Site icon InTheCage.pl

Curtis Blaydes uważa, że wygrał walkę z Hokitem

Curtis Blaydes uważa, że wygrał walkę z Hokitem

Ed Mulholland/Zuffa LLC

To była jedna z najbardziej brutalnych walk wagi ciężkiej ostatnich lat. Curtis Blaydes i Josh Hokit zostawili w klatce absolutnie wszystko, ale decyzja sędziów wywołała spore kontrowersje. Amerykanin nie ma wątpliwości – jego zdaniem to on powinien wygrać.

Starcie na UFC 327 już teraz określane jest kandydatem do walki roku. Ponad 390 wyprowadzonych ciosów, trzy rundy bez chwili oddechu i nieustanna wymiana ognia. Ostatecznie sędziowie jednogłośnie wskazali Hokita, ale Curtis Blaydes zupełnie się z tym nie zgadza.

„Uważam, że wygrałem tę walkę”

Blaydes szczegółowo przeanalizował przebieg pojedynku i jasno wskazał, gdzie – jego zdaniem – leżała przewaga.

Nie lubię być tym gościem, ale uważam, że wygrałem. Pierwsza runda była moja. Tak, naruszył mnie, ale ja też go naruszyłem pod koniec i dołożyłem sprowadzenie. Drugą rundę daję jemu. Trzecia była moja – naciskałem, trafiałem, szczególnie w klinczu. Sędziowie nie docenili tych wymian.

Amerykanin zwrócił uwagę również na swoją aktywność.

Kopałem, próbowałem obaleń, byłem agresywny. Nawet jeśli nie kończyłem sprowadzeń, to ja nadawałem tempo. Uważam, że wygrałem pierwszą i trzecią rundę.

Walka na charakter – bez opcji na poddanie się

Pojedynek był wyniszczający dla obu zawodników. Blaydes przyznał, że kilkukrotnie był naruszony, ale nie było opcji, by odpuścić – zwłaszcza biorąc pod uwagę zachowanie rywala.

Było wiele momentów, kiedy byłem naruszony, ale nie zamierzałem dać mu skończenia. Był wobec mnie lekceważący przez cały tydzień. Nie mogłem pozwolić, żeby miał coś takiego nade mną.

Konflikt, który nie skończył się w klatce

Josh Hokit już przed walką wzbudzał kontrowersje. Na media day wdawał się w spięcia z innymi zawodnikami, a na konferencjach prasowych rzucał w stronę rywali prowokacyjne teksty i przygotowane rymowanki.

W klatce również nie odpuszczał – w trakcie walki pokazywał Blaydesowi obraźliwe gesty.

To przełożyło się na brak jakiegokolwiek sportowego gestu po walce.

Trudno szanować gościa, który pokazuje ci środkowy palec pięć czy sześć razy w trakcie walki. Powinienem zachować się bardziej profesjonalnie, podać rękę, ale nie byłem w stanie. Po prostu go nie lubię.

Napięcie nawet w… karetce

Najbardziej zaskakujące kulisy wydarzyły się już po walce. Obaj zawodnicy trafili do tej samej karetki, co niemal doprowadziło do kolejnej konfrontacji.

Leżałem przypięty na noszach i usłyszałem, jak coś do mnie mówi. W stylu: „Dlaczego się nie poddałeś?”. Może żartował, ale ja tego tak nie odebrałem. Powiedziałem ratownikowi, żeby mnie zabrał jak najdalej od niego. Bo jeśli nie, to wyskoczę z tej karetki i zrobimy czwartą rundę.

Nawet obsługa gali miała dość

Blaydes ujawnił, że nie tylko on miał problem z zachowaniem Hokita.

Słyszałem od ludzi z UFC – od ochrony, od obsługi – że nikt go nie lubi. Mówili mi: „Zrób z nim porządek”. Serio, nawet oni byli po mojej stronie.

Rewanż i przyszłość Hokita

Mimo napięć Blaydes nie wyklucza rewanżu. Wręcz przeciwnie – jest przekonany, że dojdzie do drugiego starcia.

Jednocześnie ma spore wątpliwości co do przyszłości rywala w wadze ciężkiej.

On jest mały jak na ciężką. Ma twardą szczękę teraz, ale po kilku takich wojnach to się skończy. Jeśli miałbym mu doradzać, rozważyłbym zejście do półciężkiej.

Wojna, która jeszcze się nie skończyła

Choć oficjalnie to Josh Hokit wygrał na kartach punktowych, ta historia jest daleka od zakończenia. Napięcie między zawodnikami, kontrowersyjny werdykt i ogromne zainteresowanie kibiców sprawiają, że rewanż wydaje się tylko kwestią czasu.

Zobacz takżeCurtis Blaydes szczerze po porażce: „Hokit przyszedł i zrobił swoje”

źródło: wywiad z MMA Fighting | foto: Ed Mulholland/Zuffa LLC

Exit mobile version