Sean Brady wraca do gry i nie gryzie się w język. Amerykanin zdradził kulisy swojej ostatniej porażki, uderzył w przyszłego rywala i jasno wskazał, kto jego zdaniem rządzi w wadze półśredniej.
Po przegranej z Michaelem Moralesem Sean Brady ponownie wejdzie do klatki – tym razem w New Jersey, znacznie bliżej rodzinnej Filadelfii. Jak sam przyznaje, decyzja była prosta.
„Biorę każdą walkę blisko domu”
Każdą walkę blisko domu biorę w ciemno. Nie muszę lecieć przez cały kraj z rodziną, możemy po prostu podjechać samochodem. To ogromna różnica.
Co ciekawe, Brady zrezygnował z walki wieczoru i pięciu rund na rzecz pojedynku na trzy rundy.
Main event jest fajny, ale pięć rund to ogromne obciążenie dla organizmu. Trzy rundy? Biorę to bez problemu.
Kulisy porażki: „Nie wiedziałem, czy walczę”
Największe wrażenie robią jednak jego słowa o ostatnim występie.
Od czwartku do samego dnia walki nie wiedziałem, czy w ogóle będę walczył. Były problemy medyczne i ogromny stres.
Amerykanin podkreśla, że nie chce się usprawiedliwiać, ale sytuacja była daleka od idealnej.
Mogłem wyjść i go skończyć albo on mógł zrobić to, co zrobił. Nie wykonałem swojego planu i za to zapłaciłem.
„Pierwszy raz zostałem znokautowany”
Brady przyznał, że porażka z Moralesem była dla niego czymś nowym.
To pierwszy raz w życiu, kiedy zostałem znokautowany. Ani w treningu, ani w walce wcześniej to się nie zdarzyło.
Buckley? „Za dużo gada”
Najwięcej emocji wzbudza jego konflikt z nadchodzącym rywalem.
On po prostu za dużo gada. Zablokowałem go, bo nie chcę słuchać tych głupot.
Brady odniósł się też do ich spotkania twarzą w twarz.
Rozmawialiśmy kilka minut. Nie było żadnego „ustawiania mnie”. Nikt mnie nie będzie próbował zastraszać.
Szacunek sportowy, ale bez sympatii
Mimo personalnego konfliktu, Brady docenia umiejętności przeciwnika.
To świetny zawodnik. Atletyczny, eksplozywny, ma potężny nokautujący cios. Traktuję go bardzo poważnie.
Sytuacja w dywizji: „Totalny chaos”
Amerykanin nie ukrywa, że w wadze półśredniej panuje zamieszanie.
To najbardziej zapchana dywizja. Nie wiadomo, kto dostanie walkę o pas.
Wskazał jednak swoich faworytów.
Tytuł powinni dostać Ian Garry albo Michael Morales.
Prognoza: Islam rozbije Garry’ego?
Brady nie ma złudzeń co do potencjalnej walki o pas.
Jeśli Islam go sprowadzi, to go podda. To byłaby dla niego bardzo trudna noc.
Inne spojrzenie po porażce
Na koniec Amerykanin przyznał, że zmieniło się jego podejście do przegrywania.
Teraz mam rodzinę, dziecko. Nie mam czasu siedzieć i się użalać. Przegrywasz, wracasz do pracy i idziesz dalej.
Brady wróci do klatki 9 maja w New Jersey. Stawka jest jasna – zwycięstwo i powrót do walki o najwyższe cele w jednej z najmocniejszych kategorii UFC.
Zobacz także: Michael „Venom” Page wraca do Londynu: „Chcę znowu straszyć całą dywizję”
źródło: The Ariel Helwani Show | foto: UFC.com
