To nie była zwykła przegrana. To był sygnał alarmowy, którego Reinier de Ridder nie mógł już zignorować. Holender wraca do oktagonu na UFC 326, ale zanim to zrobi – odsłonił kulisy najtrudniejszego okresu w swojej karierze. I mówi wprost: jego organizm był kompletnie zajechany.
Po porażce z Brendanem Allenem, Reinier de Ridder przez wiele tygodni nie był w stanie normalnie trenować.
Przez dwa miesiące czułem się fatalnie. Nie mogłem wejść po schodach, nie byłem w stanie kończyć jednostek treningowych. Jeśli trenowałem, to przez kilka dni później byłem kompletnie wyłączony.
– przyznał w rozmowie z Submission Radio.
Dopiero szczegółowe badania pokazały prawdziwą skalę problemu.
Moje czerwone krwinki były w zasadzie w koszu. Ciężka anemia. Po walce zrobiliśmy pełne badania krwi – testosteron, lipidy, wszystko. I… wszystko było w rozsypce. Testosteron jak u dziewczynki przed okresem dojrzewania, bardzo wysokie markery zapalne. Po prostu zajechałem swój organizm. Trenowałem za dużo, robiłem za dużo ścinania wagi i kompletnie się rozwaliłem.
Jak przyznaje, przez lata nie kontrolował organizmu tak, jak powinien.
To moja głupota. Nie robiłem regularnie badań, nie robiłem testów wydolnościowych. Po prostu wchodziłem do walk i próbowałem „ogarniać to w trakcie”.
Przełom przyszedł dopiero po wdrożeniu nowego protokołu regeneracyjnego.
Zacząłem trening hipoksja-hiperoksja, suplementację, dokładne protokoły regeneracji. Ten tydzień był pierwszym od bardzo dawna, kiedy trenowałem naprawdę mocno dwa razy dziennie. I w końcu odzyskałem swój organizm. Prawie się wzruszam, mówiąc o tym.
DEXA scan potwierdził też, że – mimo ogromnej masy mięśniowej – waga średnia wciąż jest dla niego odpowiednia.
Mam bardzo wysoką gęstość kości i jestem na górnym limicie masy mięśniowej w średniej, ale to nadal moja kategoria. Mogę ją robić. To nigdy nie będzie łatwe, ale to moja waga. Przynajmniej na najbliższy rok.
Na UFC 326 de Ridder zmierzy się z Caio Borralho. I nie ukrywa, że to zestawienie jest logiczne.
To w zasadzie „finał przegranych”. Obaj nie wygraliśmy ostatnich walk. Teraz zobaczymy, kto wraca do gry o duże rzeczy. Caio jest bardzo zdyscyplinowany, wszechstronny, kompletny. Ale ja wiem jedno – jeśli pozwolisz mu się rozpędzić i ustawić, masz bardzo ciężką noc. Jeśli przyciśniesz go do siatki i narzucisz presję, mogę go zdominować.
Holender nie ukrywa też, że wciąż ma jedno nazwisko, które siedzi mu w głowie.
Chcę rewanżu z Brendanem Allenem. Sto procent. Pierwsza runda tej walki powinna wyglądać tak przez cały pojedynek. Nawet bez energii byłem blisko skończenia go w trzeciej rundzie. Wierzę, że wygrywam z nim każdej nocy – poza tą jedną.
Porażka nauczyła go jednego.
Nie wstydzę się przegranej. Wstydziłbym się, gdybym nic z niej nie wyciągnął. A ja wyciągnąłem wszystko. Następna walka będzie zupełnie inna.
Zobacz także: Brendan Allen pewny siebie: „Mam nadzieję, że o tej porze w przyszłym roku będę mistrzem”
źródło: YouTube / Submission Radio | foto: Chris Unger/Zuffa LLC
