To nie był impuls ani konflikt. Decyzja dojrzewała miesiącami, a jej fundamentem była jedna rzecz, która z czasem zaczęła dominować nad wszystkim innym. Jakub Borowicz po raz pierwszy tak szeroko odsłonił kulisy rozstania z FEN.

Przez dziewięć lat był jedną z kluczowych postaci organizacji – odpowiadał za sport, matchmaking i kierunek rozwoju. Odejście nie było efektem jednej sytuacji, ale procesem, który zaczął się dużo wcześniej i zakończył świadomą decyzją podjętą w ciszy.

Decyzja dojrzewała miesiącami

Jak sam przyznaje, myśli o odejściu pojawiły się już wcześniej, ale długo je weryfikował.

Podjąłem decyzję już jakiś czas temu w zasadzie, że z organizacji FEN chciałbym odejść. Te myśli były w mojej głowie już wcześniej, ale to nie był moment, żeby je realizować. Starałem się codziennie przekonywać, że tę decyzję jeszcze zmienię.

Przełom przyszedł po ustabilizowaniu sytuacji organizacji – m.in. po nowej umowie telewizyjnej i uporządkowaniu kluczowych obszarów.

To był pierwszy moment od jakiegoś czasu, kiedy jako prezes mogłem powiedzieć, że te najważniejsze tematy są zabezpieczone. I dopiero wtedy mogłem na spokojnie zastanowić się, czy ja dalej chcę tu być.

Ostatecznie decyzję ogłosił właścicielom w dniu gali w Kielcach.

Spotkałem się z właścicielami i po prostu powiedziałem jaka jest decyzja, z czego wynika i jakie są moje motywacje. Ustaliliśmy, że pracujemy jeszcze razem do końca marca i tak też się stało.

„95% to moja ambicja”

Najmocniejszy wątek? Nie pieniądze, nie konflikty – a wewnętrzna potrzeba rozwoju.

Jest jedna rzecz, która jest najważniejsza i to jest 95% mojej motywacji. To jest moja ambicja, która codziennie ze sobą walczyła. Ja po prostu jestem gościem, który uważa, że może dawać z siebie więcej i chce się mocniej realizować.

Borowicz jasno wskazuje, że problemem była dla niego m.in. dynamika działania organizacji.

Trudno jest mi dawać każdego dnia z siebie 100%, wiedząc, że kolejna gala jest za kilka miesięcy. Ja nie potrafię pracować na pół gwizdka. Jak coś robię, to robię to na maksa.

„Nie chciałem być na drugim planie”

Były prezes FEN zwrócił też uwagę na szerszy kontekst funkcjonowania organizacji.

Nie potrafiłem pogodzić się z tym, że być może jesteśmy na drugim planie. Ja do tego podchodziłem tak, że to musi być projekt, w który wszyscy wkładają pełne zaangażowanie.

I dodaje, że w pewnym momencie zaczął widzieć ryzyko spadku własnej motywacji.

W momencie, kiedy poczułem, że za chwilę może mi tej pasji zabraknąć albo że będę dawał z siebie mniej, nie chciałem do tego dopuścić. Wolałem odejść.

„FEN nie wykorzystał swojego potencjału”

Borowicz nie ukrywa też, że jego zdaniem organizacja mogła zrobić więcej.

Uważam, że FEN nigdy nie wykorzystał w 100% swojego potencjału. Zrobiliśmy kilka rzeczy i ludzie zaczęli wierzyć w ten projekt, ale nie poszło za tym dalsze działanie.

Podkreśla, że widział konkretne możliwości rozwoju – szczególnie w obszarze promocji i budowania zawodników.

Mogliśmy robić więcej. Lepszą komunikację, więcej contentu, lepsze budowanie zawodników. Często byliśmy blisko, ale nigdy tego poziomu nie przeskoczyliśmy.

„Nie było konfliktu”

Na koniec Borowicz jasno ucina spekulacje o złej atmosferze.

Nie ma konfliktu. Nie ma żadnych pretensji. Rozumiem wszystkie decyzje biznesowe. Ja po prostu patrzę na to inaczej.

Zobacz takżeMichał Materla po wygranej na OKTAGON 86: „Chciałem to skończyć mocniej”