Damian Janikowski był o krok od czwartej porażki przed czasem z rzędu. Wiktor Zalewski mocno naruszył byłego medalistę olimpijskiego już na początku pojedynku podczas XTB KSW 119 w Radomiu. Janikowski przetrwał jednak kryzys, przeniósł walkę do parteru i ostatecznie poddał rywala. Po wszystkim otwarcie przyznał, że młodszy przeciwnik był bardzo blisko zakończenia walki.
Początek starcia nie układał się po myśli Janikowskiego. Zalewski trafił go kilkoma mocnymi ciosami, po których zawodnik z Wrocławia wyraźnie odczuł skutki uderzeń. Doświadczenie okazało się jednak kluczowe.
Damian Janikowski nie spanikował, wykorzystał błąd przeciwnika i błyskawicznie wrócił do swojej najmocniejszej broni.
„Powiedziałem sobie: nie panikujemy”
Janikowski przyznał, że pierwsze minuty walki były bardzo trudne, ale zachował spokój i skupił się na realizacji planu.
Fajne uczucie. Stary trochę wyga, trochę starszy lis. Może nie było więcej precyzji, bo precyzyjnie to pierwszy trafił mnie Wiktor, ale zachowałem spokój. Powiedziałem sobie: nie panikujemy. Nóżka już jest blisko, mamy ją, sprowadzamy i to już jest moja gra. Znowu widzę, że potrzebuję trochę czasu, żeby wejść w walkę. Ci młodsi, szybsi zawodnicy potrafią mnie zaskoczyć. Na chwilę się dezorientuję, ale dobrze, że byłem świadomy sytuacji. Wiedziałem, że zaraz podejdzie i odda mi nogę. Jak już ją złapałem, poczułem się pewnie. Tam już wiedziałem, co robię.
„Gdyby się uspokoił, skończyłby walkę”
Były pretendent do pasa KSW nie miał problemu z przyznaniem, że Zalewski był bardzo blisko zwycięstwa.
Według Janikowskiego młodszy rywal popełnił jednak podstawowy błąd – zamiast spokojnie budować przewagę, rzucił się po skończenie walki.
Powiem tak – gdyby się uspokoił i bił precyzyjnie, a nie szedł na wariata, to by to skończył. Chciał zrobić wszystko bardzo szybko i to go zgubiło. Patrzę na to z perspektywy trochę starszego zawodnika. Gdyby wyczekał, dokładał kolejne ciosy, mogłoby być inaczej. Ale działał instynktownie. Oczywiście trochę zatańczyłem po tych ciosach, ale cały czas byłem świadomy tego, co się dzieje. Widziałem tę nogę. Jak tylko ją złapałem, wiedziałem, że wracam do gry.
Wyłapał kontuzję rywala. „Wiedziałem, że go tym uduszę”
Kluczowy moment walki nastąpił już w parterze. Janikowski zdradził, że zauważył problem z nogą Zalewskiego i od razu postanowił to wykorzystać.
Wyłapałem to. Nawet przez chwilę spojrzałem na sędziego, bo Wiktor krzyknął „ała”. Sędzia nie reagował, więc walka trwała dalej. Wiedziałem, że noga jest wyłączona. Próbowałem różnych rozwiązań, ale byłem pewny, że skończę go właśnie tym duszeniem. On jest duży, mocno nabity mięśniami, a noga była już uszkodzona. Wiedziałem, że go tym uduszę. Robiłem to wiele razy na treningach. Idealnie zapiąłem trójkąt nogami i czekałem tylko na odpowiedni moment. Były dwa albo trzy momenty, kiedy mocno wypchnąłem biodra do przodu. Robiłem to celowo, żeby maksymalnie zablokować staw.
Walczył z zerwanymi więzadłami
Po zwycięstwie Janikowski ujawnił również, że do walki wyszedł z poważnym urazem kostki.
W Częstochowie przesparowałem może pół minuty pierwszej rundy i strzeliły mi więzadła. Kostka praktycznie pękła. Nie mówiłem o tym wcześniej. Byłem na lekach przeciwbólowych i po blokadzie. Nie ma już u mnie więzadeł ani z lewej, ani z prawej strony. Ale nie było opcji, żeby odwołać walkę. To jest moja praca. Tak zarabiam pieniądze. Nie mogłem po prostu zrezygnować.
„Nie było mowy o wycofaniu się”
Mimo kontuzji Janikowski ani przez chwilę nie rozważał wycofania się z pojedynku.
Na początku myślałem, że to kolano. Gdyby to było kolano, pewnie trzeba byłoby odwołać walkę. Ale kostkę można zatejpować, zrobić blokadę, wziąć środki przeciwbólowe i walczyć. Nawet gdyby coś znowu strzeliło, dalej bym walczył. Nie było żadnej myśli o odwołaniu pojedynku. Leczenie, tejpowanie i treningi. Tylko tyle.
„Mówili, że się kończę”
Po serii czterech porażek wielu kibiców i ekspertów zastanawiało się, czy Janikowski nie zbliża się do końca swojej przygody z KSW. Sam zawodnik uważa jednak, że takie opinie były przedwczesne.
Walka walce nierówna, przeciwnik przeciwnikowi nierówny. Wszyscy wiedzą, z kim walczyłem wcześniej i od kogo się odbiłem. Dziś wygrałem z bardzo mocnym zawodnikiem. Wiktor to naprawdę kozak, świetnie się bije i dobrze wyglądał po zmianie kategorii. Ale jeszcze musi przepracować swoje, żeby wspiąć się na sam szczyt tej dywizji. Ma na to czas.
Zobacz także: XTB KSW 119 – wyniki gali z Radomia. Kaczmarczyk nadal na tronie, Wrzosek poddany
foto: materiały prasowe KSW
