Polak, w którym pokładamy ogromne nadzieje, wejdzie już w najbliższą sobotę ponownie do oktagonu. Czy wyjdzie zwycięsko z bitwy z groźnym rywalem z wyższej wagi? Obstawiamy!
Iwo Baraniewski (7-0) vs. Austen Lane (13-7)
Grzegorz: Sobotnia gala UFC w Londynie przyniesie niezwykle interesujące zestawienie w kategorii półciężkiej. Niepokonany Iwo Baraniewski wróci do oktagonu po efektownym debiucie w organizacji, a naprzeciwko niego stanie Austen Lane – doświadczony Amerykanin, który po latach walk w wadze ciężkiej zdecydował się na zejście do dywizji do 93 kilogramów. Już sam ten fakt czyni pojedynek intrygującym, bo zestawia dwóch zawodników o zupełnie innych drogach do tego momentu kariery: rozpędzonego, niepokonanego Polaka oraz potężnego fizycznie, lecz znajdującego się już raczej u schyłku kariery Amerykanina, który spróbuje odbudować się w nowej kategorii wagowej.
Iwo Baraniewski wchodzi do tej walki z idealnym bilansem 7-0 i czymś, co natychmiast przyciąga uwagę każdego obserwatora – wszystkie swoje zawodowe pojedynki kończył w pierwszej rundzie. To statystyka, która mówi wiele o jego stylu. Polak nie jest zawodnikiem, który lubi rozgrywać walkę na dystansie i spokojnie budować przewagę punktową. Jego walki są krótkie, brutalne i bardzo intensywne. Widać w nich mieszankę dynamiki, atletyzmu i konkretnego arsenału technicznego. Wywodzi się z judo i w klinczu potrafi być niezwykle groźny, bo dysponuje solidnym repertuarem rzutów i wyniesień. Jednocześnie w stójce prezentuje się coraz pewniej – jego największą bronią pozostaje potężna prawa ręka, którą już kilkukrotnie nokautował rywali. Warto przypomnieć choćby jego walkę na Dana White’s Contender Series. Baraniewski kapitalnie przeczytał zamiary Mahameda Aly’ego, zabrał głowę z linii ciosu i skontrował potężnym overhandem. Brazylijczyk padł jak rażony piorunem, a Polak potrzebował zaledwie 20 sekund, aby zakończyć pojedynek i uzyskać kontrakt z największą organizacją MMA na świecie.
Jeszcze bardziej chaotyczny, ale jednocześnie efektowny był jego debiut w UFC przeciwko Ibo Aslanowi. Tam przez moment oglądaliśmy prawdziwą bójkę w klatce – wymiany bez większej defensywy, ciężkie ciosy z obu stron – lecz nawet w takim chaosie Baraniewski potrafił zachować zimną krew. Gdy zobaczył opuszczone ręce rywala, skontrował prawym sierpowym, posłał Turka na deski i dokończył dzieła w parterze. To starcie pokazało dwie rzeczy: po pierwsze, że Polak ma naprawdę ciężkie ręce, a po drugie – że potrafi błyskawicznie przejść z boksu do ciosów w parterze i zakończyć pojedynek. Charakterystycznym elementem jego stylu jest również praca prawą ręką połączona z balansem i zejściem z linii ciosu. Baraniewski często atakuje prawym krzyżowym, po czym natychmiast schodzi z głową w bok, przygotowując się na kontrę lub zmianę płaszczyzny. W wielu walkach korzystał też z mocnych lowkicków, które pomagają mu otwierać drogę do wejść w klincz. W parterze natomiast jest bardzo pewny – potrafi kontrolować pozycję z góry, zadawać mocne uderzenia, a także atakować poddaniami. W jego arsenale pojawiały się już balachy, duszenia czy brutalne ciosy w parterze z dosiadu. Problem w analizie Baraniewskiego polega jednak na czymś innym – tak naprawdę nadal nie znamy jego pełnego potencjału. Wszystkie walki kończył w pierwszej rundzie, więc nie wiemy jak reaguje na zmęczenie, presję długiej walki czy trudne momenty w oktagonie.
