Alex Apodaca sprawiła jedną z największych sensacji w historii Dana White’s Contender Series, pokonując Bellę Mir jako gigantyczny underdog. Po walce zwyciężczyni zdradziła, że już w trakcie pojedynku zauważyła u rywalki oznaki zwątpienia i uważa, że Mir nie była przygotowana na tak wyniszczającą batalię. Apodaca podkreśliła również, że właśnie doświadczenie w „głębokiej wodzie” oraz miesiące niezwykle intensywnych przygotowań pozwoliły jej odwrócić przewidywania ekspertów i bukmacherów.

Pojedynek Belli Mir z Alex Apodacą od początku budził ogromne zainteresowanie ze względu na gigantyczną różnicę w kursach bukmacherskich. Córka byłego mistrza UFC w wadze ciężkiej przystępowała do walki jako największa faworytka w historii kobiecych pojedynków Contender Series, podczas gdy Apodaca była skazywana na porażkę.

Ostatecznie to właśnie 32-letnia zawodniczka narzuciła swoje warunki, szczególnie w drugiej i trzeciej rundzie. Apodaca po walce przyznała, że pewność siebie nie opuściła jej nawet w trudniejszych momentach, a przełomowy okazał się dla niej koniec pierwszej odsłony, kiedy znalazła się na górze.

Tak, kiedy skończyła się pierwsza runda i znalazłam się na górze, wtedy już wiedziałam. Czułam też, że ona jest pokonana. Mogłam to wyczuć, a także zauważyłam, że nie była wcześniej w drugiej i trzeciej rundzie zbyt często. To jest właśnie miejsce, w którym ja żyję. Byłam więc o to całkowicie spokojna.

Apodaca uważa, że jej przeciwniczka mogła nie spodziewać się takiego przebiegu pojedynku. Amerykanka zwróciła uwagę na zachowanie Mir jeszcze przed rozpoczęciem walki i przyznała, że dostrzegła w jej twarzy ogromną pewność siebie.

Myślę, że trochę się w swojej głowie pogubiła. Nie sądzę, żeby spodziewała się, że to będzie aż taka wojna. Myślę, że być może spodziewała się czegoś innego. Widziałam to, kiedy wychodziła. Spojrzałam na jej twarz i pomyślałam: „Okej, ona naprawdę myśli, że już to ma”. Na pewno tak wyglądała.

Apodaca nie chciała słyszeć o kursach

Przed walką praktycznie cała uwaga skupiała się na Mir. Apodaca była jednak świadoma, że bukmacherzy i opinia publiczna nie dają jej większych szans.

Zawodniczka celowo odcięła się od informacji dotyczących kursów. Jak przyznała, nie chciała, aby ktokolwiek z jej otoczenia przekazywał jej, jak ogromną jest underdogiem.

O nie. Nie chciałam tego od nikogo słyszeć. Wiedziałam. Wiedziałam, z czym się mierzę. Myślę, że jeśli skupiasz się na takich rzeczach, to jest to wszystko powierzchowne. To nie jest prawdziwe. Ona i tak musi wejść ze mną do klatki. Więc co za różnica? To tylko to, co wszyscy myślą z zewnątrz. Oni tego nie czują. Oni tego nie wiedzą.

Dopiero po zwycięstwie Apodaca w pełni zdała sobie sprawę ze skali tego, czego dokonała. Sama przyznała, że cała sytuacja nadal wydawała jej się niemal nierealna.

To jest poj*bane. Byłam całkowicie oszołomiona tym wszystkim. Trochę się tego spodziewałam, ale nie sądzę, żeby rzeczywistość naprawdę jeszcze do mnie dotarła. To trochę jak sen na jawie.

Pięć obozów w jednym roku

Jednym z najciekawszych elementów wypowiedzi Apodaki były również kulisy jej przygotowań. Zawodniczka przystępowała do walki zaledwie około miesiąc po poprzednim występie, a mimo to nie zaczynała przygotowań od zera.

Jak wyjaśniła, w tym roku przeszła już przez pięć obozów przygotowawczych. Co więcej, jej poprzednia walka miała być jeszcze innym wyzwaniem, ponieważ dwie rywalki wycofały się z zestawienia.

