Iwo Baraniewski w najnowszym odcinku swojego vloga postanowił uchylić rąbka tajemnicy na temat okoliczności, w jakich ustalano jego najbliższego przeciwnika. Przy okazji polski zawodnik odniósł się też do plotki, która na chwilę rozpaliła emocje w polskiej społeczności MMA.
Niepokonany reprezentant Polski nie krył satysfakcji, że informacja o jego kolejnym starciu w końcu ujrzała światło dzienne. Jak podkreślił, sam scenariusz tego pojedynku nie był dla niego żadnym zaskoczeniem, ponieważ znał go od samego początku.
Ta waleczka była od początku. Odkąd się dowiedziałem, że mam walkę, było wiadomo od razu, że to jest ten termin, który jest teraz, czyli Los Angeles, 19 września. Od razu też wiedziałem, że to jest Alonzo Menifield.
wyjaśnił Iwo Baraniewski.
Zawodnik z uśmiechem wspomniał również o zamieszaniu, jakie kilka dni wcześniej wywołały doniesienia o rzekomym starciu z Volkanem Oezdemirem w Paryżu. Baraniewski szczegółowo opisał, jak plotka ta ewoluowała z dnia na dzień, zanim ostatecznie sama się zdezaktualizowała.
Widziałem, że po drodze gdzieś tam było jakieś zamieszanie na temat mojej walki z Volkanem Oezdemirem. Śmiesznie, bo to wyglądało tak, że pierwszego dnia ktoś puścił plotkę i ta plotka dosyć mocno się przebiła, bo wszyscy to podsycili. Pierwszego dnia, jak się to się pojawiło, były doniesienia, że mam się bić w Paryżu z Volkanem Oezdemirem. Drugiego dnia było już prawie pewne, że biję się w tym Paryżu z Oezdemirem, a trzeciego dnia Oezdemir wpadł na dopingu. Ta walka sama się stworzyła i sama się skancelowała. Z Oezdemirem nie miałem w ogóle żadnej propozycji, żeby się bić – to była w ogóle plotka.
podsumował.
Po rozprawieniu się z medialnym szumem, Baraniewski wrócił do faktów:
Od początku wiedziałem i od początku to był Alonzo Menifield, i od początku to był ten termin, który mam, czyli UFC 331 Los Angeles. Nie mogę się doczekać.
przyznał zawodnik, nie kryjąc entuzjazmu przed powrotem do Stanów Zjednoczonych. Polak zdradził też, że cieszy go nie tylko sam pojedynek, ale i cała otoczka wydarzenia.
Fajnie, że znowu w Stanach. Lubię ten okres aklimatyzacji, lubię ten przelot, ten klimat stanowy, zbijanie wagi tam na miejscu, a do tego duża impreza na dużej arenie i fajna karta walk.
ocenił.
Zabawnym i ciekawym wątkiem z tego vloga okazała się też historia sprzed miesięcy, gdy Baraniewski – jeszcze bez świadomości, że wróci tam na walkę – stał w kolejce koło Crypto Areny w Los Angeles. Polak przyznał, że już wtedy hala zrobiła na nim wrażenie, choć nie spodziewał się, że wkrótce sam zawalczy właśnie na tym obiekcie.
Śmieszna historia, bo jak byliśmy po mojej walce, pojechaliśmy do Los Angeles, mieliśmy tam parę dni, a tydzień po mojej walce była gala w Białym Domu. Szukałem, gdzie to obejrzeć, i znalazłem taki bar przy Crypto Arenie, na której będzie właśnie ta gala, na której teraz się będę bił. Staliśmy w kolejce przy tej Crypto Arenie i zastanawiałem się: „kurde, ciekawe, czy jak jest gala w Los Angeles, to właśnie tutaj, na tej Crypto Arenie”. Później się okazało, że to jest stadion Lake’rsów i że właśnie na tej hali będę się bił. Miałem już jakąś styczność, kontakt wzrokowy z tą halą i podobała mi się. Fajnie, że będę miał okazję zaprezentować się tam w takiej walce.
wspominał zawodnik.
Źródło: YouTube/Iwo Baraniewski
