Site icon InTheCage.pl

UFC Raleigh: Blaydes vs. dos Santos – podsumowanie i relacja z karty wstępnej [WIDEO]

UFC Raleigh: Blaydes vs. dos Santos – podsumowanie i relacja z karty wstępnej [WIDEO]

Zapraszamy do przejrzenia relacji i podsumowania karty wstępnej z gali UFC w Raleigh.

185 lb: Bevon Lewis (7-2) vs. Dequan Townsend (21-10)

Runda 1:

Lewis mocno zaczął, natychmiast spychając niewiedzącego co się dzieje rywala pod siatkę, gdzie złapał uchwyt. Zerwany., Townsend przyjmował cios za ciosem. Celny headkick Lewisa. Mocny cios na wątrobę. Kolana na tułów Townsenda! Ugięły się nogi pod Lewisem, który natychmiast ściągnął przeciwnika pod siatkę, trzymając ciasny uchwyt. Niewiele akcji, wyłącznie kontrola po stronie Bevona. Chaotyczne próby podbródkowych Dequana. Próba frontalnego kopnięcia na tułów po stronie Lewisa. Ostre zwarcie na sam koniec rundy Townsenda, dobra kombinacja, której skutki Bevon starał się zniwelować, łapiąc klincz.

Runda 2:

Lewis rozpoczął rundę od niskiego kopnięcia, następnie wyprowadził dobrą kombinację, którą utorował sobie możliwość złapania rywala w klincz i zaciągnięcia go pod ogrodzenie. Po niecałej minucie gniecenia się pod siatką, zawodnicy zerwali chwyt. Dwa kopnięcia Townsenda i cios, na tułów. Mocna kombinacja Lewisa. Zaś klincz pod siatką, pod kontrolą Bevona. Celna kombinacja w wykonaniu Townsenda, lekko naruszyła Lewisa. Ponownie klincz. Wymiany ciosów, aktywniejszy i celniejszy Bevon.

Runda 3: 

Ostatnią rundę walki mocno rozpoczął Townsend. Po chwili Lewis ruszył z chaotyczną kombinacją złożoną z trzech cepów. Zaś zaciągnął rywala pod ogrodzenie, gdzie szukał sprowadzenia, choć przeciwnik nie dawał mu na to najmniejszych szans. Zajął plecy Townsenda. Niewiele potrafił jednak zrobić i zaś jedynie dopychał rywala do siatki, co z pewnością irytowało każdego człowieka, który zarwał nockę licząc na efektowne pojedynki…

Pojedynek wygrał Bevon Lewis, uzyskując na trzech kartach sędziowskich punktację 30-27.

145 lb: Arnold Allen (16-1) vs. Nik Lentz (30-11-2)

Runda 1:

Biorący pojedynek w zastępstwie za kontuzjowanego Josha Emmetta – Nik Lentz rozpoczął bardzo agresywnie, długimi kombinacjami prostych ciosów próbując ustawić sobie Arnolda Allena na siatce. Ruchliwy Allen krążył wokół oktagonu, lecz wyraźnie miał problemy z nacierającym nieustanne przeciwnikiem. Powracający po 5 latach do kategorii piórkowej, Lentz – zepchnął Anglika pod siatkę, gdzie kontrolował jego plecy. Mocne kolano na głowę Allena. Udane sprowadzenie Amerykanina. Arnold wstał, jednak był kontrolowany pod siatką przez rywala.

Ponownie stójka. Wymiany, z obu stron celne ciosy. Wysokie kopnięcie Nika, mocny prawy Arnolda. Łapany na krótkie fragmenty walki klincz. Na koniec rundy, Allen agresywnie.

Runda 2:

Rozpędzony Lentz rozpoczął od kopnięć, niskich, wysokich. Następnie szarżował na Allena znajdującego się na siatce, jednak Anglik wykonał dobry unik. Zwarcie, niesamowita kombinacja w wykonaniu Allena! Amerykanin zachwiał się i lekko przyklęknął. Klincz pod siatką. Uchwyt dość szybko zerwany przez Anglika. Ponowne wymiany na środku oktagonu. Rozbity już Lentz nieustannie nacierał, absorbując co jakiś czas mocne ciosy przeciwnika. Dwa krótkie proste i obszerny lewy w wykonaniu Anglika! Chwilowy klincz pod siatką złapany przez Arnolda. Latające kolano Amerykanina! Świetny cios prawą ręką, który utorował Lentzowi możliwość zajęcia pleców Allena. Angielski zawodnik szybko jednak oswobodził się z uchwytu i sam przeważał w klinczu na kilka sekund przed zakończeniem rundy.

