Brendan Allen jest już w ścisłej czołówce wagi średniej UFC, ale sam podkreśla, że to dopiero etap przejściowy. Amerykanin otwarcie mówi o zmianach, które uratowały jego karierę, wskazuje konkretnego rywala z czołówki i jasno deklaruje cel na najbliższe 12 miesięcy – pas mistrzowski.

Awans do TOP 5 rankingu UFC w kategorii średniej nie robi na Allenie wielkiego wrażenia. Zamiast świętować, podchodzi do niego bardzo chłodno.

Jestem numerem pięć w TOP 5, więc w pewnym sensie to ostatnie miejsce. Nadal jest sporo pracy do wykonania. Lepiej będzie, kiedy obok nazwiska będzie napisane: mistrz.

– przyznał w rozmowie z Cageside Press.

Zmiany za kulisami po pierwszych porażkach z rzędu

Allen wrócił na właściwe tory po trudnym momencie w karierze, gdy po raz pierwszy zanotował dwie porażki z rzędu. Jak sam podkreśla, kluczowe nie były detale sportowe, lecz decyzje podjęte poza kamerami.

Zrozumiałem, że muszę zmienić miejsce treningowe, ludzi wokół siebie i sposób prowadzenia obozu. Wiele rzeczy za kulisami po prostu nie działało. Zajęło mi trochę czasu, żeby znaleźć właściwy kierunek, ale wszystko zaczęło się układać.

– wyjaśnił.

Allen określa swoją karierę jako „rollercoaster”, ale jednocześnie zwraca uwagę na długofalową stabilność.

To nie była prosta droga w górę, ale w dłuższej perspektywie ten wykres cały czas idzie w górę. Kilka spadków, ale ogólnie konsekwentny progres. Myślę, że to właśnie dzięki tej regularności jestem w UFC tak długo.

Krótki termin, duża szansa i wiara w siebie

Jednym z kluczowych momentów był pojedynek przyjęty na krótkim wyprzedzeniu z wyżej notowanym rywalem, który wyniósł Allena do top 5.

Wątpliwości zawsze się pojawiają, ale miałem pełne zaufanie do siebie i do zestawienia. Największym znakiem zapytania była ścinanie wagi i regeneracja, ale zrobiliśmy wszystko najlepiej, jak się dało. To była lekcja, żeby nie odchodzić od tego, w co wierzysz.

– tłumaczył.

Jeden cel: były mistrz i numer jeden rankingu

Allen od dłuższego czasu wskazuje jednego konkretnego rywala z czołówki – byłego mistrza UFC i aktualnego numeru jeden rankingu. Mowa oczywiście o Dricusie Du Plessisie:

On odzywa się tylko wtedy, gdy przegrywam. Kiedy wygrywam – cisza. Wszyscy inni w TOP 15 są już zakontraktowani. Nie ma sensu zestawiać numeru jeden z kimś spoza rankingu. Ta walka po prostu się broni.

– stwierdził.

Zapytany o potencjalny przebieg starcia, Allen nie ukrywa pewności siebie.

Jego jedyną realną drogą do zwycięstwa jest trafienie w stójce. Nie ma wybitnych zapasów ani jiu-jitsu. Jest twardy, potrafi się zmusić do wysiłku, ale technicznie jestem od niego lepszy. To byłaby dobra walka dla kibiców.

Spojrzenie na czołówkę i Chimaeva

Allen odniósł się również do możliwych roszad w dywizji i potencjalnych walk z Khamzatem Chimaevem.

Trzeba wytrzymać jego pierwszą rundę, postawić go na wstecznym i zmusić do pracy w parterze. Jeśli to walka pięciorundowa i każesz mu pracować, w końcu zacznie słabnąć. Ale trzeba zadawać obrażenia, nie tylko kontrolować.

– analizował.

Cel na 2026 rok: pas i pierwsza obrona

Na koniec Allen jasno określił swoje ambicje na najbliższy rok.

Mam nadzieję, że o tej porze w przyszłym roku będę mistrzem. A może nawet po jednej obronie pasa. Idealnym scenariuszem byłaby walka o tytuł z zawodnikiem, który już dwa razy mnie pokonał – żeby raz na zawsze sprawdzić, kto jest najlepszy. Jestem bardzo konkurencyjny i to wciąż siedzi mi w głowie.

– zakończył.

Zobacz takżeDricus du Plessis odpala w kierunku Allena: „Wygrywa dwie walki i myśli, że może wyzywać byłych mistrzów?”

źródło: Cageside Press | foto: Getty Images