Jedna wypowiedź, jedno nazwisko i natychmiastowa reakcja. Wojsław Rysiewski wycofał się z medialnych sugestii dotyczących potencjalnego rywala Arkadiusza Wrzoska. Dyrektor sportowy KSW wprost przyznał błąd i jasno wskazał, dlaczego ten scenariusz jest niemożliwy.
Po gali w Radomiu pojawiły się spekulacje dotyczące kolejnych zestawień w wadze ciężkiej. Wśród potencjalnych nazwisk padł Alexander Soldatkin, co natychmiast wzbudziło zainteresowanie kibiców. Temat szybko jednak został ucięty.
Wojsław Rysiewski w trakcie live’a na Kanale Sportowym wycofał się z tej sugestii i wytłumaczył, skąd wzięło się całe zamieszanie.
Mogę to już zdementować i wycofać się z tego. Zabrakło mi czujności na gorąco.
– przyznał otwarcie.
Matchmaker KSW wskazał kluczowy problem, który całkowicie zamyka temat ewentualnego występu Soldatkina w Polsce.
Zapomniałem o dość istotnym fakcie. On nie posługuje się tylko paszportem niemieckim. Etnicznie jest Rosjaninem i występował jako Rosjanin, co w praktyce dyskwalifikuje możliwość jego walki w Polsce.
Rysiewski podkreślił, że wypowiedź padła w emocjach tuż po gali, a kontekst był ściśle związany z relacjami Arkadiusza Wrzoska.
Arek rzucił to nazwisko ze względu na Marka Samociuka, z którym jest bardzo blisko i naturalnie chciałby się w jego imieniu zrewanżować. Natomiast nie sądzę, żeby w najbliższym czasie było to możliwe.
Dyrektor sportowy KSW nie unikał odpowiedzialności za swoje słowa i wprost przeprosił za nieścisłość.
Konsekwentnie mogę jedynie przeprosić. To nie powinno się wydarzyć.
Cała sytuacja pokazuje, jak szybko federacja reaguje na potencjalne kontrowersje i jak duże znaczenie mają kwestie pozasportowe przy zestawianiu walk. W przypadku wagi ciężkiej KSW temat następnego rywala Arkadiusza Wrzoska pozostaje więc otwarty – ale jedno nazwisko zostało definitywnie skreślone.
Zobacz także: Wojsław Rysiewski o przyszłości Salahdine’a Parnasse’a w KSW: „Czekają nas trudne rozmowy”
źródło: Kanał Sportowy