To było bardzo mocno nastawione na grappling. To dlatego, że w tym roku miałam już pięć obozów przygotowawczych. W walce pod koniec lipca dwie dziewczyny wycofały się z pojedynku, więc był to mój trzeci obóz z rzędu bez żadnej przerwy. Po prostu cały czas harowałam – przygotowanie siłowe i kondycyjne, stójka i tak dalej. Kiedy dowiedziałam się, że moją przeciwniczką będzie Bella, pomyślałam: „Dobra, teraz po prostu dopracujmy te elementy grapplingu i zapasów”. Całą resztę treningu miałam już właściwie zrobioną przez ostatnie trzy miesiące.

To właśnie wcześniejsze doświadczenia sprawiły, że Apodaca nie obawiała się walki, która z czasem stawała się coraz bardziej wymagająca. Jej zdaniem Mir po raz pierwszy znalazła się w sytuacji, w której musiała walczyć przez pełne 15 minut z rywalką, która nie zamierzała się załamać.

„Wprowadzałam się w jedne z najciemniejszych miejsc…”

Apodaca podkreśliła, że „głębokiej wody” nie doświadczyła wyłącznie podczas swoich wcześniejszych walk. Zawodniczka celowo wystawiała się na trudne sytuacje również na treningach, aby w dniu pojedynku nic nie było dla niej zupełnie nowe.

Tak, absolutnie. I co więcej, doświadczałam tej głębokiej wody bardzo często również na treningach. Wprowadzałam się w jedne z najciemniejszych miejsc, właśnie po to, żeby kiedy coś takiego wydarzyło się podczas walki, nie było to dla mnie niczym nowym. Nie chciałam, żeby pierwszy raz, kiedy tego doświadczę, nastąpił właśnie w walce.

Apodaca uważa, że właśnie ten element mógł być jedną z największych różnic pomiędzy nią a Mir. 32-latka ma za sobą znacznie mniej lat w MMA niż jej rywalka, ale w ostatnich latach zdążyła zebrać doświadczenie w trudnych, wymagających pojedynkach.

Jej zdaniem młodsza przeciwniczka potrzebuje przede wszystkim kolejnych walk tego typu.

Szczerze mówiąc, myślę, że ona po prostu potrzebuje więcej doświadczenia w trudnych walkach. To była największa rzecz przed tym pojedynkiem. Ja miałam już naprawdę ciężkie walki. To były trudne pojedynki i przeszłam w nich przez wiele burz. Jestem też od niej o dekadę starsza. Życie jest brutalne. Przeszłam przez trochę g*wna. Ona też do tego dojdzie.

Nie chce już być pomijana

Apodaca przed walką była praktycznie całkowicie pomijana w dyskusjach dotyczących potencjalnego wyniku. Po zwycięstwie sytuacja zmieniła się diametralnie, a sama zawodniczka chce, aby jej nazwisko było od teraz traktowane zdecydowanie poważniej.

Amerykanka zaznaczyła, że nie jest to dla niej nowa sytuacja. Jak przyznała, w ostatnich trzech walkach za każdym razem była wskazywana jako underdog.

Po prostu nie chcę być już pomijana. Myślę, że dzisiaj udowodniłam, że nie powinnam być. Wydaje mi się, że w ostatnich trzech walkach byłam underdogiem. To jest w porządku – underdog city – ale myślę, że teraz ludzie zrozumieją, że jestem większym zagrożeniem, niż sądzili.

Co więcej, Apodaca nie zamierza długo czekać na kolejne duże wyzwania. Mimo że ma już 32 lata, wierzy, że jej kariera może bardzo szybko nabrać tempa.

„Za rok chcę walczyć z zawodniczkami z TOP 10”

Zwycięstwo nad Mir otworzyło przed Apodacą drzwi do UFC, ale zawodniczka już teraz patrzy znacznie dalej. Jej celem jest szybkie wejście na najwyższy poziom dywizji.

