To nie była przypadkowa wygrana ani jednorazowy zryw. Paweł Pawlak po XTB KSW 117 rozłożył na czynniki pierwsze starcie z Mamedem Khalidovem i jasno wskazał, gdzie rozstrzygnęła się walka. Jego analiza pokazuje, że za zwycięstwem stał plan, cierpliwość i chłodna głowa.

Po gali XTB KSW 117 wokół walki w wadze średniej wciąż jest głośno. Starcie Pawlaka z Khalidovem nie było efektowną bijatyką, tylko taktyczną rozgrywką na najwyższym poziomie. Sam mistrz nie ma co do tego wątpliwości – od początku zakładał konkretny scenariusz i konsekwentnie go realizował. Co więcej, podkreśla, że rywal był w świetnej formie, a mimo to nie był w stanie znaleźć na niego odpowiedzi.

„Zaszachowałem Mameda”

Paweł Pawlak nie ukrywa, że kluczem do zwycięstwa była kontrola i czytanie przeciwnika. Od początku widział, że Khalidov próbuje wejść w swoją grę, ale z każdą rundą tracił pomysł.

To była walka na szachy. Dużo pracy na zmyłkach, biodrach, kolanach, oszukiwaniu ciałem. Wydaje mi się, że zaszachowałem Mameda. On wszedł w moją grę i zaczął tracić pomysł, bo jego akcje, które kończyły innych, na mnie nie działały.

Pawlak podkreślił też, że mimo klasy rywala, fizycznie nie odczuł pojedynku.

On mnie nawet nie trafił niczym. Po walce nie miałem nawet siniaka. To pokazuje, na jakim poziomie byłem.

Moment, którego nie wykorzystał

W pierwszej rundzie mistrz miał okazję zakończyć walkę przed czasem, choć sam nie zdawał sobie z tego sprawy w trakcie pojedynku.

Podłączyłem go, ale myślałem, że mnie oszukuje. Gdybym to zauważył, poszedłbym za ciosem – kolano, middle i mogło się to skończyć inaczej.

To pokazuje, jak bardzo przygotowania wpłynęły na jego decyzje. Sparingi z partnerami, którzy imitowali styl Khalidova, sprawiły, że nie dał się wciągnąć w pułapkę.

Frustracja Khalidova i przełamanie

Z biegiem czasu inicjatywa coraz wyraźniej przechodziła na stronę Pawlaka. Sam zawodnik zauważył moment, w którym legenda KSW zaczęła się irytować.

Po trzeciej rundzie widziałem, że jest zdenerwowany. To moja mocna strona – jestem metodyczny, mogę walczyć pięć rund w tym samym tempie.

Decydująca była czwarta odsłona, kiedy po uwagach z narożnika podkręcił tempo i ruszył do ofensywy.

Kontrowersje wokół przerwania

Po walce pojawiły się głosy, że starcie mogło potrwać dłużej. Pawlak nie ma jednak żadnych wątpliwości.

Zadałem osiem mocnych łokci z góry. Sędzia dwa razy krzyczał, żeby się bronił, a on tylko przyjmował ciosy. Nie patrzy się na czas, tylko na zdrowie zawodnika.

Dodał też, że Khalidov był już wyraźnie wyczerpany i piąta runda mogła być dla niego jeszcze trudniejsza.

Taktyka zamiast chaosu

Mistrz przyznał, że celowo ograniczył boks, mimo że był przygotowany na wymiany.

Czułem, że ma dłuższe ręce i może mnie trafiać. Dlatego więcej kopałem i trzymałem dystans. To go zdeprymowało

To właśnie konsekwencja w realizacji planu sprawiła, że Khalidov nie był w stanie narzucić swojego stylu.

„Jestem niedoceniany – i potem się dziwią”

Pawlak zwrócił uwagę na jeszcze jeden aspekt – brak uznania przed walką.

Jestem zawodnikiem, którego mało kto docenia. A potem się wszyscy dziwią.

Jednocześnie jasno podkreślił, że jego celem była przede wszystkim obrona pasa, a nie „rewanżowanie się” za kolegów z klubu.

Zobacz takżePaweł Pawlak odchodzi od Artura Gwoździa: „Musiałem być lojalny wobec swoich ludzi”

foto: materiały prasowe KSW