Zanim jeszcze KSW ogłosiło jego lutową obronę pasa, w przestrzeni medialnej pojawił się zarzut, który wywołał spore poruszenie w środowisku. Oleksii Polishchuk – tuż przed swoją walką z Kamilem Szkaradkiem – publicznie sugerował, że Sebastian Przybysz „dobiera sobie wygodnych rywali”, a jego samego unika, bo – jak twierdził – „boi się z nim walczyć”.
Zanim jeszcze KSW ogłosiło jego lutową obronę pasa, w przestrzeni medialnej pojawił się zarzut, który wywołał spore poruszenie w środowisku. Oleksii Polishchuk – tuż przed swoją walką z Kamilem Szkaradkiem – publicznie sugerował, że Sebastian Przybysz „dobiera sobie wygodnych rywali”, a jego samego unika, bo – jak twierdził – „boi się z nim walczyć”.
Ukraiński zawodnik uderzył także w chęć mistrza na pojedynek z Rogerio Bontorinem, który w swoim debiucie w KSW przegrał z Vitaliyem Yakymenką, sugerując, że Przybysz „wolał Brazylijczyka, bo to łatwiejsza obrona pasa”.
Przybysz nie zamiótł tego pod dywan.
Już sobie porozmawiałem z tą osobą i wydaje mi się, że dotarło do niej, że gada głupoty.
– mówi wprost mistrz w rozmowie z naszą redakcją.
Jak zdradza, do bezpośredniej rozmowy doszło podczas gali Strife w Tczewie.
Spotkaliśmy się na Strife w Tczewie. Wziąłem Aleksa na bok, żeby wyjaśnić parę rzeczy. Na sam koniec przeprosił mnie i podał rękę.
– ujawnia.
Przybysz nie ukrywa, że nie był to dla niego błahy temat, bo podważanie jego sportowej uczciwości uderzało w fundament jego kariery.
Nie będziemy kolegami, ale nie dam sobie pluć na głowę i nie będę udawał, że deszcz pada. Musiałem to wyjaśnić.
– podkreśla.
Mistrz odnosi się też do samego meritum zarzutów. Jak zaznacza, to właśnie pojedynek Yakymenki w KSW naturalnie wyłonił kolejnego pretendenta, a nie żadne „wybieranie rywali”.
Od momentu jak Vitaliy wszedł do klatki KSW i wygrał, wiedziałem, że to będzie mój następny rywal. Tamten pojedynek miał wyłonić pretendenta. Jego rywal nie wyglądał obiecująco, a Vitaliy wygrał przed czasem i wyglądał świetnie. To było naturalne.
W jego opinii narracja o „uciekaniu przed Polishchukiem” była oderwana od sportowej rzeczywistości.
Ironia losu? Kilka dni później, Oleksii Polishchuk został kompletnie zdominowany przez Kamila Szkaradka, co w brutalny sposób zweryfikowało medialne deklaracje. A Sebastian Przybysz? Wchodzi do walki wieczoru XTB KSW 115 jako mistrz, który nie musi krzyczeć – tylko wychodzi do klatki i broni pasa.
Zobacz także: Lubin, pięć rund i wojna o pas. Przybysz wraca po kontuzji
Więcej w wywiadzie dla naszej redakcji:
