Zabit Magomedsharipov przez lata pozostawał jednym z największych „what if” w historii współczesnego MMA. Niepokonany w UFC i wymieniany w gronie zawodników zdolnych sięgnąć po mistrzowski pas, niespodziewanie zakończył karierę w 2020 roku – dziś jednak znów przygotowuje się do rywalizacji. W rozmowie z Red Corner MMA były gwiazdor UFC zdradził, dlaczego zdecydował się wrócić, czego najbardziej brakowało mu po odejściu ze sportu i czy wciąż żałuje, że nigdy nie dostał szansy walki o tytuł.

Dla wielu kibiców Zabit Magomedsharipov pozostaje symbolem niespełnionego potencjału. Rosjanin w UFC wygrał wszystkie sześć pojedynków, pokonując między innymi Jeremy’ego Stephensa, Kyle’a Bochniaka czy Calvina Kattara, a jego efektowny i niezwykle niekonwencjonalny styl sprawił, że szybko wyrósł na jednego z najbardziej ekscytujących zawodników kategorii piórkowej.

Ostatni pojedynek stoczył we wrześniu 2019 roku, gdy po trzyrundowej walce pokonał Calvina Kattara. Później jego kariera została zahamowana przez problemy zdrowotne i brak kolejnych walk, a w 2020 roku oficjalnie poinformowano o zakończeniu jego sportowej kariery.

Od tamtej pory wokół nazwiska Magomedsharipova regularnie pojawiało się jedno pytanie: co by było, gdyby nie odszedł? Teraz kibice wreszcie zobaczą go ponownie w sportowej rywalizacji. Nie chodzi jednak o powrót do MMA, a o występ w formule grapplingowej. Sam zainteresowany przyznaje, że przez długi czas w ogóle nie planował powrotu.

„Naprawdę tęskniłem za tym wszystkim”

Magomedsharipov podkreślił, że mimo odejścia od profesjonalnych walk nigdy całkowicie nie odciął się od sportu. Grał w piłkę, chodził na siłownię i od czasu do czasu pojawiał się na macie, między innymi dlatego, że jego młodsi bracia nadal trenują i rywalizują.

Z czasem coraz mocniej zaczęło brakować mu jednak czegoś, co przez lata stanowiło niemal cały rytm jego życia.

Szczerze mówiąc, nie planowałem wracać. Tak jakoś wyszło. Naprawdę tęskniłem za tym. Naprawdę chciałem jeszcze raz to poczuć i dlatego pomyślałem: spróbujmy. Nigdy całkowicie nie rzuciłem sportu. Grałem w piłkę, chodziłem na siłownię, czasami trafiałem też na salę. Nigdy nie było tak, że całkowicie zostawiłem sport i odszedłem od niego.

Zawsze starałem się utrzymywać formę. Nie miałem może konkretnego harmonogramu, ale kiedy tylko mogłem, chodziłem na trening. Po prostu to lubię. Dlatego powrót nie był dla mnie aż tak trudny. Naprawdę tęskniłem za tym reżimem – dietą, planem dnia, treningiem, powrotem do domu i odpoczynkiem. Bardzo brakowało mi całego tego procesu.

To właśnie tęsknota za codziennym rytmem życia zawodnika miała sprawić, że po kilku latach Magomedsharipov zaczął ponownie myśleć o rywalizacji.

Przyjaciel namówił go do powrotu

Dużą rolę w całej historii odegrał również Zarbiek – przyjaciel Magomedsharipova, który od dłuższego czasu zachęcał go do powrotu.

Rosjanin pojawił się na jednym z organizowanych przez jego znajomych turniejów w Katarze i spodobał mu się przede wszystkim sportowy charakter wydarzenia. Jak podkreślił, od początku nie chodziło o powrót do medialnego zgiełku i ogromnej otoczki.

Co ciekawe, były zawodnik UFC przyznał, że w ostatnich latach otrzymywał różne propozycje powrotu – również takie, które wiązały się z dużymi pieniędzmi. Wszystkie wcześniej odrzucał.

Wielu ludzi proponowało mi powrót. Były duże pieniądze, różne oferty – czy to żeby wrócić, powalczyć w grapplingu, czy się bić. Szczerze mówiąc, odmawiałem.

Myślę, że przede wszystkim ze względu na relację z Zarbiekiem i jego namowy zdecydowałem się spróbować. Ciągle spotykamy się, widujemy i on cały czas mówił: „Dawaj, wracamy”. Byłem na ich turnieju w Katarze i spodobało mi się to, jak wszystko organizują. Nie ma tam tego całego szumu, którego nie lubię. Nie ma między zawodnikami żadnych gierek. Wszystko odbywa się czysto, sportowo. To mi odpowiada.

Na razie tylko jeden występ

Magomedsharipov nie ukrywa, że nawet dla niego samego najbliższy start będzie swego rodzaju sprawdzianem. Po tak długiej przerwie chce przekonać się, jak jego organizm i forma przełożą się na prawdziwą rywalizację.

Na ten moment jego powrót ma mieć charakter jednorazowy. Były zawodnik UFC nie podpisał długoterminowej umowy na kolejne występy i decyzja o dalszej rywalizacji ma zależeć od tego, jak przebiegnie najbliższy pojedynek.

Na razie to jednorazowa historia. Zobaczymy, jak to przebiegnie i jak wszystko się ułoży. Na sali czuję się dobrze, więc pomyślałem, że warto spróbować. Nie wiem jednak, jak będzie już na samym turnieju.

