Tyron Woodley nie zamierza jeszcze kończyć kariery w sportach walki. Były mistrz UFC w wadze półśredniej zdradził, że planuje wrócić do MMA jeszcze w tym roku i przeprowadzić „ostatni bieg” w swojej karierze. Amerykanin odniósł się również do głośnego konfliktu wokół jego wieloletniego przyjaciela i trenera, Dina Thomasa.
W ostatnim czasie sporo emocji wywołała sytuacja z udziałem Dina Thomasa, który po porażce Gillian Robertson na UFC 330 ogłosił zakończenie pracy w narożniku. Trener szybko przeprosił za moment, w którym zdecydował się na taki komunikat, jednak jego słowa spotkały się z ostrą krytyką części środowiska.
W obronie Thomasa stanął między innymi Sean Strickland, który określił go mianem „gównianego trenera”. Tyron Woodley odpowiedział mu prywatnie, a później przyznał, że jego emocje wzięły górę. Nie zamierza jednak przepraszać za lojalność wobec człowieka, z którym od lat łączy go bliska relacja.
Rozmawiałem wczoraj z Dinem. Nie chcę za bardzo w to wchodzić, bo musiałem sam się powstrzymać. Każdy ma prawo mówić to, co chce. To jedna z rzeczy, które mamy w Stanach Zjednoczonych – wolność słowa. Możemy uznać, że zrobił to w złym momencie i że zabrał jej chwilę. Ale jaką chwilę ona wtedy miała? Dobrze się zaprezentowała. Miała świetną serię. Może wrócić na salę i popracować nad pewnymi rzeczami. Nie uważałem, że jej porażka z Mackenzie była czymś, czego powinna się wstydzić. Ta dziewczyna jest silna, świetnie bije i ma bardzo dobre jiu-jitsu. Gillian weszła tam i dała z siebie wszystko. Wie, jak to jest być w klatce, może wrócić i zaprezentować się lepiej. Ale Mackenzie również może zrobić to samo. To jest właśnie piękne w MMA – nigdy nie wiadomo, co się wydarzy.
Jeśli czuł, że właśnie w tamtym momencie powinien to powiedzieć, być może ja bym tego nie zrobił, ty byś tego nie zrobił, ale to nie znaczy, że on nie powinien był tego zrobić. Każdy chce coś powiedzieć, bo łatwo jest się przyłączyć i krzyczeć: „To hańba”. Czasami chodzi o ludzi, z którymi pracujesz. O ludzi, którzy uśmiechają się do ciebie w twarz. On jest moim człowiekiem. Musiałem się powstrzymać, bo zacząłem wdawać się w dyskusje z ludźmi i pomyślałem: „Co ja, Tyron, właściwie robię? Przecież nie mogę być hipokrytą”.
„To mój brat”
Woodley podkreślił, że jego reakcja wynikała przede wszystkim z lojalności wobec Thomasa. Były mistrz UFC uważa, że skoro każdy ma prawo wyrażać swoje zdanie, to nie powinien jednocześnie atakować innych za korzystanie z tego samego prawa.
Mówię, że on ma prawo powiedzieć to, co chce i kiedy chce. Nie mogę atakować tych ludzi. Poszedłem bezpośrednio do niego, na jego profil. Nie mam jego numeru, więc napisałem do niego bezpośrednio. Nie zamierzam dawać mu rozgłosu, bo na zewnątrz zachował się jak ktoś z obecnej ery, czyli ery robienia zasięgów, ale prywatnie wszystko skończyło się na wzajemnym szacunku, więc zostawiłem to w tym miejscu.
Muszę pozwolić mu również mówić to, co uważa za słuszne. Nie mogę kontrolować jego wypowiedzi, ale podtrzymuję wszystko, co powiedziałem, i stoję za swoim człowiekiem. To mój brat. Zrobiłbym naprawdę wiele za Dina. Powiedziałbym ci to samo prosto w twarz. Tak właśnie się z tym czuję.
Relacja Woodleya z Thomasem sięga czasów wspólnych treningów w American Top Team. Były mistrz podkreśla, że ich więź przetrwała również późniejsze zmiany klubów i zespołów treningowych.
Uważam, że jest jednym z najwspanialszych umysłów w tym sporcie. Nie zamierzam pozwolić, żeby ktokolwiek go obrażał. Powiem ci to prosto w twarz, a jeśli skończy się to walką, to pieprzyć to – walczmy.