Runda 3:

Amerykanin rozpoczął od middlekicka. Po chwili ponowił akcję, poprawiając za moment lowkickiem. Dwa proste ciosy Allena doszły do głowy rywala. Wymiana pod siatką. Mocny lewy cep wstrząsnął nieco Lentzem. Kombinacja prawy-lewy Allena. Nik złapał klincz, choć to Anglik w nim przeważał, spychając rywala na siatkę. Próba obalenia za jedną nogę Amerykanina. Perfekcyjna obrona Anglika (7/7 wybronionych prób sprowadzeń). Kombinacja Lentza zakończona headkickiem. Dobry lewy cios na zakończenie rundy w wykonaniu Allena. Anglik wskoczył w geście triumfu na ogrodzenie, czy słusznie?

Tak, gdyż sędziowie właśnie jego wskazali jako zwycięzcę, punktując 2x 29-28, 30-27.

125 lb: Justine Kish (7-2) vs. Lucie Pudilova (8-6)

Runda 1:

Zero akcji, pierwsze próby ciosów pojawiły się dopiero po 30 sekundach. Pudilova próbowała wysokich kopnięć. Kish odpowiadała niskimi. Stroną wywierającą presję była jednak Amerykanka. Zwarcie, wymiany, dobre kontry w wykonaniu Lucie. Obrotowy backfist w wykonaniu Kish. Czeszka zepchnięta na siatkę, gdzie złapała jednak klincz i potraktowała przeciwniczkę kilkoma kolanami na tułów. Cepeliada w wykonaniu Justine, próba kombinacji 1-2 Pudilovej. Wysokie kopnięcie Amerykanki. Wymiany bez żadnej obrony agresywnej Kish, ostudzone przez klincz i kolano Czeszki. Superman punch Pudilovej, jednak daleko celu. Kilka niskich kopnięć Kish.

Runda 2:

Klincz pod siatką, wzajemna wymiana kolan. Agresywna Kish. Sporo ciosów wyprowadzanych w powietrze, obie zawodniczki ruchliwe. Uchwyt złapany przez Amerykankę, lecz niewiele z tym była w stanie zrobić. Kopnięcia po stronie Czeszki, presja po stronie Amerykanki. Niewiele uderzeń dochodziło celu. Kish straszyła niskimi kopnięciami, zaabsorbowała jednak kombinację 1-2 od Pudilovej. Wymiana na koniec rundy, celniejsza wydawała się być Amerykanka.

Runda 3:

Mocna kombinacja na rozpoczęcie rundy po stronie Pudilovej. Kish zaś szukała przede wszystkim niskich kopnięć. Nieuchwytna Kish nie dawała Pudilovej zbyt wielu możliwości na zadawanie celnych uderzeń. Wysokie kopnięcie Amerykanki, zblokowane przez Czeszkę. Publiczność podirytowana niesamowicie nudną walką w wykonaniu obu zawodniczek, które nie miały zamiaru się bić, zaczęła gwizdać na fighterki. Obrotowy backfist chaotycznej amerykańskiej zawodniczki, doszedł do głowy Pudilovej. Frontalne kopnięcia Kish. Cios supermana Czeszki. Kish udanie sprowadziła rywalkę na koniec rundy, ta jednak zaprzęgła do działania łokcie z dołu. Kish wstała, by po chwili ponownie rzucić się na pozostającą w parterze przeciwniczkę. Pozycja boczna, kilka ciosów i gong.

Sędziowie wskazali Justine Kish jako triumfatorkę pojedynku, jednogłośnie punktując 3x 30-27.