Myślę, że wkrótce będę walczyć z zawodniczkami z TOP 10. Mam 32 lata i wiedziałam, że przyjęcie tej walki oznaczało przyspieszoną ścieżkę. Byłam na to gotowa, ponieważ wierzę w swoje umiejętności. Za rok chcę być właśnie w tym miejscu i walczyć z zawodniczkami z TOP 10.

Jednocześnie Apodaca nie zamierza podejmować decyzji dotyczących przyszłości wyłącznie pod kątem sportu. Poza treningami i walkami nadal pracuje na pełen etat w firmie księgowej i, mimo ogromnego zwycięstwa na Contender Series, nie planuje na razie rezygnować z pracy.

Pracuję w firmie księgowej. Mam pełnoetatową pracę i bardzo trudno jest pogodzić to z moim grafikiem. Ale tak naprawdę lubię tę pracę i bardzo lubię ludzi, z którymi pracuję. Nie sądzę, żebym po prostu z niej zrezygnowała. Myślę, że będę ją kontynuować. Lubię używać mózgu, więc zamierzam to robić.

Jej współpracownicy doskonale wiedzą jednak, czym zajmuje się poza biurem. Apodaca przyznała, że jej przełożeni i koledzy z pracy wspierają ją podczas przygotowań do walk.

Są naprawdę bardzo wspierający. Mam wobec nich ogromną wdzięczność. Moi szefowie, wszyscy, z którymi pracuję, wiedzą, kiedy mam wolne z powodu walki, wiedzą, kiedy robię wagę. Pojawiam się na rozmowach wideo z podbitym okiem i oni są już do tego całkowicie przyzwyczajeni. Myślę, że to niesamowite mieć tak duże wsparcie od wszystkich ludzi w moim życiu, a szczególnie od osób, dla których pracuję.

Od gimnastyki do MMA

Droga Apodaki do tego miejsca była przy tym nietypowa. Zawodniczka przez lata zajmowała się gimnastyką, a do MMA trafiła stosunkowo późno – pierwsze treningi mieszanych sztuk walki rozpoczęła dopiero w wieku około 26-27 lat.

Wcześniej trenowała między innymi Muay Thai oraz jiu-jitsu. Przełom nastąpił po przeprowadzce do Denver, gdzie po raz pierwszy zaczęła łączyć te elementy w ramach treningu MMA.

Jak wspomina, impuls pojawił się podczas stażu na Uniwersytecie Teksańskim.

Trochę późno zaczęłam. Myślę, że nie zaczęłam trenować MMA aż do 26. czy 27. roku życia. Przez jakiś czas trenowałam Muay Thai, osobno trenowałam też jiu-jitsu. Nie mogłam trenować MMA, dopóki nie przeprowadziłam się do Denver. Ale tak naprawdę od początku chciałam być zawodniczką MMA. Podczas studiów na UT miałam staż, pracowałam między innymi przy sprzedaży bezpośredniej od drzwi do drzwi. Weszłam wtedy do klubu UFC i zobaczyłam fragment z Rondą Rousey. Wiedziałam, że mój tata był fanem UFC i MMA. Pomyślałam wtedy: „Dobra, będę chodzić na cardio kickboxing, żeby poprawić kondycję”. Jeden z trenerów powiedział mi jednak: „Powinnaś chyba naprawdę zacząć to robić”. Odpowiedziałam: „Okej”. A kiedy pierwszy raz dostałam w twarz, pomyślałam: „To było nic”. I wtedy już wiedziałam.

Zawodniczka, która jeszcze niedawno była dla wielu osób anonimowym nazwiskiem, po jednym wieczorze znalazła się w centrum uwagi. Jej kolejne występy będą już obserwowane z zupełnie innej perspektywy.

Apodaca udowodniła bowiem, że ogromny kurs bukmacherski, brak rozpoznawalności czy doświadczenie rywalki nie mają żadnego znaczenia po zamknięciu drzwi klatki. Teraz pozostaje jej wykorzystać największe zwycięstwo w karierze i sprawdzić, jak wysoko może zajść w UFC.

Zobacz także: Dana White reaguje na sensacyjną porażkę Belli Mir

źródło: rozmowa Alex Apodaki z mediami po Dana White’s Contender Series, sezon 10, odcinek 3 | foto: UFC Fight Pass