Woodley wróci do MMA jeszcze w tym roku?
Woodley ostatni pojedynek w MMA stoczył w 2021 roku. Później skoncentrował się przede wszystkim na boksie, ale nigdy nie zamknął definitywnie drzwi do powrotu do klatki.
Teraz były mistrz UFC potwierdził, że prowadzi rozmowy dotyczące kolejnych występów. Wśród osób, z którymi pozostaje w kontakcie, wymienił Scotta Cokera oraz Nakisę Bidariana. Wspomniał również o Global Fight League, która ma rozpocząć działalność pod koniec roku.
Zdecydowanie rozmawiam ze Scottem Cokerem. Rozmawiam też z Nakisą Bidarianem za kulisami. W większym stopniu jako konsultant – jeśli chodzi o budowanie marki, to, czego zawodnicy potrzebują, co lubią i czego chcą. Nie skreślajcie też GFL. Wiem, że jeszcze nie wystartowali, ale w październiku lub listopadzie pojawią się na dobre. Jest wiele dobrych możliwości i wiele dobrych organizacji. Prawdopodobnie zobaczycie mnie w tym roku ponownie w MMA.
Największym wyzwaniem będzie odbudowanie zespołu
Woodley przyznał, że sam powrót do treningów nie jest dla niego największym problemem. Znacznie trudniejsza będzie kwestia stworzenia odpowiedniego zespołu po śmierci Duke’a Roufusa, jego wieloletniego trenera, który zmarł w 2025 roku.
Amerykanin nie ukrywa również, że szczególnie trudno byłoby mu wyobrazić sobie powrót bez Dina Thomasa w narożniku.
Myślę przede wszystkim o tym, że Duke’a Roufusa nie będzie już w tym wszystkim, a Din nie będzie stał w moim narożniku. To byłoby dla mnie trudniejsze niż samo wyjście do walki.
„To będzie mój ostatni bieg”
Woodley ma już 44 lata i doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że jego sportowa kariera znajduje się na ostatnim etapie. Nie zamierza jednak odchodzić po cichu.
Były mistrz chce najpierw wrócić do swoich zapaśniczych korzeni, a następnie ponownie pojawić się w MMA. Jego zdaniem będzie to okazja, żeby jeszcze raz przypomnieć kibicom, jak wiele osiągnął w swojej karierze.
Ten ostatni bieg ma przypomnieć wam wszystkim, kim jestem. Co wnoszę do stołu. Co zrobiłem. Niektórzy o tym zapomnieli. W ostatnim czasie dostałem wiele lekcji i wyciągnąłem z nich wnioski. Nie podejmuję już po prostu wielkich ryzyk i nie rzucam się w coś bez znaczenia, nie przejmując się tym, czy wygram, czy przegram. Za każdym razem stawiałem się w najlepszej możliwej pozycji. Sam jestem zaskoczony, tak jak wy – nie wygrałem żadnej rywalizacji od czasu walki z Darrenem Tillem. Za każdym razem od tamtej pory trenowałem jak szalony. W pewnym momencie żyłem jednak w sposób, z którego nie jestem dumny. W czasie panowania nad pasem robiłem rzeczy, na które dzisiaj patrzę i wiem, że nie powinienem był ich robić. Trzeba być wobec siebie szczerym. To nie jest udawanie, to jest prawdziwe życie. Za wszystko w końcu trzeba zapłacić. Jeśli myślisz, że jesteś gwiazdą rocka, żyjesz szalonym życiem i uważasz, że konsekwencje nigdy cię nie dopadną, oszukujesz samego siebie. Wiem więc, że ten etap mojej kariery zbliża się do końca. Zasiałem już swoje ziarna, również te duchowe, które w przyszłości przyniosą plon. Czuję, że ten ostatni sezon ma pokazać ludziom, że Bóg istnieje. Kiedy zobaczą mnie rywalizującego w moim wieku… kiedy zdejmę koszulkę i stanę na wadze, powiedzą: „Ten skurczybyk naprawdę trenował”.
Zobacz także: „Nie ma większej wagi w jego przeprosinach” – Gillian Robertson przerywa milczenie po UFC 330
źródło: wywiad dla MMA Fighting | foto: Julio Aguilar/Getty Images
