Przed nami bardzo ciekawa gala KSW 117 w Warszawie. Legendarny Mamed Khalidov ponownie zawalczy o pas mistrzowski, a na jego drodze stanie nieprzewidywalny Paweł Pawlak, który dzierży tytuł. W drugiej najważniejszej walce wieczoru Marcin Wójcik spróbuje obalić panowanie Phila De Friesa. Zapraszamy na typowanie!
Paweł Pawlak (25-4-1) vs. Mamed Khalidov (38-8-2) – o pas KSW wagi średniej
Grzegorz: Walka wieczoru gali XTB KSW 117 to starcie, które ma w sobie wszystko – mistrz, który nie zna smaku porażki przed czasem, kontra legenda, która mimo upływu lat wciąż potrafi robić rzeczy niemożliwe. Paweł Pawlak stanie do obrony pasa wagi średniej przeciwko Mamedowi Khalidovowi – zawodnikowi, który dla wielu jest największą ikoną KSW. To pojedynek doświadczenia, kreatywności i instynktu z jednej strony oraz konsekwencji, tempa i żelaznej odporności z drugiej.
Paweł Pawlak to dziś jeden z najbardziej kompletnych zawodników wagi średniej w Europie. Jego styl opiera się na kontroli dystansu, ogromnej aktywności i świetnym zarządzaniu tempem walki. To fighter, który nie szuka jednej kończącej akcji, tylko systematycznie rozbija przeciwnika. Pracuje prostymi, używa kopnięć frontalnych na korpus, dokłada kopnięcia na nogi i miesza poziomy ataku (korpus, głowa, wykroczna noga). Bardzo dobrze porusza się na nogach, orbituje, zmienia kąty i sprawia, że rywale mają ogromny problem z ustawieniem go pod czysty cios, krótko mówiąc, łodzianin często jest w swoich pojedynkach nieuchwytny dla swoich oponentów.
W ostatnich walkach Pawlak pokazywał, jak potrafi kontrolować przebieg pojedynku na przestrzeni pięciu rund. W rewanżu z Janikowskim narzucił tempo, rozbijał rywala na nogach i nie pozwolił mu wejść w swoją grę. Z Materlą zneutralizował presję i agresję, wykorzystując mobilność i precyzję. Z kolei w ostatnim starciu, gdzie skonfrontował się z Zerhounim pokazał coś jeszcze – zdolność do przetrwania trudnych momentów, przejęcia inicjatywy i skończenia walki w końcówce brutalnym poddaniem balachą na kolano. To bardzo ważne, bo pokazuje, że Pawlak nie tylko wygrywa rundy, ale potrafi też znaleźć skończenie po długiej, wyczerpującej walce.
Jego ogromnym atutem jest także wszechstronność. Potrafi walczyć w dystansie, potrafi pracować w klinczu, potrafi obalać i kontrolować w parterze. Co istotne – jego gra na macie jest coraz bardziej ofensywna. Nie tylko utrzymuje pozycję, ale szuka przejść, ataków i akcji kończących. Do tego dochodzi kapitalna kondycja – Pawlak nie zwalnia, nawet w czwartej i piątej rundzie nadal pracuje na wysokim tempie.
Największą przewagą mistrza jest jednak odporność. Nigdy nie został skończony. Przyjmował ciosy, przechodził przez trudne momenty, ale zawsze wracał do swojej gry. W kontekście walki z zawodnikiem tak nieprzewidywalnym jak Khalidov to może mieć ogromne znaczenie.
Mamed Khalidov to zupełnie inny typ zawodnika, do którego charakterystyki możemy w tym momencie płynnie przejść. To artysta MMA, który bazuje na instynkcie, kreatywności i nieprzewidywalności. W stójce utrzymując dystans, szuka momentów do eksplozji. Potrafi nagle skrócić dystans i wejść z kombinacją 1-2, często poprzedzoną pracą lewą ręką, która rozbija gardę przeciwnika. Jego timing i czucie dystansu przez lata były na absolutnie elitarnym poziomie i nic nie wskazuje na to, że Khalidov ten atut zatracił.
