Mateusz Gamrot nie jest już zawodnikiem Czerwonego Smoka. Polski top fighter UFC „otrzymał wypowiedzenie” z poznańskiego klubu na dzień przed wylotem do Stanów Zjednoczonych, gdzie rozpocznie kolejny obóz w American Top Team. Co ciekawe, decyzja nie wyszła od samego zawodnika.
Mateusz Gamrot podzielił się zaskakującą informacją za pośrednictwem swojego profilu na Instagramie, tuż przed odlotem do Miami. Zawodnik, który od lat dzieli przygotowania między Poznań a Florydę, ujawnił, że jego wieloletnia współpraca z Czerwonym Smokiem dobiegła niespodziewanego końca.
Delikatnie rzecz ujmując, wczoraj dostałem wypowiedzenie z klubu. Tak więc nie jestem już zawodnikiem Czerwonego Smoka. Nie z mojej decyzji. Z decyzji trenera.
powiedział Gamrot w krótkim nagraniu opublikowanym na InstaStory.
Coś się kończy, coś zaczyna. Ja lecę naparzać do Stanów. Mam cel, więc wszystko jest dobrze.
dodał zawodnik, starając się zachować pozytywne nastawienie mimo niespodziewanej sytuacji.
Trenerem głównym Czerwonego Smoka jest Bartosz Jezierski i według słów „Gamera” to właśnie on stoi za decyzją o zakończeniu współpracy. Na ten moment szczegóły tej sytuacji pozostają nieznane, a sam Gamrot nie zdradził, co dokładnie legło u podstaw tej decyzji. Zawodnik związany był z poznańskim klubem od 2017 roku, kiedy opuścił Ankos MMA i rozpoczął nowy rozdział w swojej karierze.
Przez niemal dziesięć lat współpracy z Czerwonym Smokiem, Gamrot wypracował sobie pozycję jednego z najlepszych polskich zawodników MMA. To właśnie w tym okresie zdobywał mistrzowskie pasy KSW, budował swoją markę na krajowej scenie, a następnie przeniósł się do UFC, gdzie szybko wspiął się do ścisłej czołówki wagi lekkiej. Od lat jednak „Gamer” dzielił swoje przygotowania między Poznań a American Top Team na Florydzie, gdzie trenuje z czołowymi zawodnikami świata.
Wypowiedzenie z klubu nie wydaje się jednak wpływać na plany sportowe Polaka. Gamrot, który w ostatniej walce zdominował i poddał w drugiej rundzie Estebana Ribovicsa, szykuje się do kolejnego występu w oktagonie UFC. Coraz więcej wskazuje na to, że jego powrót może nastąpić już we wrześniu podczas gali UFC w Paryżu, gdzie potencjalnym rywalem miałby być Quillan Salkilld – Australijczyk, który niedawno pokonał Beneila Dariusha i otwarcie wyraził chęć zmierzenia się z Polakiem.
Sam Gamrot pozytywnie odniósł się do takiego zestawienia, a starcie miałoby spory sens sportowy. Salkilld zajmuje obecnie 12. miejsce w rankingu wagi lekkiej i próbuje przedrzeć się do elity dywizji, podczas gdy Gamrot od lat utrzymuje się w ścisłej czołówce i nie ukrywa mistrzowskich ambicji. Zawodnik zwrócił ostatnio uwagę, że jego najbliższy pojedynek będzie prawdopodobnie zakontraktowany na pięć rund, co sugeruje walkę wieczoru jednej z gal Fight Night.
W UFC „Gamer” odniósł już dziewięć zwycięstw, pokonując między innymi Ludovita Kleina, Rafaela dos Anjosa, Rafaela Fizieva czy Jalina Turnera. Przegrywał natomiast z Beneilem Dariushem, Danem Hookerem i Charlesem Oliveirą. Teraz, bez wsparcia Czerwonego Smoka, będzie musiał na nowo zorganizować swoją bazę treningową w Polsce – lub całkowicie przenieść się do American Top Team.
Źródło: Instagram/ Mateusza Gamrota
