Wokół Dillona Danisa znowu robi się głośno – i jak zwykle nie chodzi tylko o walkę. Przed starciem na RAF 07 Amerykanin uderza w Colby’ego Covingtona, UFC i pół środowiska MMA. Jedno jest pewne – ciszy nie będzie.

Na kilka dni przed pojedynkiem z Colbym Covingtonem, Dillon Danis pojawił się w rozmowie z The Schmo i… zrobił dokładnie to, czego można się było spodziewać. Mocne słowa, kontrowersyjne tezy i kilka ciekawych kulisów zza sceny.

„Ja nie gram postaci. Ja naprawdę jestem tym gościem”

Danis nie zamierza stawiać się w jednym szeregu z innymi „trash talkerami”.

Nie jestem żadnym czarnym charakterem. On nim jest. To jest fake postać. Ja jestem naprawdę złym gościem. Oni ćwiczą teksty przed lustrem, ja mówię to, co czuję.

Amerykanin jasno daje do zrozumienia – w jego przypadku to nie kreacja, tylko charakter.

Uderzenie w Covingtona

Choć konflikt między nimi nie jest bardzo długi, Danis sugeruje, że sytuacja może eskalować.

Myślałem, że to będzie świetna walka do promocji. Dwóch największych gości od gadki. A on nagle chce być „miły”. To jest wkurzające.

Zapowiada też, że ma „haka” na Covingtona.

Mam rzeczy, o których on nie wie, że ja wiem. Jeśli nie chcesz, żebym to powiedział, lepiej się nie pojawiaj.

„Nikt nie chce ze mną walczyć”

Danis po raz kolejny wraca do tematu braku chętnych rywali w MMA.

Mieliśmy sześciu byłych mistrzów UFC, którzy odmówili. Niektórzy dostali oferty po milion dolarów i dalej nie chcieli walki. Jeśli jestem taki łatwy, to czemu nikt nie bierze tych pieniędzy?

To narracja, którą buduje od dłuższego czasu – „wszyscy mówią, nikt nie wychodzi”.

Kulisy walki z Mike’em Perrym

Jedna z najciekawszych wypowiedzi dotyczy potencjalnej walki na gali Netflixa.

To ja byłem pierwszym wyborem do walki z Mikem Perrym. Wszystko było dogadane, ale ktoś „z góry” to zablokował.

Danis nie chciał zdradzić szczegółów, ale jasno zasugerował, że „polityka” odegrała kluczową rolę.

Konflikt z UFC i zakaz wstępu

Amerykanin odniósł się również do swojej sytuacji względem największej organizacji świata.

Zbanowali mnie z gal. To jest śmieszne. Ludzie innych zawodników mieli darmowe bilety, a mnie wyrzucili.

Mimo to nie zamyka drzwi.

Moim celem nadal jest zostać mistrzem UFC.

„Znokautować? Nie. Udusić go”

Zapytany o sposób na Covingtona, Danis odpowiedział… po swojemu.

Uduszę go do nieprzytomności, a potem sam się przypnie.

To oczywiście nawiązanie do jego korzeni w BJJ – i jednocześnie kolejna prowokacja.

Ambicje i aktywność

Danis podkreśla, że chce być aktywny i walczyć często – niezależnie od formuły.

Chcę dawać ludziom to, czego chcą. Aktywność. Grappling, wrestling, MMA – nieważne. Po prostu chcę walczyć.

Już teraz zapowiada kolejne starcie – możliwy pojedynek z Armanem Tsarukyanem w formule grapplingowej.

Mocne słowa na koniec

Na zakończenie Danis nie gryzł się w język – jak zwykle.

Wszyscy gadają, że mnie pokonają. To niech ktoś weźmie walkę. Jeśli jestem taki łatwy, to czemu nikt nie chce zarobić tych pieniędzy?

Danis robi dokładnie to, co potrafi najlepiej – buduje chaos wokół swojej osoby. Teraz pozostaje jedno pytanie: czy za słowami pójdą czyny na macie?

Zobacz takżeColby Covington ostro o gali UFC White House: „To fatalna karta walk”

źródło: The Schmo (YouTube)