Site icon InTheCage.pl

Typujemy dwie najważniejsze walki UFC 325. Przegląd kursów bukmacherskich

Typujemy dwie najważniejsze walki UFC 325. Przegląd kursów bukmacherskich

Czy Alexander Volkanovski obroni pas w rewanżu z Diego Lopesem, a Dan Hooker powstrzyma marsz Benoita Saint-Denisa w starciu pokoleń? Poznaj typy i kluczowe aspekty, które zadecydują o losach tych pojedynków na UFC 325!

Alexander Volkanovski (27-4) vs Diego Lopes (27-7) – o pas mistrzowski wagi piórkowej

Grzegorz: Starcie Alexandra Volkanovskiego z Diego Lopesem w natychmiastowym rewanżu na gali UFC 325 w Sydney to pojedynek, który ma w sobie wszystko – medialność, emocjonalny ciężar i ogromną stawkę. Może jest nieco pozbawiony sportowego sensu, ale czy aby na pewno, okaże się w sobotę. Australijczyk wraca do klatki na własnym terenie jako mistrz, po bardzo trudnym, pięciorundowym boju z Brazylijczykiem, w którym udowodnił, że mimo wieku, otrzymanych obrażeń i dwóch wcześniejszych porażek z rzędu przez nokauty, wciąż potrafi walczyć na najwyższym poziomie. Lopes natomiast po przegranej z „Volkiem” odbił się w imponującym stylu, brutalnie nokautując Jeana Silvę, i wraca do walki o pas z jeszcze większą pewnością siebie oraz wiarą, że tym razem może doprowadzić sprawę do końca.

Alexander Volkanovski to zawodnik kompletny, który przez lata zbudował swoją dominującą pozycję na perfekcyjnym zarządzaniu walką. Jego największym atutem pozostaje inteligencja klatkowa, umiejętność czytania rywala oraz dostosowywania się do stylu przeciwnika w trakcie pojedynku. W pierwszej walce z Lopesem było to widać od początku – świetna praca na nogach, ciągła zmiana kątów, kontrola dystansu, punktowanie pojedynczymi ciosami i umiejętne przyspieszanie w kluczowych momentach. Już w pierwszej rundzie Volkanovski trafił kombinacją zakończoną prawym, po której Lopes znalazł się na deskach, a mistrz był bliski skończenia walki. Australijczyk doskonale łączył boks z klinczem, potrafił spychać walkę pod siatkę, trafiać kolanami i wracać na środek oktagonu bez zbędnego ryzyka. To styl wyrachowany, oparty na dyscyplinie, tempie i kontroli.

Diego Lopes w pierwszym starciu pokazał natomiast, że nie jest tylko efektownym strikerem, ale zawodnikiem z charakterem i odpornością psychiczną. Po bardzo trudnej pierwszej rundzie potrafił wrócić do walki, zaczął lepiej pracować prostymi, skracać dystans i w drugiej rundzie trafił potężnym prawym, po którym Volkanovski wylądował na deskach. To był moment, który mógł zmienić losy całego pojedynku. Lopes ruszył wtedy do skończenia, bił z góry, szukał chaosu, ale nie zdołał złamać mistrza. W kolejnych rundach Brazylijczyk kilkukrotnie zaznaczał swoją obecność – podbródkowy w czwartej rundzie, agresywne kombinacje, presja w piątej odsłonie – jednak brakowało mu konsekwencji i umiejętności utrzymania dominacji przez dłuższy czas.

Stylowo to zestawienie pozostaje bardzo podobne do pierwszej walki. Volkanovski będzie chciał znów ogrywać przeciwnika pracą na nogach, punktować jabem, schodzić z linii ataku, mieszać tempo i rozbijać Lopesa runda po rundzie. Kluczowe będą dla niego kopnięcia na wykroczną nogę, szybkie wejścia z kombinacjami i natychmiastowe wyjścia z półdystansu. Australijczyk doskonale wie, że w otwartych wymianach Lopes potrafi być śmiertelnie groźny, dlatego będzie unikał długich bijatyk, stawiając na krótkie, precyzyjne akcje. Lopes z kolei musi wyciągnąć wnioski z pierwszego pojedynku. Jeśli chce realnie myśleć o detronizacji mistrza, musi być bardziej cierpliwy, lepiej zarządzać energią i nie rzucać się na każde otwarcie. Prawdopodobnie spróbuje od początku narzucić wyższe tempo, częściej zamykać Volkanovskiego na siatce i odważniej pracować na korpus, by odbierać mu mobilność i oddech. Może też częściej mieszać próby klinczu i brudnej walki pod ogrodzeniem, gdzie Australijczyk nie zawsze czuje się komfortowo.

Kluczowe będzie jednak to, czy Lopes będzie w stanie utrzymać koncentrację przez pełne pięć rund – bo właśnie na tym polu w pierwszym starciu przegrał. Nie można też pominąć wieku i przebiegu kariery Volkanovskiego. Australijczyk jest już zawodnikiem po wielu wojnach, po ciężkich nokautach i długiej karierze na szczycie. Pytanie o to, kiedy organizm powie „dość”, jest jak najbardziej zasadne. Problem w tym, że w walce z Lopesem pokazał, iż nadal potrafi przetrwać kryzysy, zbierać ciężkie ciosy i wracać do swojej gry. To świadczy o ogromnej klasie mistrzowskiej i mentalności, której Brazylijczyk wciąż jeszcze się uczy. Widzę ten rewanż jako pojedynek bardzo podobny w przebiegu do pierwszej walki.

Lopes będzie miał swoje momenty, być może znów mocno trafi Volkanovskiego w środkowych rundach, być może narzuci presję i wygra jedną z odsłon wyraźnie. Natomiast Australijczyk powinien lepiej rozłożyć siły, jeszcze mądrzej zarządzać dystansem i punktować w tych rundach, które będą na styku. Jego doświadczenie, klatkowe IQ i umiejętność wygrywania rund na kartach punktowych powinny ponownie zrobić różnicę. Spodziewam się technicznej, intensywnej, momentami brutalnej walki, w której Lopes będzie próbował przełamać mistrza agresją i siłą, a Volkanovski odpowie spokojem, precyzją i kontrolą tempa. Ostatecznie jednak to Australijczyk powinien częściej trafiać, lepiej kończyć rundy i przekonywać sędziów swoją konsekwencją. Mój typ: Alexander Volkanovski przez decyzję sędziów po pięciu rundach bardzo wyrównanej, wyniszczającej walki.

Kursy podstawowe na tę walkę na efortuna.pl przedstawiają się następująco:
Volkanovski: 1.67
Lopes: 2.16

155 lb: Dan Hooker (24-13) vs Benoit Saint-Denis (16-3)

Grzegorz: Co-main event gali UFC 325 w Sydney pomiędzy Danem Hookerem a Benoitem Saint-Denisem to zestawienie, które idealnie wpisuje się w klimat tej gali – wojna charakterów, stylów i dwóch zupełnie różnych etapów kariery. Dla Hookera to kolejny występ przed własną publicznością, w miejscu, gdzie zawsze potrafi wykrzesać z siebie dodatkowe pokłady energii. Dla Saint-Denisa to następny krok w drodze na sam szczyt dywizji lekkiej, po efektownym znokautowaniu Beneila Dariusha i serii zwycięstw, które przywróciły mu status realnego zagrożenia dla czołówki.

Dan Hooker to dziś jeden z ostatnich przedstawicieli „starej szkoły” w UFC – zawodnik, który nigdy nie kalkuluje, nigdy nie cofa ręki i zawsze jest gotów pójść na wojnę w klatce. Jego kariera to pasmo legendarnych bitew, od starć z Poirierem i Felderem, po dramatyczne pojedynki z Chandlerem czy Allenem. Hooker ma znakomitą stójkę, świetnie pracuje kopnięciami na korpus, potrafi bić w tempo i rozbijać rywali długimi seriami. Jest też bardzo niewygodny dzięki zasięgowi i presji, jaką potrafi narzucić. Problem polega na tym, że od lat jego piętą achillesową pozostaje defensywa zapaśnicza i obrona w parterze. Porażki z Makhachevem, Tsarukyanem czy wcześniejsze problemy w grapplingu pokazują, że jeśli ktoś potrafi go konsekwentnie sprowadzać i kontrolować, Nowozelandczyk zaczyna się gubić. Ostatnia walka z Armanem Tsarukyanem brutalnie to potwierdziła. Hooker został tam praktycznie wyłączony z gry – był obalany, kontrolowany i ostatecznie poddany, nie mając zbyt wielu momentów, by narzucić swój rytm. To była jedna z tych porażek, które zostawiają znak zapytania: czy Dan wciąż jest w stanie rywalizować z zawodnikami, którzy łączą presję z solidnym grapplingiem? Czy jest jeszcze w stanie fizycznie i mentalnie przechodzić takie testy?

