To nie była zwykła walka i nie chodziło w niej o sportowy wynik. Stawka była znacznie większa – konkretna pomoc i realne pieniądze. Marcin Różalski wrócił do klatki KSW nie dla siebie, ale po to, by domknąć jedną z najważniejszych akcji charytatywnych ostatnich lat w polskim MMA.
Podczas gali XTB KSW 113 w Łodzi Marcin Różalski stoczył specjalny, charytatywny pojedynek ze Stjepanem „Stipe” Bekavacem. Walka była bezpośrednio powiązana z akcją ratowania Różalandu – inicjatywy, która w ostatnich miesiącach znalazła się w bardzo trudnej sytuacji finansowej.
Jak podkreślał Artur Ostaszewski, od samego początku było jasne, że ten występ nie ma nic wspólnego z klasycznym powrotem sportowym.
To nie był comeback. To była decyzja podjęta z myślą o czymś znacznie większym niż wynik walki.
– zaznaczał menedżer.
Zbiórka, która jeszcze przed galą oscylowała w okolicach kilkuset tysięcy złotych, w dniu wydarzenia przekroczyła milion złotych. Kluczowe było także wsparcie ze strony Canal+, które – zgodnie z umową – miało dopełnić całość po gali. W praktyce oznaczało to jedno: Różaland został uratowany.
Można spokojnie powiedzieć, że cel został osiągnięty. Uratowaliśmy Różaland. Ta historia ma szczęśliwe zakończenie.
– przyznał Ostaszewski w rozmowie z naszą redakcją.
Sam pojedynek miał wymiar symboliczny. Różalski, który od dawna powtarzał, że jego rozdział sportowy jest zamknięty, wyszedł do klatki jeszcze raz – świadomie, na własnych warunkach i w jasno określonym celu. Bez narracji o powrocie, bez budowania przyszłości w sportach walki. Tylko jedna walka, jeden wieczór i jedna misja.
Marcin niczego nie musiał już nikomu udowadniać. Zrobił to, bo chciał pomóc.
– słyszymy.
XTB KSW 113 zapamiętana zostanie więc nie tylko jako kolejna gala największej organizacji MMA w Europie, ale jako wydarzenie, które realnie przełożyło się na czyjeś życie poza klatką.
Zobacz także: Artur Ostaszewski podsumowuje rok 2025: „To był moment, w którym sinusoida znów poszła w górę”
foto: materiały prasowe KSW