Jednocześnie Mamed dysponuje jednym z najbardziej rozbudowanych arsenałów kopnięć w MMA. Lowkicki, kopnięcia frontalne, okrężne, obrotówki, techniki z wyskoku – to wszystko stanowi element jego gry. Co ważne, techniki te nie są tylko dodatkiem, ale realnym zagrożeniem, które potrafi kończyć walki o czym chociażby dwukrotnie przekonał się Scott Askham czy Michał Materla. W parterze Mamed jest równie niebezpieczny. Nie bazuje na kontroli, tylko na okazjach. Szuka balach, trójkątów, gilotyn, dźwigni na nogi. Potrafi wyciągnąć poddanie z pozycji, które dla innych zawodników nie stanowią zagrożenia. Jego zwycięstwo nad Bartosińskim było tego idealnym przykładem – przetrwał trudne momenty, a potem wykorzystał jedną okazję i zakończył walkę, dopisując pierwszą i jak dotąd jedyną porażkę do rekordu mistrza kategorii półśredniej.
Styl Khalidova ma jednak swoją cenę. Opiera się na zrywach, dynamice i eksplozji, co odbija się na kondycji. W dłuższych walkach jego tempo spada, a aktywność maleje. W wieku 46 lat ten aspekt może być jeszcze bardziej widoczny. Choć nadal jest w świetnej formie, to nie da się ukryć, że nie jest już tym samym zawodnikiem, który przez lata demolował rywali w pierwszych rundach.
Zderzenie stylów w tej walce zapowiada się fascynująco. Pawlak będzie chciał narzucić tempo, pracować na nogach, punktować i systematycznie rozbijać Khalidova. Będzie orbitował, kąsał prostymi i kopnięciami, zmuszał Mameda do pracy w defensywie i wydłużał walkę. Kluczowe dla niego będzie unikanie krótkich, dynamicznych wymian, w których Khalidov jest najgroźniejszy. Mamed z kolei będzie szukał momentów. Nie będzie walczył na wysokim tempie przez pięć rund, tylko będzie czekał na okazje do wejścia z mocnym atakiem. Może spróbować zaskoczyć kopnięciem, wejść z kombinacją albo wykorzystać błąd Pawlaka w parterze. Bardzo możliwe, że będzie oddawał przestrzeń, wciągał mistrza i próbował złapać go w kontrze.
Kluczowym elementem będzie pierwsza i druga runda. Jeśli Khalidov znajdzie moment i naruszy Pawlaka, może skończyć walkę. Jeśli jednak Pawlak przetrwa początek, narzuci tempo i zacznie przejmować kontrolę, sytuacja zacznie się odwracać. Każda kolejna minuta będzie działała na korzyść mistrza. „Plastinho” to typ slowstartera, a Mamed to istna eksplozja w pierwszych rundach, dlatego absolutnie nie zdziwi mnie, jeśli Khalidov ten fakt wykorzysta i będzie w stanie szybko skończyć łodzianina. Nie można też pominąć aspektu parteru. Choć Pawlak jest solidny w tej płaszczyźnie, to Khalidov pozostaje zagrożeniem z każdej pozycji. Jedno złe ustawienie, jedna chwila nieuwagi i walka może się skończyć. Z drugiej strony, jeśli to Pawlak będzie kontrolował z góry i rozbijał łokciami, może bardzo wyraźnie punktować rundy.
Ostatecznie ta walka wygląda jak starcie krótkich, niebezpiecznych zrywów z długofalową, konsekwentną pracą. Khalidov ma więcej narzędzi do skończenia walki, ale Pawlak ma więcej sposobów na jej wygranie na dystansie pięciu rund. Mój typ: Paweł Pawlak przez decyzję sędziów.
Kursy podstawowe na tę walkę na efortuna.pl przedstawiają się następująco:
Pawalk: 1.70
Khalidov: 2.15
Phil De Fries (28-6) vs. Marcin Wójcik (22-10) – o pas KSW wagi ciężkiej
Grzegorz: Starcie o pas wagi ciężkiej na gali XTB KSW 117 zapowiada się jak kolejny test dla niekwestionowanego dominatora, ale tym razem po drugiej stronie stanie zawodnik, który przychodzi z konkretnym argumentem i mocnym rozpędem. Phil De Fries od lat kontroluje królewską kategorię, narzucając rywalom swoje warunki i konsekwentnie ich łamiąc. Teraz zmierzy się jednak z Marcinem Wójcikiem, który po wejściu do wagi ciężkiej wygląda jak zawodnik gotowy na największe wyzwania. Czy im sprosta? Mam poważne wątpliwości, ale na pewno nie jest to rzecz niemożliwa do wykonania.
