Will Fleury nie kryje frustracji po utracie pasa kategorii półciężkiej OKTAGON MMA w walce z Makhmudem Muradovem. Irlandczyk uważa, że pojedynek został przerwany zdecydowanie zbyt wcześnie, a najbardziej irytuje go obecnie brak gwarancji natychmiastowego rewanżu.

Will Fleury na początku sierpnia stracił mistrzowski tytuł kategorii półciężkiej OKTAGON MMA po porażce przez TKO z Makhmudem Muradovem. Irlandczyk pozostaje jednak mistrzem organizacji w wadze ciężkiej i jest przekonany, że kontrowersyjny przebieg ostatniej walki powinien doprowadzić do natychmiastowego drugiego starcia.

W rozmowie z Home of Fight Fleury szczegółowo opowiedział o sytuacji, w której sędzia przerwał pojedynek w drugiej rundzie. Choć przyznał, że został mocno trafiony, stanowczo podkreśla, że był świadomy, aktywnie się bronił i – jego zdaniem – nie znajdował się już w bezpośrednim niebezpieczeństwie.

„Miał jeszcze 10 lub 15 sekund pracy do wykonania”

Irlandczyk uważa, że w chwili przerwania walki zdążył już ustabilizować swoją pozycję. Po otrzymaniu mocnego ciosu Muradov ruszył do ataku, jednak Fleury związał rywala i złapał go w klinczu, co – jak przekonuje – powinno być traktowane jako skuteczna, świadoma obrona.

Myślę, że tej nocy byłem aż za bardzo sportowcem. W momencie, w którym sędzia przerwał walkę, pierwsze, co mu powiedziałem, to: „Co ty robisz?”. Byłem przyczepiony do Muradova, miałem uchwyt na jego ciele. On nie był w pozycji, z której mógł mnie uderzać. Byłem już bezpieczny.

Fleury nie twierdzi przy tym, że pierwszy cios Muradova nie zrobił na nim wrażenia. Przyznaje otwarcie, że został naruszony i prawdopodobnie przegrywał drugą rundę. Jednocześnie podkreśla, że od momentu, w którym związał przeciwnika, ten potrzebował jeszcze czasu i pracy, aby ponownie znaleźć pozycję do skutecznego ataku.

Nie twierdzę, że nie było żadnego zagrożenia. Zostałem trafiony i prawdopodobnie przegrywałem tę rundę. Ale były jeszcze trzy rundy. Do momentu, w którym zostałem trafiony, to ja kontrolowałem walkę. On miał jeszcze 10 lub 15 sekund pracy do wykonania, żeby ponownie móc mnie uderzyć. Miałem zamiar wstać i wydostać się z tej sytuacji.

Irlandczyk zwrócił również uwagę na przebieg pierwszej rundy, w której sam miał poważnie naruszyć Muradova. W jego opinii właśnie porównanie obu sytuacji sprawia, że decyzja sędziego o zatrzymaniu pojedynku jest dla niego jeszcze bardziej niezrozumiała.

Fleury: „Nie chcę narzekać. Dajcie mi tylko rewanż”

Bezpośrednio po walce Fleury zachowywał spokój i pogratulował Muradovowi zwycięstwa. Jak sam przyznał, nie chciał zachowywać się jak zawodnik, który po porażce natychmiast szuka wymówek i oskarża wszystkich wokół.

Po ponownym obejrzeniu walki jego spojrzenie na sytuację jednak się zmieniło. Największym problemem nie jest już dla niego sama kontrowersyjna decyzja sędziego, ale to, że Muradov – według jego relacji – nie jest obecnie zainteresowany natychmiastowym rewanżem w wadze półciężkiej.

Nie chcę być tym gościem, który tylko narzeka i jęczy. Dajcie mi mój pieprzony rewanż, a ja to naprawię. To wszystko, czego chcę. Gdyby powiedziano mi: „Dobrze, natychmiastowy rewanż na OKTAGON 100, zrobimy z tego największą walkę, jaką kiedykolwiek mieliśmy”, nie narzekałbym teraz ani trochę.

Fleury uważa, że starcie na jubileuszowej gali OKTAGON 100 byłoby najbardziej logicznym rozwiązaniem. W jego ocenie on i Muradov należą obecnie do ścisłej czołówki całej organizacji, a pierwszy pojedynek – zwłaszcza ze względu na jego zakończenie – naturalnie domaga się drugiej odsłony.

Muradov chce walki o pas wagi ciężkiej?

Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że Fleury jest również mistrzem wagi ciężkiej. Jak przekazał Irlandczyk, Muradov miał sugerować, że nie widzi sensu w kolejnym pojedynku z nim, jeśli stawką nie będzie właśnie tytuł królewskiej kategorii.

