Site icon InTheCage.pl

Ronda Rousey po powrocie do MMA: „To było dokładnie to, czego potrzebowałam”

Ronda Rousey po powrocie do MMA: „To było dokładnie to, czego potrzebowałam”

Ronda Rousey wróciła do MMA po niemal dziesięciu latach i zrobiła to w swoim stylu. Była mistrzyni UFC błyskawicznie poddała Ginę Carano balachą już po 17 sekundach walki wieczoru gali MVP MMA 1. Po wszystkim Amerykanka nie ukrywała ogromnych emocji i przyznała, że ten występ całkowicie zmienił jej relację z MMA. Rousey bardzo szczerze opowiadała również o traumie związanej z końcówką kariery w UFC, kontuzji przed samą walką, konflikcie z dawną organizacją oraz o tym, dlaczego uważa, że MMA potrzebuje realnej konkurencji dla UFC.

Main event gali MVP MMA 1 trwał zaledwie kilkanaście sekund. Ronda Rousey szybko skróciła dystans, obaliła Ginę Carano i błyskawicznie zapięła swoją firmową balachę.

Dla byłej mistrzyni UFC był to pierwszy występ w MMA od niemal dekady.

„Tylko Gina mogła mnie sprowadzić z powrotem”

Ronda Rousey nie ukrywała, że ogromny wpływ na jej decyzję o powrocie miała właśnie Gina Carano.

Ona jest jedyną osobą, która mogła sprowadzić mnie do MMA i jedyną, która mogła sprowadzić mnie z powrotem. Cały sukces, jaki osiągnęłam w życiu, wszystko finansowo i zawodowo… to dzięki niej. Gdyby nie Gina, dalej jeździłabym po świecie i prowadziła seminaria judo.

Rousey przyznała, że ten obóz przygotowawczy kompletnie zmienił jej podejście do sportu.

W tej walce i podczas tego obozu zrozumiałam, jak powinnam była robić to od samego początku. Po raz pierwszy od bardzo dawna nie czułam po walce ulgi. Nie miałam tego ogromnego stresu i lęku. To było dokładnie to, czego potrzebowałam. To było zamknięcie pewnego rozdziału.

„Jakby ktoś wyrzucił ze mnie ducha”

Była mistrzyni UFC bardzo mocno otworzyła się też na temat końcówki swojej kariery w dawnej organizacji.

Rousey przyznała, że przez lata nosiła w sobie ogromny ciężar związany z tamtym okresem.

Czuję się tak, jakby ktoś wyrzucił ze mnie ducha. Zdjął ze mnie ciężar, którego nawet nie wiedziałam, że nadal go noszę.

Amerykanka podkreśliła, że dzięki tej walce odzyskała radość z MMA.

Po raz pierwszy naprawdę chłonęłam tę chwilę zamiast po prostu przez nią przechodzić. W drodze na halę puszczałam Tupaca, świetnie się bawiłam i myślałam sobie: „K*rwa, jestem w tym naprawdę dobra”. Czułam, że dokładnie do tego zostałam stworzona.

„UFC potrzebuje konkurencji”

Jednym z najgłośniejszych tematów konferencji były także wypowiedzi Rousey o UFC i sytuacji zawodników.

Amerykanka otwarcie stwierdziła, że największa organizacja świata potrzebuje rywala.

UFC potrzebuje konkurencji. To najlepsze, co może ich spotkać. Uważam, że MVP MMA byłoby najlepszą organizacją do tej roli.

Rousey skomentowała też sytuację Jona Jonesa, który według niej jest zbyt mocno ograniczany kontraktem.

Jeśli jesteś niezależnym zawodnikiem, powinieneś mieć możliwość walczyć gdzie chcesz. To niesprawiedliwe, że ktoś nie jest traktowany jak pracownik, ale jednocześnie nie może pracować dla kogo chce.

„Nigdy nie walczyłam zdrowa”

Rousey ujawniła również, że do walki z Giną Carano wyszła z kontuzją stopy i kostki.

Skręciłam mocno kostkę jakieś dwa i pół tygodnia temu. Ale praktycznie nigdy nie miałam walki, do której wychodziłam całkowicie zdrowa.

Była mistrzyni przyznała, że przez cały fight week ukrywała uraz.

Na treningu medialnym bardzo uważałam, żeby nie było widać, że kuleję. Na ważeniu próbowałam zrobić wszystko, żeby nie było widać bólu.

Mimo problemów zdrowotnych nawet przez chwilę nie rozważała wycofania się z pojedynku.

Jestem najlepsza w robieniu takich rzeczy. Zawsze przechodzę przez ból.

„To lepsze niż zakończenie kariery bez porażki”

Rousey została też zapytana o dawny cel zakończenia kariery bez porażki.

Dziś patrzy na to zupełnie inaczej.

To jest dużo lepsze niż odejście niepokonaną. Gdybym zakończyła karierę jako mistrzyni bez porażki, zabrałabym całą wartość tej dywizji ze sobą. To był egoistyczny cel.

Amerykanka uważa, że jej późniejsze porażki pozwoliły kobiecemu MMA dalej się rozwijać.

„Jestem cholernie dobra w promowaniu”

Rousey zaskoczyła też bardzo otwartym podejściem do promocji gal i budowania narracji wokół walk.

Zdaniem byłej mistrzyni większość zawodników kompletnie nie rozumie, jak ważny jest ten element.

Trzeba promować się tak samo ciężko, jak się trenuje. Wielu zawodników chce po prostu przyjść, zawalczyć i wrócić do domu. Ale to nie są igrzyska olimpijskie. Waszą pracą jest sprawić, żeby ludzie chcieli oglądać wasze walki.

Rousey uważa, że właśnie storytelling jest dziś kluczowy w MMA.

Promocja to forma opowiadania historii. Trzeba zrozumieć, jaka historia powstaje z zestawienia dwóch konkretnych ludzi.

Na koniec była mistrzyni UFC nie ukrywała, że… zwyczajnie świetnie odnalazła się w tej roli.

Jedną rzecz zrozumiałam podczas tego wszystkiego – jestem cholernie dobra w promowaniu. I naprawdę dobrze się przy tym bawiłam.

Choć Ronda Rousey nie potwierdziła kolejnych walk, przyznała, że po tym występie może spokojnie zamknąć rozdział związany z MMA.

To był idealny sposób, żeby odejść. Osiągnęłam szczyt i odchodzę.

Zobacz takżeSalahdine Parnasse demoluje Crossa w debiucie dla MVP! Pora na UFC?

źródło: konferencja prasowa MVP MMA 1

Exit mobile version