Phil De Fries to absolutny hegemon wagi ciężkiej KSW. Jego styl nie jest efektowny, ale jest piekielnie skuteczny. Brytyjczyk od lat robi dokładnie to samo – skraca dystans, zamyka rywala na siatce, męczy w klinczu, a następnie przenosi walkę do parteru, gdzie zaczyna się systematyczna destrukcja. To zawodnik, który buduje swoją przewagę sekundę po sekundzie, odbierając rywalowi nie tylko oddech ale i chęci do walki.
Największą siłą De Friesa jest jego kontrola. Gdy już złapie rywala, potrafi go kompletnie unieruchomić. Wyklucza ręce, pracuje łokciami, przechodzi pozycje i nie daje przestrzeni do powrotu na nogi. W parterze jest metodyczny, cierpliwy i konsekwentny. Nie spieszy się, nie ryzykuje – po prostu rozbija przeciwnika, aż ten nie ma już żadnych odpowiedzi. Jego zwycięstwa nad Wrzoskiem, Stošiciem czy Vojčakiem wyglądały bardzo podobnie – nawet jeśli pojawiały się trudne momenty, to finalnie kończyło się pełną dominacją Anglika.
Trzeba też podkreślić jego odporność psychiczną. W ostatniej walce z Vojčakiem zaliczył deski, znalazł się w ogromnych tarapatach, ale przetrwał i natychmiast wrócił do swojej gry. To pokazuje, że nawet jeśli coś pójdzie nie po jego myśli, De Fries nie panikuje – wraca do schematu, który działa. Oczywiście, jego słabości są znane. W stójce jest ograniczony. Nie ma wybitnej szybkości ani techniki bokserskiej. Można go trafić, można go naruszyć. Problem polega na tym, że bardzo niewielu zawodników jest w stanie utrzymać walkę w tej płaszczyźnie na tyle długo, żeby to wykorzystać. Presja, klincz i zapasy De Friesa prędzej czy później ściągają walkę tam, gdzie czuje się najlepiej.
Marcin Wójcik to zupełnie inna historia. To zawodnik, który przez lata walczył w niższej kategorii, ale w ostatnim czasie wyraźnie złapał wiatr w żagle. Jego przejście do wagi ciężkiej okazało się strzałem w dziesiątkę – jest szybszy i bardziej dynamiczny od rywali.
Wójcik bazuje na stójce, ale nie jest jednowymiarowym strikerem. Potrafi pracować kombinacjami, dobrze kontruje, ma wyczucie momentu i potrafi wykorzystać błędy przeciwnika. Jego zwycięstwo nad Chuzhigaevem było tego świetnym przykładem – przetrwał trudne momenty, a potem wykorzystał okazję i skończył walkę przez ciosy w parterze. Z kolei z Sakaiem pokazał dojrzałość – kontrolował tempo, punktował i nie dał się wciągnąć w chaotyczną bójkę.
Jego dużym atutem jest również wszechstronność. Potrafi walczyć w klinczu, potrafi się bronić przed obaleniami, sam też potrafi przenieść walkę do parteru. Co ważne, ma instynkt przetrwania – był już w sytuacjach kryzysowych, był naruszany, ale potrafił wracać i odwracać losy pojedynków. Jednak starcie z De Friesem to zupełnie inny poziom wyzwania. Wójcik nie mierzył się jeszcze z kimś, kto narzuca taką presję fizyczną i tak konsekwentnie dąży do jednego scenariusza. Jego defensywa zapaśnicza i umiejętność wychodzenia spod kontroli będą tutaj kluczowe.