Magomedsharipov przyznał również, że po powrocie do bardziej regularnych przygotowań początkowo odczuwał skutki kilkuletniej przerwy.

Fizycznie oczywiście czuję, że nie jestem już młody. Na początku, kiedy dopiero wracałem do regularnego treningu, pojawiały się drobne urazy. Tu coś bolało, tam coś bolało, organizm nie był jeszcze w odpowiednim rytmie. Teraz jest już coraz lepiej. Mięśnie wracają do formy i z czasem powinno być łatwiej. Naprawdę chcę dobrze się sprawdzić i oczywiście wygrać.

„W walkach pokazałem może 20-30 procent tego, co robiłem na treningach”

To właśnie ten wątek jest jednym z powodów, dla których historia Magomedsharipova do dziś tak mocno działa na wyobraźnię kibiców.

Nawet podczas swojej krótkiej kariery w UFC Rosjanin potrafił prezentować techniki i rozwiązania, których praktycznie nie spotykało się na najwyższym poziomie MMA. Najbardziej pamiętnym przykładem pozostaje efektowne poddanie Brandona Davisa za pomocą mało wtedy popularnej techniki – balachy na kolano.

Magomedsharipov zdradził, że nie był to przypadkowy ruch. Wiedział, że jego rywal często oddaje plecy i wcześniej trenował konkretną technikę, która ostatecznie idealnie zadziałała w oktagonie.

Oglądałem jego walki i wiedziałem, że oddaje plecy. Wiedziałem, jak ustawia się w tej pozycji i pomyślałem, że ten chwyt może zadziałać. Trenowaliśmy to wcześniej na sali i dokładnie tak się później stało – zrobiliśmy w walce to, co ćwiczyliśmy na treningach.

Jednocześnie sam Rosjanin uważa, że kibice nigdy nie zobaczyli pełnej skali jego możliwości.

Tego, co robiłem na treningach, było naprawdę bardzo dużo. W walkach nie udało mi się tego wszystkiego pokazać. Może wykorzystywałem 20-30 procent rzeczy, które potrafiłem robić na sali. Chciałem pokazać więcej, ale po prostu nie zdążyłem.

I właśnie tutaj kryje się największe „what if” związane z jego karierą. Magomedsharipov odchodził ze sportu, będąc niepokonanym w UFC i znajdując się bardzo blisko ścisłej czołówki kategorii piórkowej.

Jak długo walczyłby w UFC? „Po zdobyciu pasa od razu bym skończył”

Co ciekawe, Magomedsharipov nie widzi swojej historii w ten sam sposób, co wielu kibiców. Dla fanów jego odejście oznaczało utraconą możliwość zobaczenia, jak daleko mógłby zajść. Dla niego samego mistrzowski pas miał być jednak w zasadzie ostatnim celem. Gdy został zapytany, kiedy hipotetycznie zakończyłby karierę, gdyby jego droga w UFC przebiegała bez przerw i kolejnych komplikacji, odpowiedział bez wahania.

Gdybym został mistrzem, od razu bym skończył. Może zrobiłbym jeszcze jedną obronę. Takie były moje plany – zdobyć pas, może raz go obronić i zakończyć karierę.

Czy w takim razie po latach czuje żal, że nie udało mu się osiągnąć tego celu? Odpowiedź Magomedsharipova może zaskakiwać. Zawodnik, którego kibice od lat przedstawiają jako jedną z największych niewykorzystanych szans w historii UFC, sam nie mówi o swojej karierze z poczuciem straty.

Szczerze mówiąc, nie czuję, że coś straciłem. Moje życie się nie zmieniło przez to, że nie zdobyłem pasa. Naprawdę niczego nie żałuję – ani tego, że skończyłem, ani tego, że czegoś nie wygrałem.

W życiu cele cały czas się zmieniają. Najpierw chciałem zostać zawodowym zawodnikiem – udało się. Potem chciałem zostać mistrzem i wygrać turnieje. Później chciałem dostać się do Ameryki – udało się. Trafiłem do UFC i wygrywałem. Życie cały czas idzie dalej i pojawiają się kolejne cele.

Jedna rzecz wciąż pozostaje niewiadomą

Dla samego Magomedsharipova temat mistrzostwa i niedokończonej kariery wydaje się zamknięty. Z perspektywy kibiców będzie jednak prawdopodobnie zawsze wyglądał inaczej.

Były zawodnik UFC był jednym z najbardziej kreatywnych i widowiskowych piórkowych swojego pokolenia. Nie przegrał walki w organizacji, a jego ostatnie zwycięstwo – nad późniejszym czołowym zawodnikiem dywizji Calvinem Kattarem – tylko podsyciło przekonanie, że mógł realnie dojść do mistrzowskiej walki.

Dziś Magomedsharipov nie wraca jednak po to, by nadrabiać stracony czas ani udowadniać, że wciąż jest zdolny do walki o pas UFC. Wraca, bo po prostu zatęsknił za sportem. I choć jego najbliższy występ ma być tylko jednorazowym sprawdzianem, sam fakt ponownego pojawienia się Magomedsharipova w rywalizacji z pewnością przyciągnie uwagę wszystkich tych, którzy przez ostatnie lata zastanawiali się, jak mogła potoczyć się historia jednego z największych „what if” współczesnego MMA.

Zobacz także: Islam Makhachev wskazuje przewagę Movsara Evloeva: „Volkanovski nie jest już na tym samym poziomie”

źródło: rozmowa z Red Corner MMA (YouTube)