Dla Fleury’ego taki scenariusz jest jednak trudny do zaakceptowania. Irlandczyk zwraca uwagę, że po pierwszej walce z Muradovem nie odniósł żadnych korzyści, stracił pas kategorii półciężkiej, a teraz miałby ryzykować kolejny tytuł.

To nie ma dla mnie żadnego sensu. Jesteśmy jeden do jednego, po tym jak wygrał ze mną przez bardzo kontrowersyjne przerwanie. Ale on jest jedynym, który skorzystał na naszej walce. Jeśli pokona mnie w wadze ciężkiej, może potem zejść do średniej i walczyć o kolejny tytuł. Zachowa pas półciężkiej. A ja mam się znaleźć w sytuacji, w której muszę wygrać z nim dwa razy, żeby wrócić tam, gdzie byłem wcześniej? To jest po prostu absurdalne.

Fleury twierdzi, że byłby skłonny rozważyć walkę z Muradovem w wadze ciężkiej, ale tylko pod warunkiem zapisania w kontrakcie kolejnego starcia w kategorii półciężkiej. Jego zdaniem nie może być tak, że rywal wykorzystuje kontrowersyjne zwycięstwo do zdobywania kolejnych możliwości, podczas gdy były mistrz pozostaje bez jasnej drogi do odzyskania utraconego pasa.

„Wiedziałem dokładnie, co się dzieje”

Jednym z najważniejszych elementów rozmowy była szczegółowa relacja Fleury’ego z samego momentu przerwania. Irlandczyk przekonuje, że mimo naruszenia ani na chwilę nie stracił świadomości.

Według jego relacji po mocnym prawym ciosie Muradova upadł na matę, ale od początku próbował stworzyć dystans nogami. Rywal miał następnie wyprowadzić kilka kolejnych uderzeń, z których część minęła celu, po czym Fleury związał go w uchwycie na korpusie.

Byłem naruszony, zdecydowanie. Czy byłem nieprzytomny? Nie. Czy wiedziałem, gdzie jestem? Tak. To powinno być widoczne na nagraniu. Próbowałem się bronić, próbowałem stworzyć przestrzeń, a potem go związałem. To była inteligentna obrona i nie znajdowałem się już w sytuacji bezpośredniego zagrożenia.

Fleury przekonuje, że niemal natychmiast po interwencji sędziego zorientował się, co się wydarzyło. Jak mówi, poczuł, że ktoś odciąga go od Muradova, i od razu zdał sobie sprawę, że nie jest to ręka przeciwnika.

Pierwszą rzeczą, jaką poczułem, było to, że ktoś mnie odciąga. Wiedziałem, że to nie jest Muradov. Od razu pomyślałem: „Co się tutaj dzieje?”. Widać na nagraniu, że natychmiast odwracam się do sędziego i pytam go, co on robi.

Irlandczyk dodał również, że po obejrzeniu nagrania zwrócił uwagę na reakcję arbitra bezpośrednio po przerwaniu pojedynku. Jego zdaniem sędzia nie pozwolił mu natychmiast wstać, co Fleury interpretuje jako świadomość, że decyzja o zatrzymaniu walki mogła zostać podjęta zbyt wcześnie.

Fleury krytykuje wybór sędziego

Fleury zaznaczył, że nie ma osobistego konfliktu z arbitrem prowadzącym pojedynek, ale zastanawia się, dlaczego właśnie on został wyznaczony do jednej z największych walk w historii organizacji.

Nie mam nic przeciwko niemu osobiście, ale są pytania dotyczące tego wyboru. To była jedna z największych walk, jakie organizacja kiedykolwiek zestawiła. OKTAGON ma wielu naprawdę dobrych sędziów. Dlaczego właśnie ta osoba została wybrana do prowadzenia tego pojedynku?

Irlandczyk nie zamierza jednak skupiać się wyłącznie na krytykowaniu sędziego i analizowaniu sytuacji w nieskończoność. Podkreśla, że jego rozwiązanie pozostaje bardzo proste – chce drugiej walki z Muradovem.

Kiedy dostanę możliwość, żeby to naprawić, koniec narzekania. Wszystko będzie dobrze. Ale dopóki nie dostanę tej szansy, będę zadawał pytania dotyczące tego, dlaczego walka została przerwana w taki sposób i dlaczego nie ma natychmiastowego rewanżu.

„Jestem groźnym człowiekiem. A teraz jestem jeszcze wściekły”

Fleury jest przekonany, że w pierwszym pojedynku pokazał Muradovowi, jak dużym zagrożeniem pozostaje. W pierwszej rundzie sam był bliski zakończenia walki, dlatego obecny brak natychmiastowego rewanżu interpretuje również jako dowód na to, że jego rywal zdaje sobie sprawę z ryzyka.