To zestawienie sprowadza się do pytania – czy Wójcik jest w stanie utrzymać walkę w stójce? Jeśli tak, to robi się naprawdę ciekawie. De Fries w stójce jest do trafienia, a Wójcik ma narzędzia, żeby go naruszyć. Szybkość, timing i kombinacje Polaka mogą sprawić mistrzowi realne problemy, zwłaszcza na początku walki.
Jeśli jednak De Fries skróci dystans i zamknie Wójcika na siatce, scenariusz zacznie wyglądać znajomo. Klincz, umęczanie, obalenie i kontrola z góry, a tam Brytyjczyk jest jednym z najbardziej niewygodnych zawodników w całym MMA. Każda sekunda pod nim to walka o przetrwanie.
Można się spodziewać, że początek walki będzie najgroźniejszy dla mistrza. Wójcik będzie szybki, świeży, będzie miał przestrzeń do pracy. De Fries będzie musiał uważać na ciosy i szukać momentu na wejście w klincz. Im dłużej walka potrwa, tym bardziej będzie przechylać się na stronę mistrza. Presja, masa i doświadczenie w takich bojach zrobią swoje.
Kluczowe będą pierwsze próby obaleń. Jeśli Wójcik je obroni i zmusi De Friesa do walki w stójce, może zacząć budować przewagę. Jeśli jednak zostanie sprowadzony i nie będzie w stanie szybko wrócić na nogi, walka może bardzo szybko wymknąć się spod kontroli.
Ostatecznie to starcie wygląda jak klasyczna konfrontacja stylów, w której jeden zawodnik musi zrobić wszystko, żeby utrzymać walkę w swojej płaszczyźnie, a drugi zrobi wszystko, żeby ją przenieść tam, gdzie jest nie do zatrzymania. Mój typ: Phil De Fries przez TKO po ciosach w parterze w 2. rundzie.
Kursy podstawowe na tę walkę na efortuna.pl przedstawiają się następująco:
Phil De Fries: 1.18
Wójcik: 4.85
Daniel Rutkowski (17-4) vs. Oleksiy Polishchuk (15-6)
Fabian: Powrót Daniela Rutkowskiego do MMA po nieco ponad 2 latach absencji to spore wydarzenie dla polskiego podwórka. Wszak już 37-letni były pretendent do pasa ma w KSW bilans 5-2 i przegrywał jedynie z mistrzami. Parnassem i Kaczmarczykiem. Wciąż powinien być istotnym graczem w czubie dywizji. Uważam, że dostał przeciwnika na rozruch. Oleksii Polischuk jest oczywiście groźny zwłaszcza parterowo i ma świetne parametry zasięgowe natomiast jeśli Rutkowski nie będzie mocno zardzewiały po przymusowej przerwie to Ukrainiec nie będzie miał wiele do powiedzenia. Polak będzie górował siłowo, wciąż mimo backgroundu zapaśniczego podtrzymuje aktywność w walkach bokserskich co oddziałuje na jego stójkę. Jest twardy i piekielnie wytrwały w swych poczynaniach. Ugniatanie Polischuka pod siatką i obalanie będzie zapewne głównym planem. „Rutka” poddał w karierze tylko Parnasse. Nie spodziewałbym się, że nawet tak sprawny grappler jak Oleksii cokolwiek zrobi wywodzącemu się z zapasów Danielowi. Jak mało kto potrafi on neutralizować rywala klinczem czy też parterem. To powinna być metodyczna, momentami może nawet nudnawa walka, w której Rutkowski będzie chciał bezpiecznie zrzucić presję powrotu, ponownie zaufać swoim umiejętnościom. Idealny rywal na przetarcie, bo niespecjalnie groźny w stójce, fakt chaotyczny, nieszablonowy, ale bez atomowych ciosów. Rutkowski konsekwentnie umęczy oponenta przez 15 minut łącząc klincz z zapasami a i w stójce notując sukcesy bokserskie. Mój typ: Daniel Rutkowski decyzją.