135 lb: Montel Jackson (9-1) vs. Felipe Colares (9-2)

Runda 1:

Zachowawcza walka z obu stron. Dobra kombinacja 1-2 w wykonaniu Jacksona. Corales odpowiadał kopnięciami, Montel z mocnym middlekickiem. Przechwycone kopnięcie Coralesa, Jackson przeniósł walkę do parteru. Nie na długo jednak, gdyż Brazylijczyk z pomocą siatki, wstał do stójki. Po chwili ponownie został sprowadzony. Wstał, został obalony, wstał, został obalony… I odciągnięty od siatki. Po chwili zaś jednak z powrotem tam popełznął i spróbował uchwytu na szyję Jacksona. Corales odwrócił pozycję w klinczu pod siatką, choć po parunastu sekundach to Montel dominował, traktując kilkoma łokciami twarz rywala. Jackson odpalił karabiny! Mnóstwo ciosów doszło do szczęki Coralesa! Mocno zachwiany już rywal stał i starał się przetrwać. I przetrwał. Ale po chwili zaś został przyszpilony do siatki i zbierał niezliczone ilości ciosów! Sędzia patrzył uważnie i nic sobie z tego nie zrobił… Koniec rundy uratował Coralesa.

Runda 2:

Mocno poobijany Corales ostro ruszył od początku drugiej rundy. Wystarczył jednak jeden celny prosty, by powalić go na deski. Montel zanurkował do parteru, za rywalem. Brazylijczyk szukał próby poddania, przez chwilę zajmując nawet plecy Jacksona. Amerykanin jednak prędko wstał i zyskał bardziej dominującą pozycję. Corales ciągnął gilotynę, początkowo w stójce, choć po chwili walka trafiła do parteru, gdzie zapiął trójkąt na grzbiecie przeciwnika i ciągle trzymał uchwyt za głowę. Jackson wyjął głowę. Walka ponownie w stójce, klincz pod siatką. Obalenie po stronie Montela. Kolejne obalenie Jacksona. Trudne chwile Coralesa po powrocie do stójki, zbierał cios za ciosem! Ledwo stał na nogach, jednak zdołał się przykleić do rywala i względnie dojść do siebie. Kolejne sprowadzenie na konto Amerykanina. Corales ponownie złapał gilotynę, lecz runda dobiegła końca.

Runda 3:

Mocno naładowany, ledwie przytomny i wyczerpany Corales ani myślał się poddać. Próba obrotowego łokcia, przypłacona jednak zajęciem pleców przez Jacksona. Klincz pod siatką, kontrola po stronie Amerykanina. Wysokie kopnięcie po stronie Coralesa, mnóstwo celnych kombinacji Montela. Felipe złapał klincz i zdołał nawet skontrolować plecy rywala. Ponowne obalenie Jacksona. Po raz kolejny jednak, nie był w stanie utrzymać w parterze nieobecnego niemal rywala. Corales z obaleniem! Ponownie stójka, wymiana ciosów, obalenie Montela. Klincz pod siatką, kolana Jacksona. Niecałą minutę przed końcem starcia, Montel po raz kolejny przeniósł walkę do parteru, gdzie Brazylijczyk zaś złapał gilotynę i włożył w nią resztki sił, mając na uwadze, że to jego jedyna szansa na zwycięstwo. Nie zdołał jednak dokończyć akcji, gdyż zabrzmiał gong kończący piętnastominutowy bój.

Sędziowie nie mieli problemów, wskazując jednogłośnie Montela Jacksona jako zwycięzcę. Punktowali następująco: 2x 30-26, 30-25.

135 lb: Sarah McMann (12-5) vs. Lina Lansberg (10-5)

Runda 1:

Kilka ciosów, w większości przestrzelonych z obu stron i natychmiastowe, udane obalenie w wykonaniu McMann. Próba duszenia trójkątnego rękoma. Niewiele akcji, będąca z góry zawodniczka zaczęła zadawać sporo ciosów na korpus Lansberg. Próba dźwigni na rękę po stronie McMann. Po chwili złapała jednak brabo. Lansberg dzielnie walczyła o pozostanie w pojedynku i udanie wyszła z próby poddania. McMann poszła po klucz na rękę, mocno szarpiąc kończynę przeciwniczki. Koniec rundy.

Runda 2:

Chwila stójki, wymiana kopnięć. McMann zaś sprawnie i bez żadnego problemu przeniosła pojedynek do swojej ulubionej płaszczyzny, łapiąc klamrę i obalając w ten sposób rywalkę. Półgarda, niemalże bliźniacza pozycja jak z pierwszej rundy. Próba duszenia trójkątnego rękoma, kilka łokci spadało na głowę Lansberg. Ciosy na ciało. Totalnie bezradna Lina nie istniała w parterze, była niszczona przez przeciwniczkę, która nie dała jej ani centymetra przestrzeni.

