Przez wiele miesięcy wokół rewanżu z Dricusem du Plessisem narastały pytania o dyspozycję Seana Stricklanda. Teraz były mistrz wagi średniej w końcu odsłania kulisy – i mówi wprost o presji, której miał doświadczyć przed wejściem do klatki ze strony organizacji.
Porażka Seana Stricklanda w rewanżu z Dricusem du Plessisem na UFC 312 była dla wielu kibiców zaskakująca. Amerykanin wyglądał na wyraźnie spowolnionego, momentami pozbawionego swojej charakterystycznej agresji. Dziś wiadomo już dlaczego.
W rozmowie z Jonem Bernardem Strickland ujawnił, że do pojedynku przystępował z poważną kontuzją barku, której doznał na krótko przed otrzymaniem oferty walki.
Przed walką z Dricusem jeździłem na motocyklu z Axellem Hodgesem i rozwaliłem bark. Byłem w Kolumbii na komórkach macierzystych, kiedy zadzwonili z ofertą walki. W UFC nie mówisz „nie”. Oni są naszymi sutenerami. Nie odmawia się „panu”. Byłem przyparty do ściany.
– przyznał Strickland.
Były mistrz nie ukrywa, że decyzja o przyjęciu rewanżu była podyktowana nie tyle gotowością sportową, co realiami biznesowymi.
Ta przerwa, żeby wyleczyć ciało, była dla mnie zbawienna. Z barkiem jest już kur*wsko dobrze. Brakuje mi walk, ale było też fajnie przez chwilę być grubym, leniwym gościem.
– dodał z charakterystyczną dla siebie szczerością.
Strickland od tamtej porażki nie walczył. Teraz wraca do akcji w walce wieczoru gali UFC Houston, gdzie zmierzy się z Anthonym Hernandezem. Zwycięzca tego starcia może bardzo realnie ustawić się w kolejce po kolejną szansę mistrzowską w wadze średniej.
Dla Stricklanda będzie to pierwszy występ od czasu wygranej z Paulo Costą na UFC 302 – i jednocześnie moment, w którym zamknie rozdział pełen kontrowersji, zawieszeń i niewygodnych kulisów największej organizacji MMA na świecie.
Zobacz także: Stream wymknął się spod kontroli. Strickland posłał trzech influencerów na deski [WIDEO]
źródło: Jon Bernard, wywiad | foto: Chris Unger/Zuffa LLC