Benoit Saint-Denis to natomiast zupełne przeciwieństwo pod względem mentalności i etapu kariery. Francuz to zawodnik, który walczy tak, jakby każda walka była ostatnią. Ogromna intensywność, ciągła presja, brak strachu przed wymianą i gotowość do przyjęcia ciosów – to jego znaki rozpoznawcze. Od czasu dramatycznej porażki w debiucie w UFC, kiedy przyjął absurdalną ilość ciosów, BSD przeszedł ogromną ewolucję. Dziś to zawodnik kompletny: potrafi nokautować, potrafi poddawać, potrafi męczyć w parterze i wygrywać siłowo. Jego styl opiera się na ciągłym parciu do przodu. Saint-Denis nie daje rywalom chwili oddechu – skraca dystans, wchodzi w klincz, próbuje obaleń, a jeśli trzeba, wdaje się w otwarte wymiany. Co ważne, w ostatnich walkach widać u niego większą dyscyplinę taktyczną. Nie jest już tak chaotyczny jak wcześniej, lepiej dobiera momenty ataku i coraz częściej słucha narożnika. Nokaut na Dariushu w kilkanaście sekund był spektakularny, ale jeszcze ważniejsze są jego wcześniejsze zwycięstwa przez kontrolę, duszenia i ciosy w parterze, pokazujące, że potrafi wygrywać na różne sposoby.

Stylowo to zestawienie wygląda jak klasyczny test dla Hookera. Jeśli Nowozelandczyk zamieni ten pojedynek w czystą stójkową bitkę, może być bardzo groźny. Jego timing, kopnięcia na korpus i odporność pozwalają mu łamać nawet najbardziej agresywnych rywali. W Sydney, przy dopingu kibiców, Dan z pewnością będzie chciał od początku narzucić tempo, iść do przodu i wciągnąć Saint-Denisa w brutalną wymianę. Problem w tym, że BSD nie musi grać w tę grę. Francuz ma wszystkie narzędzia, by ten pojedynek wygrać. Może mieszać presję z obaleniami, spychać Dana na siatkę, zmuszać go do pracy w klinczu i stopniowo odbierać mu energię. W parterze Saint-Denis jest znacznie bardziej niebezpieczny – potrafi przechodzić pozycje, atakować duszeniami, szukać dźwigni na ręce i jednocześnie bić z góry. Dla Hookera kluczowe będzie jedno – nie dać się sprowadzić i dać rywalowi ustabilizować pozycji z góry. Każda próba łapania gilotyn, gardy czy kombinowania na dole może skończyć się katastrofą. Najbardziej prawdopodobny scenariusz to taki, w którym Hooker ma swoje momenty w pierwszej rundzie – trafia, narzuca tempo, być może nawet narusza Saint-Denisa w stójce. Jednak im dłużej potrwa walka, tym bardziej przewaga będzie przechylać się na stronę Francuza. Presja, kolejne próby sprowadzeń, klincz pod siatką i wyniszczająca praca z góry powinny stopniowo łamać Nowozelandczyka. Z każdą minutą będzie mu coraz trudniej utrzymać intensywność, a błędy w defensywie będą się kumulować.

Nie skreślam jednak Hookera całkowicie. To zawodnik, który potrafi przetrwać piekło i nagle odwrócić losy walki jednym kolanem, jednym kopnięciem na wątrobę czy jedną serią. Jeśli trafi idealnie w pierwszej fazie pojedynku, może sprawić ogromną niespodziankę. Tyle że na dłuższym dystansie, przy obecnej formie obu zawodników, to Saint-Denis wydaje się bardziej kompletny, głodny sukcesu i gotowy na pełen dystans pojedynku toczonego na wysokim tempie. Spodziewam się ostrej, fizycznej walki, pełnej wymian, klinczu i parteru, w której Hooker da z siebie wszystko, ale z czasem zacznie przegrywać. Presja Francuza, jego grappling i nieustępliwość powinny zrobić różnicę. Mój typ: Benoit Saint-Denis przez TKO w 3. rundzie po kontroli i ciosach w parterze.

Kursy podstawowe na tę walkę na efortuna.pl przedstawiają się następująco:
Hooker: 4.20
Saint-Denis: 1.22

Zakaz uczestnictwa w grze hazardowej dla osób poniżej 18 roku życia. Hazard stwarza wysokie ryzyko straty finansowej. Nadmierna gra niesie ze sobą potencjalne zagrożenie dla zdrowia.
Exit mobile version