Roman Szymański wrócił do swojej ostatniej walki z Valeriu Mirceą i pierwszy raz tak otwarcie opowiedział o problemach zdrowotnych, z którymi wychodził wtedy do klatki. Polak nie ukrywa, że do dziś uważa, iż przegrał tamtego wieczoru bardziej z własnym organizmem niż z samym Mołdawianinem.
Już jutro podczas XTB KSW 118 w Kaliszu dojdzie do trzeciego starcia Romana Szymańskiego z Valeriu Mirceą. Bilans ich rywalizacji wynosi obecnie 1-1, ale zawodnik z Poznania przekonuje, że druga walka wyglądałaby zupełnie inaczej, gdyby nie problemy zdrowotne tuż przed wejściem do klatki.
„Nie mogłem się rozgrzać. Choroba zabrała mi prąd”
Szymański zdradził, że dzień przed drugim pojedynkiem z Mirceą mocno się rozchorował. Mimo fatalnego samopoczucia zdecydował się jednak wyjść do walki.
Ja tam dzień przed walką, na ważeniu, się rozchorowałem. W dniu walki brałem ciężki antybiotyk. Była turbo gorączka. Ja się wtedy nie mogłem w ogóle rozgrzać. Ale to nie chodzi o żadne tłumaczenie się. Ta walka była bardzo bliska, split decision, mogła pójść w dwie strony.
Roman Szymański uważa jednak, że końcówka walki wyraźnie pokazała, jak bardzo organizm odmówił mu wtedy posłuszeństwa.
Uważam, że ja wtedy nie przegrałem z Valeriu. Przegrałem z tym, że choroba zabrała mi prąd. Wszystko w tej walce pasowało. Później jeszcze analizowałem ją kilka razy i zastanawiałem się, co poprawić, ale doszedłem do wniosku, że nic bym nie zmienił. Poprowadziłbym tę walkę dokładnie tak samo. Tylko zabrakło zdrowia.
Polak podkreśla, że teraz sytuacja wygląda już zupełnie inaczej.
Dzisiaj jest zdrowie i mam nadzieję, że jutro też będzie. Jeśli tak będzie, to wszystko się wyjaśni.
„Jak wyjdzie jak ostatnio, mogę go zesmaszować”
Szymański odniósł się również do ostatniego występu Mircei przeciwko Wilsonowi Vareli. Zdaniem Polaka Mołdawianin zaprezentował się wtedy zdecydowanie poniżej oczekiwań.
Ja też liczę, że obaj wyjdziemy w topowej formie. Ale po jego ostatniej walce… jakby wyszedł tak samo jutro, to czasami mogę go zesmaszować w pierwszej rundzie.
Zdaniem zawodnika z Poznania pojedynek Mircei z Varelą był jednym z najbardziej zachowawczych starć ostatnich miesięcy.
Oni wyszli tak, jakby obaj nie chcieli sobie zrobić krzywdy. Jeden przechodził walkę, drugi przeuciekał. I minęło 15 minut. Szczerze? Bardziej nie rozumiem Vareli. Przegrywasz dwie rundy i w trzeciej dalej robisz dokładnie to samo. No idziesz pełnym ogniem albo giniesz. Nie było tam żadnego ryzyka.
„Wygrywam z jedynką. Następna walka powinna być o pas”
W rozmowie pojawił się również temat sytuacji w kategorii lekkiej po odejściu Salahdine’a Parnasse’a. Szymański jasno zaznaczył, że jego zdaniem zwycięzca trylogii z Mirceą powinien znaleźć się o krok od walki mistrzowskiej.
Ja się biję z numerem jeden rankingu, więc uważam, że kolejna moja walka po zwycięstwie powinna być już o pas. Tym bardziej, że wcześniej wygrałem też z Kacprem Formelą, który był numerem jeden w kategorii 66 kg.
Do trzeciej walki Romana Szymańskiego z Valeriu Mirceą dojdzie już jutro podczas gali XTB KSW 118 w Kaliszu.
Zobacz także: Szymon Kołecki z czarnym pasem BJJ. Podwójny mistrz Babilon MMA doceniony po latach pracy
