Sean O’Malley uważa, że mimo dwóch porażek z Merabem Dvalishvilim jego sufit w UFC wciąż znajduje się znacznie wyżej. Były mistrz wagi koguciej mówi o „drugiej motywacji” i przekonuje, że największe zwycięstwa w jego karierze mogą być jeszcze przed nim.

Sean O’Malley ma za sobą okres, w którym jego kariera znacząco się zmieniła. Z zawodnika przebijającego się do ścisłej czołówki UFC stał się mistrzem, jedną z największych gwiazd organizacji i człowiekiem, który osiągnął finansowy sukces. Po ostatnich niepowodzeniach „Sugar” nie zamierza jednak zwalniać tempa.

W rozmowie dla UFC on Paramount+ Amerykanin podsumował swoją drogę – od przeprowadzki z Montany do Arizony i spania na niewygodnym futonie w mieszkaniu Tima Welcha aż po dzisiejszą pozycję w MMA. Przyznał, że jest wdzięczny za to, co udało mu się osiągnąć, ale jednocześnie uważa, że jego potencjał wciąż nie został w pełni wykorzystany.

„Czuję, że mój sufit jest znacznie wyżej”

Porażki z Merabem Dvalishvilim wyhamowały rozpęd O’Malleya, który wcześniej wspiął się na sam szczyt kategorii koguciej. Sam zawodnik nie postrzega jednak tego jako końca swojej drogi, lecz raczej moment, po którym może rozpocząć kolejny etap kariery.

Jestem wdzięczny, ponieważ przez ostatnie 12 lat, odkąd trenuję w Arizonie, widziałem tak wielu różnych gości. Przychodzili do różnych klubów, trenowali. Większość z nich nawet nie dostała się do UFC, niektórzy trafiali do UFC, wygrywali kilka walk, a potem już ich tam nie było. To, że jestem teraz w pozycji, w której zarobiłem dużo pieniędzy, stałem się popularny i zrobiłem to, co sobie założyłem – zostałem jedną z największych gwiazd UFC – jest czymś wyjątkowym. Czuję, że byłem na rakiecie, a te dwie porażki z Merabem trochę mnie zatrzymały i spłaszczyły ten rozpęd. Ale czuję, że mój sufit jest znacznie wyżej. Mam wrażenie, że to może być niemal drugie odrodzenie tego, do czego jestem zdolny. Jestem wdzięczny za to, co osiągnąłem, ale nadal czuję, że jest tam dla mnie znacznie więcej. UFC jest ogromne, możesz dawać piękne występy. Sufit jest nieograniczony, dlatego jestem podekscytowany kontynuowaniem tej podróży”.

O’Malley zwrócił uwagę na coś, co często staje się problemem dla zawodników po osiągnięciu finansowego sukcesu. Gdy celem przestaje być samo zdobycie pieniędzy i zapewnienie sobie przyszłości, znalezienie tej samej motywacji do codziennego, ciężkiego treningu może być znacznie trudniejsze.

Amerykanin uważa jednak, że właśnie w tym momencie jego kariery pojawiło się nowe paliwo.

O’Malley o „drugiej motywacji”. Teraz chce osiągnąć prawdziwą wielkość

31-letni zawodnik podkreślił, że w swoich dwudziestych latach potrafił skoncentrować się na budowaniu kariery i wykorzystaniu możliwości. Teraz chce zrobić dokładnie to samo w kolejnej dekadzie życia.

Jego ambicje nie kończą się na odzyskaniu mistrzowskiego pasa. O’Malley patrzy na całą czołówkę kategorii koguciej i widzi w niej kolejne szanse na zbudowanie naprawdę wielkiego dorobku.

Mam 31 lat, w październiku skończę 32. Naprawdę staram się maksymalnie wykorzystać swój potencjał. Czuję, że w swoich dwudziestych latach zrobiłem dobrą robotę, nie żałuję niczego. Potrafiłem się skoncentrować i zrobić to, co musiałem zrobić. Chcę zrobić to samo w swoich trzydziestych latach. Chcę walczyć i być tak aktywny, jak to tylko możliwe, tak długo, jak długo wytrzyma moje ciało. Czuję też, że mam jeszcze wiele do zaoferowania temu sportowi. To interesujące, bo kiedy się wspinasz, jesteś zmotywowany, żeby coś osiągnąć. Potem dochodzisz do pewnego miejsca i zdajesz sobie sprawę, że naprawdę możesz osiągnąć wielkość. Czuję, że mam teraz drugą motywację – osiągnąć prawdziwą wielkość.