Kursy podstawowe na tę walkę na efortuna.pl przedstawiają się następująco:
Rutkowski 1.50
Polishchuk: 2.59
Andi Vrtačić (8-3) vs. Albert Odzimkowski (16-7)
Grzegorz: To starcie w wadze średniej zapowiada się jako klasyczne zderzenie dwóch zupełnie różnych światów. Z jednej strony Albert Odzimkowski – zawodnik fizyczny, bezpośredni, który najlepiej czuje się w zwarciu i w parterze. Z drugiej Andi Vrtačić – dynamiczny, nieprzewidywalny striker, świetnie pracujący na dystansie i korzystający z szerokiego arsenału kopnięć oraz technik obrotowych. To pojedynek, w którym kluczowe będzie jedno pytanie – kto narzuci swoje warunki gry. Albert Odzimkowski to zawodnik o bardzo wyraźnie zarysowanym stylu walki. Presja, skracanie dystansu, klincz i przeniesienie pojedynku do parteru – właśnie tam czuje się najpewniej. „Złoty” potrafi konsekwentnie iść do przodu, nawet przyjmując uderzenia na gardę, byle tylko zamknąć rywala na ogrodzeniu. To moment, w którym zaczyna się jego gra – próby obaleń, dociskanie, odbieranie przestrzeni i systematyczne męczenie przeciwnika. W takich warunkach narzuca fizyczność, pracuje kolanami, krótkimi ciosami, a gdy walka trafia na matę, potrafi długo kontrolować pozycję i rozbijać z góry łokciami. Nie jest to jednak styl pozbawiony wad – bywa przewidywalny w swoich wejściach, a gdy nie udaje mu się szybko przejąć kontroli, zdarzają się momenty spięcia, które odbijają się na jego tempie i wydolności. Andi Vrtačić to zupełnie inny typ zawodnika. Najlepiej funkcjonuje w przestrzeni, gdzie może wykorzystać swój zasięg, pracę na nogach i kreatywność w ataku. To stójkowicz najlepiej czujący się na dystansie, który lubi mieć kontrolę nad tempem i rytmem walki. Jego ofensywa jest bardzo różnorodna – korzysta z frontów na korpus, kopnięć na różnych poziomach, potrafi zaskoczyć wysokim kopnięciem, ale też efektownymi technikami obrotowymi, jak backfisty czy łokcie. Dobrze pracuje po łuku, nie daje się łatwo zamknąć na siatce i często frustruje rywali swoją mobilnością. Co ważne, nawet gdy walka trafia do parteru, nie jest łatwy do utrzymania – sprawnie wraca na nogi, dobrze reaguje w przejściach i zachowuje spokój pod presją. To zawodnik, który potrzebuje przestrzeni, ale jeśli ją dostaje, potrafi bardzo szybko przejąć inicjatywę i zaznaczyć swoją przewagę. Klucz do tej walki jest bardzo czytelny. Jeśli Odzimkowski będzie w stanie zamknąć Vrtačicia na siatce, skrócić dystans i regularnie przenosić walkę do parteru – zacznie budować przewagę. Jeśli jednak Chorwat utrzyma walkę na nogach i będzie miał przestrzeń do pracy, jego przewaga szybkości, zasięgu i kreatywności zacznie robić różnicę. Każda sekunda w dystansie to potencjalne zagrożenie dla Polaka. Dużym znakiem zapytania pozostaje forma fizyczna i zdrowie Odzimkowskiego. Przerwy, problemy zdrowotne i brak regularności mogą odegrać tu ogromną rolę. Vrtačić wydaje się być w lepszym rytmie startowym, bardziej „w gazie”, co przy tak wymagającym stylu Polaka może mieć znaczenie szczególnie w drugiej części walki. Nie bez znaczenia jest również to, że Vrtačić bardzo dobrze reaguje pod presją. Nawet jeśli zostaje trafiony czy sprowadzony, nie panikuje, nie oddaje walki mentalnie i potrafi szybko wracać do swojego rytmu. Dobrze pracuje w przejściach, jest aktywny przy próbach wstawania i nie daje się łatwo „przykleić” do maty swojemu rywalowi. To oznacza, że samo obalenie może nie wystarczyć – Odzimkowski będzie musiał nie tylko sprowadzać, ale też utrzymywać pozycję i zadawać realne obrażenia. Każda sytuacja, w której Vrtačić wróci na nogi, to powrót do płaszczyzny, w której Chorwat czuje się najlepiej, czyli do dystansu, luzu i nieprzewidywalnych ataków. Patrząc na zestawienie stylów, tempo walki i aktualną dyspozycję obu zawodników, najbardziej realny scenariusz zakłada, że Vrtačić z rundy na rundę zacznie łapać swój rytm. Na początku może oddać trochę pola i sprawdzić reakcje rywala, ale z czasem będzie coraz lepiej czytał wejścia Odzimkowskiego. Kluczowe będą momenty, w których Polak ruszy do przodu – często liniowo, z nastawieniem na skrócenie dystansu. To właśnie tam otwierają się okna do kontr. I tu pojawia się najbardziej prawdopodobny scenariusz skończenia walki. Vrtačić ma szeroki arsenał kopnięć i chętnie korzysta z technik obrotowych, szczególnie gdy przeciwnik skraca dystans. Przy agresywnym wejściu Odzimkowskiego może złapać go w tempo, kiedy ciężar ciała idzie do przodu i korpus zostaje odsłonięty. Obrotowe kopnięcie na wątrobę w takiej sytuacji może wejść czysto i z pełnym impetem. Przy zawodniku, który idzie do przodu, efekt bywa natychmiastowy. Nogi odmawiają posłuszeństwa, ciało gaśnie i walka się kończy. Mój typ: Andi Vrtačić przez TKO, runda 2.
Kursy podstawowe na tę walkę na efortuna.pl przedstawiają się następująco:
Vrtacic: 1.60
Odzimkowski: 2.34
Marcelo Morelli (7-4) vs. Werleson Martins (19-8)
Fabian: Dwóch kogucich, którzy w przeszłości przegrali mistrzowskie potyczki z Sebastianem Przybyszem stanie naprzeciwko siebie na gali XTB KSW 117. Robiący niemałą furorę Marcelo Morelli ma idealne narzędzia, by całkowicie pogrążyć w kryzysie Werllesona Martinsa. Brazylijczyk przegrał trzy ostatnie pojedynki w KSW i jego obecność w rosterze zdaje się wisieć na włosku. Morelli w niezwykłych okolicznościach, abstrahując już od tego jak dźwignął swój rekord z 1-3, wszedł do walki o pas na KSW 107 i wcale nie był jedynie tłem dla mistrza. Uniq Fight Club stworzyło poważnego gracza dywizji koguciej. Przechodząc do pojedynku spodziewać się należy bardzo dynamicznego, stójkowego pojedynku. Martins swego czasu mógł się naprawdę podobać, gdyż był bardzo eksplozywnym zawodnikiem, szukającym nietuzinkowych technik. Mimo porażek zdobywał uznanie widowiskowością i zasadą kill or be killed. Sęk w tym, że miewa problemy z trzymaniem ciosu a to najgroźniejsza broń Marcelo, który będzie polował na kombinacje bokserskie wykorzystując bardzo duże wyrwy defensywne Martinsa. Werlleson powinien szukać zapasów w tej walce i próbować redukować tempo. Jest na musiku z racji na złą passę a wdawanie się w bójkę będzie zbyt dużym ryzykiem. To on ma interes w tym, aby pojedynek spowolnić, wypompowywać Morelliego pod siatką. Musi poświęcić swoją efektowność dla maksymalizacji efektu.
To jednak jak z walki na walkę rozwija się Morelli i daleki jest jeszcze od swojego sufitu będzie barierą nie do przejścia dla bardziej doświadczonego, ale być może też mniej zmotywowanego Brazylijczyka. Należy też pamiętać, że „Galinho” od 1,5 roku nie robił limitu wagi koguciej, wojując wyżej. Może to mieć znaczenie, bo wszyscy pamiętamy jego wielkie przestrzelenie wagi, gdy miał mierzyć się z Wikłaczem.
Całościowo to Morelli jest na fali. Bezkompromisowy, ciekawy technicznie „El Diablo” zgasi światło jeszcze w pierwszej rundzie. Typ: Marcelo Morelli TKO w 1. rundzie.