Zobacz także: Błachowicz o Baraniewskim: „Może mam następcę?”. Jędrzejczyk: „Wszedł do UFC z hukiem”
Po drugiej stronie klatki stanie Austen Lane – zawodnik o zupełnie innej historii. Amerykanin to były futbolista NFL, który swoją karierę w MMA opiera przede wszystkim na fizyczności, sile i agresji. Przez lata rywalizował w wadze ciężkiej, gdzie mierzył się z zawodnikami często znacznie wolniejszymi i mniej mobilnymi. Jego rekord pokazuje charakterystyczną dynamikę – większość zwycięstw odnosił przez nokauty, ale niemal wszystkie porażki kończyły się w podobny sposób – również przez nokaut. Lane potrafi być groźny w stójce, bo dysponuje dużą siłą w rękach i lubi wdawać się w otwarte wymiany. Jednocześnie jego defensywa pozostawia wiele do życzenia. W walkach z Justinem Tafą, Jhonatą Dinizem czy Mario Pinto było widać, że gdy tempo rośnie, Amerykanin zaczyna zostawiać ogromne luki w obronie. Często atakuje szerokimi sierpami, które jeśli nie trafią, wytrącają go z równowagi i pozostawiają odsłoniętą głowę. Dodatkowo jego odporność na ciosy budzi spore wątpliwości – w UFC był już kilkukrotnie brutalnie nokautowany. Z drugiej strony Lane ma też pewne atuty. Jest wysoki, ma dobry zasięg ramion i potrafi wykorzystywać go prostymi oraz kopnięciami z dystansu. W niektórych walkach pokazywał również przyzwoite zapasy, szczególnie w starciu z Robelisem Despaigne, gdzie kontrolował rywala w parterze przez trzy rundy. Problem polega jednak na tym, że tam mierzył się z zawodnikiem kompletnie nieprzygotowanym do walki na chwyty. W starciu z kimś, kto posiada solidne podstawy grapplingu i potrafi dynamicznie przenosić walkę na matę, jego defensywa nie zawsze wygląda tak dobrze.
Kluczowym wątkiem tego pojedynku będzie również zmiana kategorii wagowej. Lane przez lata walczył w ciężkiej, gdzie ważył ponad 110 kilogramów. Teraz schodzi do półciężkiej, co oznacza solidne zbijanie wagi. W przypadku zawodnika o takich gabarytach może to mieć ogromny wpływ na kondycję i wytrzymałość w walce. Nie jest wykluczone, że Amerykanin będzie fizycznie wycieńczony już po pierwszej rundzie, szczególnie jeśli Baraniewski narzuci wysokie tempo. Patrząc na zestawienie stylów, można spodziewać się jednej z dwóch rzeczy. Jeśli walka pozostanie długo w stójce i zamieni się w otwartą wymianę, Lane zawsze będzie miał swoją szansę – jest większy, ma długie ręce i potrafi trafić ciężkim ciosem. Jednak im bardziej pojedynek będzie przypominał techniczną walkę MMA, tym większa przewaga powinna być po stronie Polaka. Baraniewski jest szybszy, bardziej dynamiczny i zdecydowanie bardziej wszechstronny. Może skracać dystans, pracować w klinczu, a przede wszystkim przenosić walkę do parteru, gdzie Lane nie zawsze czuje się komfortowo. Najbardziej prawdopodobny scenariusz wygląda więc tak, że Polak od początku zacznie wywierać presję. Będzie pracował prawą ręką, kiwkami i markowanymi zejściami, aby zmusić Amerykanina do reakcji. Gdy Lane zacznie odpowiadać ciosami, Baraniewski może wykorzystać moment i wejść w klincz, wykorzystując swoje bazy z judo. Jeśli walka trafi na matę, Amerykanin może mieć ogromne problemy z wydostaniem się spod Polaka. Biorąc pod uwagę styl obu zawodników, ich ostatnie występy oraz ogromną różnicę w dynamice i technice, scenariusz wydaje się dość klarowny. Baraniewski powinien znaleźć drogę do skrócenia dystansu, przenieść walkę na matę i tam wykorzystać przewagę w grapplingu. Mój typ: Iwo Baraniewski przez TKO po ciosach w parterze, runda 1.
Kursy podstawowe na tę walkę na efortuna.pl przedstawiają się następująco:
Baraniewski: 1.15
Lane: 4.80