Lubię myśleć, że jestem niebezpiecznym człowiekiem w najlepszych momentach. Ale jeśli zrobisz ze mnie wściekłego człowieka, wtedy naprawdę jestem przerażającym gościem, z którym trzeba wejść do klatki. I w dziwny sposób myślę, że to może działać przeciwko mnie, bo bardzo wyraźnie pokazałem mu, że jestem dla niego zagrożeniem.

Irlandczyk nie ukrywa, że obecna sytuacja wzbudziła w nim ogromną frustrację. Zapewnia jednak, że niezależnie od dalszych decyzji OKTAGON MMA będzie chciał kontynuować swoją karierę i odzyskać utracony tytuł.

Cztery walki do końca kontraktu. A co z UFC?

Podczas rozmowy Fleury zdradził również, że ma jeszcze cztery walki do końca obecnego kontraktu z OKTAGON MMA. Jego umowa zakłada po trzy pojedynki rocznie, co oznacza, że kontrakt powinien zostać wypełniony do końca 2027 roku.

Wtedy Fleury będzie miał około 38 i pół roku. Mimo tego nie zamyka przed sobą drzwi do największych organizacji świata, w tym UFC.

Zobaczymy, gdzie będę po zakończeniu tego kontraktu. Jestem bardzo zainteresowany wszystkimi opcjami. Czuję, że cały czas się rozwijam i co sześć miesięcy jestem lepszym zawodnikiem. Chcę uczyć się tak długo, jak tylko będę mógł.

Fleury zwrócił przy tym uwagę na swoje zwycięstwo nad Martin Budayem, który wcześniej z powodzeniem rywalizował w UFC. Irlandczyk jest przekonany, że jego umiejętności pozwoliłyby mu na skuteczną rywalizację również w największej organizacji MMA na świecie.

Na razie jego priorytet jest jednak inny.

Mam przed sobą cztery walki i chcę skupić się na tym, co jest przede mną. Bardzo, bardzo chcę odzyskać ten pas. Jeśli kiedyś dostanę szansę sprawdzenia się w UFC, świetnie. Ale teraz jestem w OKTAGON i chcę odzyskać tytuł.

Fleury o Ianem Garrym: „Trudno jest być jego fanem”

W końcowej części rozmowy Fleury został również zapytany o Iana Machado Garry’ego i jego ostatni występ w walce o mistrzowski pas UFC. Irlandczyk bardzo wysoko ocenił umiejętności rodaka, jednocześnie przyznając, że niektóre zachowania i wypowiedzi Garry’ego sprawiają, iż trudno jest mu zdobyć pełną sympatię kibiców.

Chcę być jego fanem, bo to zawodnik wysokiego poziomu. Nie zrobił niczego strasznego. Ale czasami oglądam jego wywiady i myślę: „Proszę, ułatw ludziom bycie twoimi fanami”.

Fleury zaznaczył, że Garry zasługuje na ogromny szacunek za swoje sportowe osiągnięcia i ostatni występ. Nie zgadza się również z krytyką, według której Irlandczyk miałby nie zasługiwać na kolejne mistrzowskie szanse.

Jeśli chodzi o umiejętności, ten gość naprawdę potrafi walczyć. Trzeba po prostu to przyznać. Jego występy są imponujące, jego rekord jest świetny i dobrze jest mieć zawodnika z naszego kraju, który osiąga taki poziom.

Zdaniem Fleury’ego problem polega przede wszystkim na tym, że Garry nie zawsze potrafi odpowiednio wyczuć nastroje kibiców i spojrzeć na swoje wypowiedzi z szerszej perspektywy.

Irlandzki mistrz uważa, że jego rodakowi przydałaby się osoba odpowiedzialna za wizerunek, która pomogłaby mu lepiej komunikować się z fanami. Podkreśla jednak, że najważniejsze pozostaje to, co Garry robi w klatce.

Fleury patrzy na przyszłość z UFC z tyłu głowy

Choć Will Fleury nie ukrywa zainteresowania UFC i innymi możliwościami po zakończeniu kontraktu, obecnie całą uwagę skupia na sytuacji w OKTAGON MMA. Przede wszystkim chce odzyskać pas kategorii półciężkiej, który – w jego opinii – stracił w wyniku przedwczesnej interwencji sędziego.

Najbardziej pożądanym scenariuszem pozostaje rewanż z Makhmudem Muradovem na jubileuszowej gali OKTAGON 100. Fleury nie zamierza jednak biernie czekać i jasno zapowiada, że będzie naciskał na możliwość ponownego spotkania z Uzbekiem.

Dla Irlandczyka sprawa jest prosta – kontrowersje związane z pierwszą walką można zakończyć tylko w jeden sposób: drugim pojedynkiem.

Zobacz także: Jan Ciepłowski zdradza plany! „Oficjalnie mogę powiedzieć, że 19 grudnia walczę w Lyonie”

źródło: rozmowa Willa Fleury’ego z Home of Fight | foto: sporf.com