Wiktoria Czyżewska po raz pierwszy tak szeroko opowiedziała o porażce z Sarą Luzar-Smajić na XTB KSW 118. „Chicatoro” nie szuka wymówek po przegranej walce o mistrzowski pas, ale przyznaje w wywiadzie dla naszej redakcji, że zna błędy, które doprowadziły do niekorzystnego wyniku. Zawodniczka zdradziła również, co zmieniłaby w rewanżu i dlaczego jest przekonana, że w przyszłości ponownie może stanąć przed szansą zdobycia tytułu.
16 maja podczas XTB KSW 118 Wiktoria Czyżewska stanęła przed największym wyzwaniem w dotychczasowej karierze. „Chicatoro” po raz pierwszy rywalizowała na dystansie mistrzowskim, a stawką jej pojedynku z Sarą Luzar-Smajić był pas kategorii koguciej kobiet KSW.
Po pięciu rundach sędziowie jednogłośnie wskazali jednak na reprezentantkę Bośni i Hercegowiny. Dla Czyżewskiej była to druga porażka w zawodowej karierze, ale zawodniczka podkreśla, że pod względem mentalnym nie był to dla niej najtrudniejszy moment.
Pod względem psychicznym to nie był najtrudniejszy dzień w mojej karierze. Przyjęłam go, wydaje mi się, dobrze. Po walce też powiedziałam, że przyjmuję przegraną na klatę i tak wygląda życie sportowca. Nie zawsze możemy wygrywać. Nie ukrywam, że bolało, bo ja to kocham, to jest moje życie. Tutaj zabrali ci jakąś cząstkę ciebie i jesteś przez chwilę pusty, nie wiesz, co masz ze sobą zrobić. Ale pracuję nad tym, żeby wszystko szło w dobrym kierunku i na szczęście mam wokół siebie naprawdę dobrych ludzi, którzy widzą te same superlatywy i zawsze z przegranych wyciąga się bardzo dużo wniosków, dokłada jakieś elementy i szuka nowych rozwiązań.
Czyżewska przyznała również, że po pojedynku poczuła ulgę związaną ze zdjęciem z jej barków ogromnej presji. Przed walką o pas była niezwykle aktywna medialnie, dlatego po gali zdecydowała się całkowicie odciąć od internetu.
„Niektórych rzeczy nie mogę powiedzieć”
Jednym z najbardziej zastanawiających elementów pojedynku z Luzar-Smajić była liczba prób sprowadzeń podejmowanych przez Czyżewską. Polka w przeszłości bardzo chętnie korzystała ze swojego parteru, tymczasem w mistrzowskim starciu nie była w stanie regularnie przenosić walki na matę.
Sama zawodniczka nie chciała jednak zdradzać kulis, które jej zdaniem miały wpływ na taki przebieg pojedynku.
Wiem, że tak to wyglądało, ale nie chcę się też tutaj wybielać i szukać wymówek. Po prostu jak będzie kiedyś okazja, czas i będę na to też gotowa, to wszystko powiem. Nie mogę teraz powiedzieć tego, co gdzieś tam mam w głowie, bo wydaje mi się, że jest to niepotrzebne. Wiem, jakie są błędy, wiem, co się stało, wiem, jakie były kulisy tego wszystkiego i niektórych rzeczy po prostu nie mogę mówić. Niektórych rzeczy też się nie przewidzi. Tak jak powiedziałam, nie będę tutaj szukała żadnych wymówek. Wyszłam po przegranej walce, powiedziałam, że taki jest sport i biorę to na klatę. A jak będzie kiedyś czas i dobre warunki sprzyjające do tego wszystkiego, to może w ramach ciekawostki powiem, co i jak.
To właśnie ten element porażki pozostaje obecnie dla Czyżewskiej zamkniętym rozdziałem. Zawodniczka nie zamierza publicznie usprawiedliwiać wyniku, ale jednocześnie jasno daje do zrozumienia, że wraz ze swoim sztabem dokładnie przeanalizowała pojedynek.
„Sara jest bardzo twarda, ale nie jest niezniszczalna”
Czyżewska po kilku miesiącach od pojedynku może już spojrzeć na niego z większym dystansem. Zapytana o największe problemy, jakie sprawiła jej mistrzyni, wskazała przede wszystkim na jej charakter w stójce i odporność na ciosy.