O’Malley wymienił również nazwiska zawodników, których pokonanie mogłoby jego zdaniem znacząco wpłynąć na ocenę całej jego kariery. Wśród nich znaleźli się Merab Dvalishvili, Petr Yan, Umar Nurmagomedov oraz Cory Sandhagen.

Jeśli pokonam Meraba, jeśli wygram ponownie z Petrem, jeśli pokonam Umara, jeśli pokonam Cory’ego – ci goście… Jest jeszcze tyle wielkości do osiągnięcia, a ja czuję, że nadal mogę to wszystko zrobić. To jest właśnie moja motywacja – wielkość.

O’Malley nie ukrywa, kogo chce w walce o pas

Jednym z najważniejszych tematów rozmowy była potencjalna przyszłość O’Malleya w walce o mistrzostwo. Amerykanin przyznał, że w idealnym scenariuszu interesuje go przede wszystkim pojedynek z aktualnym mistrzem.

W kontekście możliwego rewanżu z Petrem Yanem „Sugar” przypomniał, że pierwszy raz spotkał się z Rosjaninem w momencie, gdy znajdował się dopiero na 11. miejscu rankingu. Dlatego zdecydowanie odrzucił sugestie, jakoby miał obawiać się drugiego starcia.

Wziąłem tę walkę, kiedy byłem jedenasty w rankingu, a on był tym gościem. Był już mistrzem, pokonał Aljamaina Sterlinga. Był kimś wielkim. Wziąłem tę walkę, będąc na 11. miejscu, zanim w ogóle walczyłem z kimś z absolutnej czołówki. Mówienie, że się go boję, jest szalone

O’Malley zaznaczył jednocześnie, że jego plan nie polega na ściganiu konkretnego nazwiska niezależnie od sytuacji. Interesuje go przede wszystkim walka z mistrzem.

Po prostu uważam, że to byłaby nowa walka. Jeśli Petr naprawdę chce tego rewanżu, musi wyjść tam i wykonać swoją robotę. W przeciwnym razie zostanę z bilansem 1-0 przeciwko niemu. Ale tak, to jest walka, której chciałem. Chciałem tej walki na gali w Białym Domu, ponieważ on ma pas. Nie ma innego powodu. Chcę walczyć z tym, kto jest mistrzem.

Były czempion kategorii koguciej przyznał również, że po kilku bardzo intensywnych latach chce wykorzystać najbliższy okres na regenerację. Cztery mistrzowskie obozy z rzędu mocno obciążyły jego organizm.

Teraz, kiedy mamy datę, miło jest mieć konkretny termin. Mogę też pozwolić swojemu ciału trochę się wyleczyć. Przez ostatnie trzy, cztery lata byłem bardzo konsekwentny i aktywny. Cztery obozy do walk o pas – to dużo. Naprawdę staram się wykorzystać ten czas, żeby pozwolić ciału faktycznie się zregenerować.

„Tommy jest stworzony do walki”

O’Malley poświęcił również sporo czasu swojemu młodszemu koledze, Tommy’emu McMillenowi, którego historia w pewnym sensie przypomina początki samego „Sugara”.

O’Malley również opuścił Montanę, aby rozwijać się w Arizonie. McMillen podążył podobną drogą i przez pewien czas wynajmował pokój w domu starszego kolegi. Według byłego mistrza UFC jego podopieczny wyróżnia się przede wszystkim ogromną pewnością siebie.

Pamiętam, jak widziałem Tommy’ego, kiedy był naprawdę młody. Jestem chyba cztery lata starszy od niego. Walczyłem kiedyś w Great Falls, skąd on pochodzi, i pamiętam tego małego, może 14-letniego dzieciaka chodzącego tam wokół. Cała ta historia jest szalona. Ja przeprowadziłem się tutaj z Timem, Tommy przeprowadził się tutaj ze mną. To jeden z tych rzadkich dzieciaków, które są stworzone do walki. Myślę, że zaczął trenować zapasy w wieku trzech lat, bardzo wcześnie zaczął też boksować. Całe jego życie kręciło się wokół walki i to widać.

Według O’Malleya największą bronią McMillena może być właśnie przekonanie o własnych możliwościach – cecha, która rosła wraz z kolejnymi sukcesami.

