapowiada, że jeszcze przez niespełna dwa tygodnie pozostanie w intensywnym okresie treningowym, zanim zacznie stopniowo schodzić z obciążeń i budować świeżość przed galą.

Do Stanów Zjednoczonych poleci większą ekipą. Co ciekawe, podczas tego samego wyjazdu do Dana White’s Contender Series szykuje się również Damian Piwowarczyk, a Bryczek ma nadzieję, że cały polski zespół wróci z Ameryki z powodami do świętowania.

Fajnie, bo lecimy większą ekipą. Będzie na pewno raźniej i mam nadzieję, że będziemy się cieszyć dwoma zwycięstwami i kolejnym zawodnikiem podpisanym przez UFC.

26 września Bryczek stanie więc przed jednym z najtrudniejszych stylistycznie wyzwań w swojej dotychczasowej karierze. Po doświadczeniach z Perth Polak zmienił część przygotowań, szczególnie mocno skupiając się na wydolności, obronie przed zapasami i funkcjonowaniu w niewygodnych dla siebie pozycjach.

Nie zamierza jednak zostać grapplerem na potrzeby jednej walki. Plan wydaje się jasny: przygotować się na najgorsze scenariusze w parterze, nie pozwolić Vieirze narzucić jego gry i wykorzystać momenty, w których pojedynek znajdzie się tam, gdzie Bryczek czuje się najmocniejszy.

Dla Polaka będzie to kolejna okazja, aby udowodnić, że po porażce potrafi szybko wyciągać wnioski. A starcie z jednym z najbardziej utytułowanych grapplerów w historii UFC może być jednocześnie jednym z najważniejszych testów jego dotychczasowej kariery.

Zobacz także: Robert Bryczek ujawnia: UFC najpierw zaproponowało mu Kevina Gasteluma!