Na pewno to, że Sara chciała wygrać tę walkę. Wiadomo, jeżeli chodzi o boks, to kiedy Sara leciała w dół, nie było to dla mnie jakieś superciężkie, bo sparuję też z mężczyznami i oni są po prostu ciężcy. To się trochę inaczej przykłada. Jak robię z dziewczyną, to jest ona dla mnie po prostu lekka. Ten boks i to, że była bardzo twarda. Przede wszystkim chyba to. Ja wiem, jakie zrobiłam błędy ze swojej strony i teraz nad tymi błędami pracujemy. Ale to nie jest tak, że Sara jest niezniszczalna i teraz po prostu nikt nie ma do niej podjazdu. Każdy ma swoje luki.
Polka nie uważa więc, że porażka z Luzar-Smajić zamknęła jej drogę do mistrzowskiego pasa. Wręcz przeciwnie – jest przekonana, że przy odpowiednim rozwoju może jeszcze wrócić do walki o tytuł.
Po prostu tak miało być. Czasami jest tak, że los nie chce ci dać tego, czego bardzo chcesz. Mi wtedy nie chciał dać. Ale to nie jest powiedziane, że za pół roku czy za rok wygram jedną walkę i nie pojawię się znowu jako pretendentka do pasa. I tym razem na przykład tego pasa nie wygram.
Pierwsze pięć rund zmieniło jej spojrzenie
Porażka przyniosła Czyżewskiej również ważną lekcję dotyczącą rywalizacji na dystansie mistrzowskim. Wiele osób przed pojedynkiem zastanawiało się, czy młoda zawodniczka będzie w stanie utrzymać odpowiednie tempo przez 25 minut.
Ostatecznie walka dotarła do decyzji sędziowskiej, a Polka nie odczuwała tak dużego zmęczenia, jak można było się spodziewać.
Dobrze się czułam. Nie byłam jakoś bardzo zmęczona. Wszyscy się tak obawiali tej kondycji, kondycji, a koniec końców dałyśmy walkę wieczoru na pełnym dystansie i pięć rund. Czyli naprawdę dobra bitka. Jestem już też świadoma tego, że mimo młodego wieku jestem gotowa na to, żeby robić mistrzowskie rundy.
To może być jeden z najważniejszych pozytywów, jakie Czyżewska wyciągnęła z przegranego pojedynku. Polka po raz pierwszy sprawdziła się bowiem w sytuacji, w której nie mogła liczyć na szybkie zakończenie walki.
Rewanż? „Tak” bez chwili zastanowienia
Czyżewska nie ukrywa, że gdyby KSW zaproponowało jej natychmiastowy rewanż z Luzar-Smajić, zaakceptowałaby go bez wahania. Tym razem nie zamierza jednak zdradzać szczegółów planu, który przygotowałaby wraz ze swoim sztabem.
Tak, wzięłabym rewanż. My już naprawdę wszystko rozkminiliśmy, wszystko pooglądaliśmy. Mam bardzo ambitnych trenerów, którzy oglądali i analizowali tę walkę. Mnie jest bardzo ciężko oglądać moje walki, chociaż wiem, że muszę. Bardzo ciężko ogląda mi się przegrane pojedynki. Oni troszeczkę inaczej do tego podchodzą, ale oglądali wszystko od razu po walce, więc oddaję się w ich ręce i wiem, co teraz zrobilibyśmy inaczej. Jakby nie te takie kwestie poboczne, to wiem też, że wyszłabym w dużo lepszej ogólnej kondycji.
Na ten moment nie wiadomo jednak, kiedy „Chicatoro” ponownie pojawi się w klatce KSW. Po majowej walce musiała bowiem uporać się również z kontuzją, o której szczegółach nie chce jeszcze mówić.
Porażka nauczyła ją również odpuszczać
Czyżewska po XTB KSW 118 zrobiła sobie również nietypową przerwę od mediów społecznościowych. Zawodniczka na kilka tygodni całkowicie odcięła się od internetu, co pozwoliło jej spojrzeć na porażkę z innej perspektywy.
Przede wszystkim zobaczyłam, że życie toczy się dalej. Jesteśmy tak mocno skupieni na tym, co jest w internecie, w tym świecie, że zapominamy o tym, co jest wokół nas. Ten czas, który można spędzić z bliskimi, z rodziną, z ludźmi, których się kocha, nie myśląc o lajkach, wyświetleniach i komentarzach, jest naprawdę świetnym momentem. Niestety u nas, w Polsce, zrobiło się trochę tak, że sportowiec ma się spowiadać ze swojego życia. Mnie nie było raptem tydzień, a dostawałam wiadomości: „Wiktoria, wszystko dobrze? Gdzie jesteś?”. Wiem, że były to pozytywne wiadomości, ale Internet to nie jest życie i musimy to oddzielać grubą kreską. Przydał mi się ten detoks. Lubię odpoczywać, kiedy nie mam telefonu nad głową i tych wszystkich powiadomień.