Runda 3:

Na początku trzeciej rundy, operatorzy pokazali nam ciekawą statystykę, która wiele mówi o przebiegu pojedynku…

Jak nietrudno się domyślić, McMann ponownie, błyskawicznie przeniosła walkę do parteru. Okładała rywalkę ciosami, przez chwilę istniało nawet zagrożenie duszenia zza pleców. Po kilku uderzeniach, Lansberg wypadł ochraniacz na zęby, a może i go wypluła? „Walka”, a w zasadzie jednostronne lanie, przez niemalże całą trzecią rundę wyglądała w ten sposób:

Kontrola, sporadycznie zadawane ciosy. I wreszcie…
Sędziowie nie mieli problemów z wskazaniem Sary McMann jako zwyciężczynię pojedynku, lecz nie do końca wiedzieli, jaką przewagą punktową to uczynić. Każdy z nich punktował bowiem inaczej: 30-27, 30-26 i 30-25.

135 lb: Brett Johns (16-2) vs. Tony Gravely (19-6)

Runda 1:

Bardzo efektowna obrotówka na korpus w wykonaniu Gravely’ego, po której natomiast upadł na matę. Tony złapał głowę rywala w stójce, pod ogrodzeniem, po chwili rywal – chcąc wybronić się z uchwytu, przeniósł walkę do parteru, gdzie był kontrolowany i przyjął kilka ciosów. Klincz pod siatką, chwila kontroli, za moment to Johns przeniósł walkę do parteru. Gravely szybko wstał, lecz nadal był kontrolowany pod ogrodzeniem i rywal ponownie, udanie go obalił. Za moment, Johns zaszedł mu za plecy, gdzie szukał naciskówki na szczękę. Centymetr, po centymetrze, Johns zsuwał się jednak z pleców rywala.

Rozciągnięty Gravely w pozycji żółwia przyjmował ciosy, po chwili zdecydował się wstać, choć nadal z Johnsem na plecach. Ręka przełożona! Zawodnik niemal odpłynął, jednak cudem przetrwał do syreny kończącej pierwszą rundę.

Runda 2:

Podrażniony słabą pierwszą rundą, Gravely mocno ruszył od pierwszych sekund drugiego starcia. Johns odpowiedział jednak dobrym kolanem na korpus, po chwili próbując obalenia za jedną nogę. Nic jednak z tego nie wyszło, walka trafiła pod siatkę, gdzie kontrola należała do Gravely’ego. Slam! Odwrócona pozycja, tym razem to Gravely za plecami Johnsa! Strącony, stery pojedynku ponownie zaczął przejmować Johns. Ponownie zmiana pozycji wynikająca z błędu, który popełnił Brett. Tony nie wykorzystał swojej szansy i ponownie został złapany w uchwyt. Po chwili, niczym w sinusoidzie, nastąpiło ponowne odwrócenie pozycji. Moment walki pod siatką, kolejne udane sprowadzenie Johnsa.

Runda 3:

Johns od samego początku poszedł po obalenie. Nieudane, chwila walki pod siatką. Kapitalny rzut Gravely’ego! Johns na dole, dość łatwo jednak wstał do stójki. Po chwili sam obalił przeciwnika, zajmując jego plecy. Zapięty trójkąt na korpusie, próba duszenia zza pleców. Gravely dobrze się jednak bronił, choć próbując wstać, został rozciągnięty i przyjął niezliczoną liczbę ciosów. Gravely chciał zmienić pozycję, jednak rywal wreszcie dopiął swego i zapiął bardzo ciasne duszenie, zmuszając przeciwnika do klepania.

145 lb: Herbert Burns (10-2) vs. Nate Landwehr (13-3)

Runda 1:

Burns zatracił się w swej agresji, że po przestrzelonym kopnięciu wylądował na plecach. Po kilku celnych kopach, przeniósł udanie walkę do parteru, gdzie spróbował duszenia anakondą. Wydawało się, że uchwyt jest złapany ciasno i kwestią czasu jest klepanie Nate’a Landwehra. Ten jednak wstał, choć Brazylijczyk nadal trzymał uchwyt, mimo bycia w stójce. Po dwóch minutach, Amerykanin uwolnił się z duszenia i w klinczu zadał kilka ciosów, zepchniętemu na siatkę Burnsowi barkiem, dokładnie, jak przed tygodniem Conor McGregor. Po chwili Landwehr mocno ruszył, na co Burns odpowiedział niesamowitą kontrą kolanem. Cios ten totalnie odciął świadomość Nate’owi.

Exit mobile version