Jego pewność siebie jest czymś wyjątkowym. Żeby wejść do klatki i dobrze walczyć, musisz mieć pewien poziom pewności siebie. Tommy był pewny siebie jeszcze zanim naprawdę pokonał kogoś bardzo dobrego. Potem poszedł do Contender Series i odniósł duże zwycięstwo, co zbudowało jego pewność siebie. Następnie wygrał przez skończenie w debiucie i to dało mu jeszcze więcej pewności. Ale ta ostatnia walka dała mu jej naprawdę ogromnie dużo. Myślę, że właśnie to jest jedna z jego najgroźniejszych cech.

O’Malley podkreślił także, że McMillen nie kreuje sztucznej postaci na potrzeby medialnego rozgłosu.

Myślę, że ludzie sądzą, iż gra jakąś postać. Każdy, kto zna Tommy’ego, powie: 'Nie, to po prostu Tommy’. Tommy jest szalony. Jest trochę inny. Zresztą większość zawodników, którzy wchodzą do klatki, jest trochę innych. On zdecydowanie jest inny. Nie gra żadnej postaci. On naprawdę żyje tym stylem życia. Zawalczy z każdym, gdziekolwiek i kiedykolwiek, w dowolnej wadze. To go nie obchodzi.

Sam O’Malley nie chce jednak narzucać młodszemu koledze swojej drogi. Przyznał, że może udzielić mu podstawowych rad – dotyczących między innymi relacji z UFC, finansów czy utrzymania koncentracji na treningach – ale z popularnością każdy zawodnik musi nauczyć się radzić sobie sam.

O’Malley o McGregorze: „Chcę, żeby wrócił i skończył zwycięstwem”

W końcowej części rozmowy pojawił się również temat Conora McGregora. O’Malley przyznał, że trudno jest ocenić psychikę innego zawodnika po porażce i kontuzji, ale sam chciałby jeszcze zobaczyć Irlandczyka w oktagonie.

„Sugar” zwrócił przy tym uwagę na wyjątkowość kariery McGregora i przyznał, że jego zdaniem kibice mogą dopiero za kilka lub kilkanaście lat w pełni docenić skalę tego, czego byli świadkami.

Naprawdę chcę zobaczyć, jak wraca. Chcę zobaczyć, jak wraca i wygrywa. Chcę, żeby zakończył karierę zwycięstwem. Czuję, że dobrze rozumiem i uświadamiam sobie, jak wielkie szczęście mieliśmy, mogąc oglądać karierę Conora. To będzie jedna z tych rzeczy, że za dziesięć lat spojrzymy wstecz i powiemy: 'Święty Boże, my żyliśmy w tym czasie’. My przeżywamy to właśnie teraz. Bardzo chciałbym, żeby wrócił, odniósł zwycięstwo i zakończył na zwycięstwie.

O’Malley zauważył jednak, że ogromne pieniądze mogą fundamentalnie zmienić sposób myślenia zawodnika o codziennym treningu. Gdy na początku kariery sportowiec walczy o finansowe bezpieczeństwo, motywacja może przychodzić łatwiej niż w momencie, gdy osiągnął już niemal wszystko.

Conor, kiedy się wspinał, był zmotywowany pieniędzmi. Chciał zarobić, wejść na szczyt i odejść. Ja również, kiedy zaczynałem, byłem mocno zmotywowany pieniędzmi. Łatwiej jest iść na trening, kiedy jeszcze tego nie masz, kiedy nadal za tym gonisz. Łatwiej jest być zmotywowanym w drodze na szczyt niż wtedy, gdy już tam dotarłeś i zarobiłeś pieniądze. Wtedy powrót jest po prostu czymś innym. Nie wiem, gdzie on teraz jest mentalnie. Bardzo chciałbym, żeby się skoncentrował, wszedł w kolejny obóz, w pełni się zaangażował i ponownie wykonał swoją robotę.

Słowa O’Malleya dobrze oddają również jego własną sytuację. On także znajduje się już po tej stronie kariery, po której nie musi walczyć o podstawowe finansowe bezpieczeństwo czy udowodnienie, że potrafi wejść na sam szczyt.

Teraz „Sugar” twierdzi jednak, że znalazł nowy powód, by codziennie wracać na matę. Po pierwszej wielkiej wspinaczce chce rozpocząć drugą – tym razem nie po pieniądze czy popularność, ale po miejsce w historii kategorii koguciej.

Zobacz także: Song Yadong typuje zwycięzcę trylogii Dvalishvili vs. Yan

źródło: rozmowa Seana O’Malleya dla UFC on Paramount+