Kursy podstawowe na tę walkę na efortuna.pl przedstawiają się następująco:
Morelli: 1.45
Martins: 2.76
Welisson Paiva (12-4-2) vs. Hugo Deux (6-1)
Michał: Typowa walka stójkowicza kontra grapplera. Dla Francuza będzie to debiut w kategorii 77 kg, co samo w sobie stanowi sporą niewiadomą. Wcześniej kilkukrotnie nie zrobił limitu w wadze lekkiej, więc ta zmiana może wpłynąć zarówno na jego wydolność, jak i fizyczność. Paiva to bardzo mocno bijący zawodnik, który już w KSW pokazał, że potrafi zaskakiwać i narzucać swoje warunki. Dla Hugo będzie to naprawdę ciężka przeprawa, zwłaszcza jeśli nie zneutralizuje stójki rywala. Moim faworytem jest Paiva, choć nie jestem przekonany, czy skończy walkę przed czasem. Wydaje mi się, że nie, bo Hugo ma solidną szczękę i potrafi przetrwać trudne momenty. Powinien być w stanie wytrzymać presję przez dłuższy czas, ale sama walka raczej będzie układać się pod dyktando Paivy. Jego agresja, dobre Muay Thai i kontrola dystansu mogą dać mu przewagę w dwóch z trzech rund. Klucz dla Francuza to skrócenie dystansu, wejście w półdystans i przeniesienie walki do parteru, gdzie jest naprawdę groźny. Jeśli to mu się nie uda, będzie miał duży problem. Mój typ to Paiva przez decyzję.
Kursy podstawowe na tę walkę na efortuna.pl przedstawiają się następująco:
Paiva: 1.72
Deux: 2.12
Tobiasz Le (6-2) vs. Sebastian Decowski (6-0)
Michał: Typowa walka młodego, niepokonanego zawodnika opartego na parterze kontra bardziej doświadczonego, wszechstronnego fightera. Sebastian Decowski to młody, cały czas rozwijający się zawodnik, który swoją największą siłę opiera na grapplingu i w parterze wygląda naprawdę bardzo solidnie. Pokazał już nieraz, że potrafi szybko kończyć rywali, kiedy tylko przeniesie walkę na matę. Tobiasz Le to z kolei zawodnik bardziej kompletny, z nastawieniem na stójkę, ale który w parterze również potrafi się odnaleźć i nie jest tam bezradny. To fighter, który ma doświadczenie w wygranych i porażkach, a w klatce nie brakuje mu twardości i umiejętności w mocnych wymianach. Patrząc jednak stricte na styl, Decowski wydaje się bardziej technicznie poukładany i jego parter jest na wyższym poziomie niż ten u Le. Wydaje mi się więc, że to on będzie miał przewagę w kluczowych momentach walki. Pytaniem otwartym pozostaje kondycja Decowskiego, bo nigdy nie był sprawdzony na pełnym dystansie trzech rund. Le jest pod tym względem bardziej doświadczony i wie, jak rozkładać siły na 15 minut walki. Jeśli pojedynek pójdzie do trzeciej rundy, wtedy przewaga może przechylić się na stronę Le. Mimo to uważam, że Decowski wygra co najmniej dwie rundy, a nawet może zakończyć walkę przed czasem przez poddanie w jednej z pierwszych dwóch rund.
Kursy podstawowe na tę walkę na efortuna.pl przedstawiają się następująco:
Le: 1.11
Decowski: 6.60
Jacek Gać (3-1) vs. Luka Vrtacic (0-0)
Fabian: Gać, TKO, 1 runda
Kursy podstawowe na tę walkę na efortuna.pl przedstawiają się następująco:
Gać: 1.48
Vrtacic: 2.65
Nacim Belhouachi (4-4) vs. Jan Masek (3-2)
Fabian: Masek decyzją
Kursy podstawowe na tę walkę na efortuna.pl przedstawiają się następująco:
Belhouachi: 2.08
Masek: 1.75
![Who’s next In The Cage [#6] – Kto następny dla Makhacheva po obronie mistrzowskiego pasa?](https://inthecage.pl/wp-content/uploads/2026/08/whos-next-1-218x150.png)
![Who’s next In The Cage [#5] – Co dalej dla Gamrota po porażce z Salkilldem?](https://inthecage.pl/wp-content/uploads/2026/08/whos-next-218x150.png)






