Zawodniczka podkreśla jednocześnie, że zdecydowana większość wiadomości od jej kibiców była pozytywna. Jej zdaniem to właśnie w takich momentach najlepiej widać, którzy fani rzeczywiście rozumieją sport.
„Porażka jest czymś strasznym dla ambitnego sportowca”
Ważnym elementem rozmowy była również kwestia komentarza Laury Grzyb, który pojawił się po porażce Czyżewskiej. „Chicatoro” wcześniej odpowiedziała na wpis pięściarki, ale po późniejszej przegranej Grzyb sama nie zdecydowała się na podobną reakcję.
Czyżewska tłumaczy, że nie czerpie satysfakcji z niepowodzeń innych zawodników, ponieważ doskonale wie, jak wiele kosztuje sportowca przegrana.
Ja nie zniżam się do pewnego poziomu i mnie porażki innych ludzi nie rajcują. Nie otwieram szampana i nie robię imprezy z powodu tego, że Laura przegrała walkę. Wiem, ile ludzie wkładają w to pracy. Wiem, ile ja wkładam w to pracy i każdy chce wygrać, każdy chce się piąć w górę. Porażka to jest najgorsza rzecz. Dla ambitnego sportowca, dla ambitnej osoby porażka jest naprawdę czymś, z czym musi się mierzyć i co musi bardzo długo przetrawić. To nie jest powód do tego, żebym teraz pisała: „Słuchaj Laura, musisz poprawić parter, bo ja mam purpurowy pas, a ty co najwyżej biały”. Nie chodzi o to, żebyśmy się przepychały. Walki tak nie będzie. Jesteśmy w innych kategoriach wagowych, wszystko po prostu idzie w innych kierunkach i nie ma to sensu.
Czyżewska przyznaje, że po swojej porażce lepiej rozumie również to, jak wygląda sytuacja zawodnika, który po przegranej musi mierzyć się z komentarzami kibiców.
Od czerwca współpracuje również z psychologiem sportowym, co ma jej pomóc nie tylko w radzeniu sobie z wynikiem walk, ale przede wszystkim w całym procesie budowania kariery.
Fajnie porozmawiać z kimś, kto jest troszeczkę oddalony od tego wszystkiego, a jednocześnie jest też blisko. To nie jest taki zwykły psycholog, tylko właśnie psycholog sportowy i lubię z nią rozmawiać, bo nie skupiamy się tylko na wyniku, ale po prostu na całej drodze. I to jest super.
„Ja to kocham. Zawsze to kochałam”
Choć przegrana z Luzar-Smajić była dla Czyżewskiej bolesnym doświadczeniem, nie sprawiła, że zawodniczka zaczęła zastanawiać się nad swoją przyszłością w MMA. Po odpowiednim odpoczynku szybko wróciła do treningów.
Po walce dwa tygodnie później wróciłam do jakichś treningów, powiedzmy ruchowych. Z tym że po kontuzji przez dwa miesiące ją leczyłam, żeby wszystko było okej. Nie mogłam robić rzeczy związanych z parterem, więc głównie skupiłam się na stójce i boksie. Dołożyłam sobie dodatkowe treningi bokserskie w Kielcach. Dopiero od tego miesiąca zaczęłam już robić grappling, zadaniówki i zapasy. Można więc powiedzieć, że wróciłam do MMA w całości, a nie tylko do jakiejś jego części. Po takim otrzepaniu się z tych różnych emocji, które gdzieś we mnie były, po prostu dotarło do mnie, że to jest moje całe życie. Ja robię to od dziecka. Można mówić różne rzeczy na mój temat, ale jedno jest pewne – ja to kocham. Zawsze to kochałam i robię to od dziecka.
Porażka z Sarą Luzar-Smajić nie zakończyła więc historii Czyżewskiej w walce o mistrzowski pas. Wręcz przeciwnie – wszystko wskazuje na to, że 22-latka potraktowała pierwszą mistrzowską walkę jako bolesną, ale niezwykle wartościową lekcję. Sama zawodniczka jest przekonana, że jeśli ponownie otrzyma szansę na zdobycie tytułu, będzie znacznie lepiej przygotowana do wykorzystania jej.
Zobacz także: One Fight Night 46 – karta walk. Jak i gdzie oglądać galę z udziałem Magdaleny Czaban?
foto: materiały prasowe KSW
