Powrót do domu, powrót do kategorii i jeden jasny cel – zrobić show. Michael „Venom” Page przed galą UFC London nie ukrywa ambicji i zapowiada, że kibice zobaczą jego najlepszą wersję.
Już podczas najbliższej gali w Londynie Michael „Venom” Page ponownie wejdzie do oktagonu UFC. Anglik wraca do kategorii półśredniej po udanym epizodzie wagę wyżej i zapowiada, że to dopiero początek jego ofensywy w tej dywizji.
Powrót, który ma zrobić hałas
Page jasno określa swój cel przed walką – nie tylko zwycięstwo, ale też mocne przypomnienie o sobie całej czołówce.
To jest dla mnie ponowne przedstawienie się w kategorii półśredniej i przywrócenie strachu wśród rywali. Chcę pokazać widowisko, coś spektakularnego i historycznego – jak zawsze.
Dla „MVP” będzie to pierwszy występ w Londynie pod szyldem UFC, choć sam wielokrotnie walczył już przed brytyjską publicznością.
„Ci kibice wiedzą, co oglądają”
Brytyjczyk nie kryje, że atmosfera w Londynie jest wyjątkowa i znacząco różni się od innych miejsc na świecie.
W Wielkiej Brytanii ludzie od zawsze kochają sporty walki. Najpierw boks i kickboxing, a kiedy MMA się tutaj rozwinęło – eksplodowało. Ci kibice są świadomi, wiedzą, co oglądają i naprawdę się tym ekscytują. Ta energia niesie zawodników.
Styl, który wciąż sprawia problemy
Page od lat wyróżnia się nietypowym stylem walki i – jak sam przyznaje – to wciąż jego największa przewaga.
Mój styl wciąż nie jest czymś, do czego zawodnicy są przyzwyczajeni. Jest szybki, dynamiczny, bardzo trudny do rozczytania. Kontrola dystansu jest zupełnie inna niż w większości sportów uderzanych. To daje mi ogromną przewagę.
Anglik podkreśla, że mimo 38 lat wciąż się rozwija, a powrót do niższej kategorii tylko mu pomaga.
Czuję, jakbym zdjął kamizelkę obciążeniową. Jestem jeszcze szybszy niż wcześniej. A wiem, jak szybki potrafię być. Wciąż się rozwijam i czuję się świetnie.
Frustracja i brak chętnych
Choć „MVP” ma za sobą solidne występy w UFC, przyznaje, że coraz trudniej o duże nazwiska do walki.
To jest bardzo frustrujące. Przyszedłem do UFC z myślą o dużych walkach, ale mam wrażenie, że po tym, jak zobaczyli, jak radzę sobie z rywalami, wielu z nich nie chce ze mną walczyć.
Szacunek dla rywala
W Londynie Page zmierzy się z Samem Pattersonem – zawodnikiem, którego dobrze zna z treningów.
Znam go bardzo dobrze. Trenowaliśmy razem, pomagał mi w przygotowaniach do innych walk. To młody, niebezpieczny zawodnik, który ma wszystko do zyskania i nic do stracenia. Będzie groźny.
Mimo znajomości, obaj zawodnicy zgodzili się na pojedynek, traktując go jako sportowe wyzwanie.
Droga do pasa? Nie taka oczywista
Page odniósł się również do sytuacji w dywizjach i decyzji matchmakerów, które – jego zdaniem – nie zawsze są przewidywalne.
Patrząc na to, co się dzieje, trudno powiedzieć, jaka jest droga do pasa. Wydawało się, że ktoś jest następny w kolejce, a nagle dostaje ją ktoś inny. Dlatego najważniejsze to po prostu walczyć i robić swoje.
„Nie mrugaj”
Na koniec Anglik tradycyjnie zapowiada widowisko – i ostrzega kibiców.
To będzie show. Mówię to za każdym razem – nie mrugajcie.
Zobacz także: Michael „Venom” Page przed UFC London: „Nieważne gdzie mnie wstawicie – i tak jestem walką wieczoru”
źródło & foto: UFC on Paramount+ / YouTube
